W telewizji trwa właśnie dziesiąta seria "reality show" z udziałem zawodników MMA - popularny w Ameryce TUF. Drugi odcinek dziesiątej serii pobił wszelkie dotychczasowe rekordy - wszystko dlatego, że doszło w nim do starcia dwóch największych faworytów - sławnego z internetu z walk ulicznych Kimbo Slice'a oraz weterana walk w klatkach Roy'a Nelsona (na zdjęciu obok). Przed telewizorami zasiadło ponad 6.1 miliona odbiorców, co tylko może świadczyć o popularności MMA w USA. Walka zapowiadała się niezwykle ciekawie, jednak wszystko skończyło się stosunkowo szybko.
Zaraz na początku Kimbo wstrząsnął rywalem prawym sierpem. Chciał pójść za ciosem, lecz doświadczony Nelson złapał go w pół i zewnętrznym podcięciem (w języku judo - kosoto-gari) powalił go na matę. W parterze sprytnie zablokował najpierw ręce Slice'a swoimi nogami, a potem zaczął go okładać pięściami, co po chwili przerwał sędzia. Poddanie w drugiej rundzie. Tak więc najwiękksza gwiazda programu, przynajmniej pod względem marketingowym, odpadła już w drugim odcinku.

Na zdjęciu Kimbo Slice (po prawej) wyprowadza decydujący o swoim zwycięstwie nad "Tankiem" Abottem lewy sierp. Wtedy jeszcze przez wielu uważany był za wschodzącą gwiazdę wagi ciężkiej w MMA, dziś jednak nawet najwięksi jego fani muszą zweryfikować swe wcześniejsze poglądy.
jakoś do tej pory miałem Whita za gościa bez sentymentów; bez zbędnego gadania pozbył się Arlowskiego; ale w sumie to i by miało sens; póki będą chętni do jego oglądania, będzie potrzebny; jak przestanie być dochodowy będzie "papa"