LEWANDOWSKI DLA SPORTÓW-WALKI

Zapraszamy do obszernego wywiadu z Martinem Lewandowskim, współwłaścicielem organizacji KSW.

Lewandowski opowiada między innymi o zbliżającej się walce Mariusza Pudzianowskiego z Marcinem Najmanem, nadchodzącej gali KSW 12, a także planach na przyszłość, gdzie jest miejsce dla Pawła Nastuli. Oczywiście Martin opowie także o budowaniu kariery Mameda Khalidova i o tym, dlaczego nie widzi zdecydowanego faworyta w konfrontacji "Pudzian" kontra "El Testosteron". Serdecznie zapraszamy.

Martin, już tylko dwa tygodnie dzielą nas od dwunastej gali KSW. Zaczynaliście w 2004 roku taką trochę podwórkową galą stojącą na niskim poziomie, a dziś w mediach aż huczy o Was. Spodziewaliście się takiego obrotu sprawy jeszcze kilka lat wstecz?

Martin Lewandowski: Na pewno nie. Z Maciejem poznałem się przez wspólną znajomą z Wrocławia, zaczęliśmy rozmawiać i stwierdziliśmy, że mamy podobny pomysł, czyli Konfrontację Sztuk Walki. Maciej coś robił w swojej przeszłości, ja gdzieś tam zaczynałem bezpiecznie od Kung-Fu, Kickboxingu. Zorientowaliśmy się, że mówimy o tym samym pomyśle i stwierdziliśmy, iż warto spróbować. Ja akurat byłem szefem i menadżerem do spraw promocji w hotelu Marriott i pode mnie podlegała restauracja Champions, która była gospodarzem tych pierwszych edycji. I powiem ci, że ta pierwsza edycja była taka testowa trochę. Znalazłem człowieka, który o czymś podobnym myślał, ja z kolei chciałem zrobić coś fajnego w Championsie, nie za bardzo polskiego i ta wspólna idea złączyła nasze siły. Wiesz, pierwszą galę zrobiliśmy za własną kasę, drugą zrobiliśmy za własną kasę, ale każdy jak się czegoś ima, to zawsze gdzieś tam w tle rodzi się pomysł, iż może z tego będzie jakiś fajny biznes. Natomiast robiąc pierwszą galę na pewno nie wiedzieliśmy, że to akurat w tą stronę pójdzie. Jednak media w nas uwierzyły, a my mieliśmy na tyle siły i samozaparcia, że chcieliśmy o to walczyć, bo przecież do tej pory nie jest to łatwy rynek i nie łatwo znaleźć sponsora i przekonać do tego media. Pomijam oczywiście media branżowe jak twoje czy inne portale i gazety, mówię o jakiś takich ogólnopolskich mediach, bo tylko to tak naprawdę zapewnia jakąś egzystencję. Wracając do pytanie – nie wiedzieliśmy, nie myśleliśmy iż to rozwinie się w tą stronę, w ogóle nie mieliśmy tak daleko posuniętych planów, ale trochę sprzyjających okoliczności i wszystko wyszło jak wyszło.

Podnieśliście wysoko poprzeczkę jeżeli chodzi o poziom sportowy. Dziś wydaje się, że robicie krok naprzód, mianowicie docieracie do coraz większej publiki. Przypomina to trochę działania włodarzy nieistniejącej już organizacji PRIDE, gdzie walczyli najlepsi zawodnicy świata, ale było też miejsce na show i walki z udziałem zawodników pokroju Akebono czy Boba Sappa. Rozumiem więc, że walka Mariusza Pudzianowskiego z Marcinem Najmanem to właśnie taki show i próba przyciągnięcia nowych odbiorców?

ML: Nie ukrywaliśmy nigdy, że jest to przede wszystkim działanie czysto marketingowe i zawsze chcieliśmy, by takie show miało u nas miejsca. Nie czujemy by to w jakikolwiek sposób obniżało poziom gali ani godziło w jakieś tam nasze ambicje zawodowe. Jest to mocno przemyślany, wykalkulowany i drogi zabieg z głównym daniem wieczoru, czyli „Pudzian” vs Najman, ale jak na razie widzę przynosi to bardzo wymierne korzyści. U nas zawsze będzie miejsce na coś takiego. Zawsze zresztą patrzyliśmy bardziej w stronę Japonii i tego co oni robią i jak robią, niż w stronę USA. Nie mamy złudzeń, że nie będzie to widowisko iście sportowe i nie zobaczymy nagle Mariusza, który technicznie kopie „low kicka”, a Marcina Najmana, który wychodzi z gardy itd. Wiadomo, to są debiutanci. Nawet w pół roku ćwiczeń, a oni nawet mają mniej czasu na przygotowania, nie można zrobić z najsilniejszego człowieka świata dobrego „parterowca” czy „uderzacza”, a z boksera zawodnika wszechstronnego. Zawsze będą mieli swoje nawyki, trochę im będzie to w jakimś stopniu nieudolnie wychodziło, więc to ma być przede wszystkim widowisko i konfrontowanie – tak więc powracamy jakby do genezy. Konfrontacja różnych stylów, ludzi, mentalności, różnych charakterów. To nie jest tylko nasz pomysł, tylko tendencja, która kiedyś może bardziej istniała za czasów PRIDE. Teraz się odchodzi od tego. Organizacja UFC nie potrzebuje takich zabiegów, ponieważ są już na tyle popularni i stoi za nimi już taka duża kasa, że są w stanie się już tylko rozwijać. My chcielibyśmy intrygować i interesować ludzi nie tylko jakby charakterem sportowym, bo ta walka już wyszła znacznie poza zainteresowanie publiczności polskiej. Japonia, Niemcy, Anglia i Stany Zjednoczone – koresponduję z wieloma ludźmi, którzy wiedzą, słyszeli o tej walce i to wszystko rozsławia te nasze trzy litery KSW w świat poprzez ten pojedynek wieczoru. Intryguje także poważne media jak „Fighters Only Magazine”. To jest magazyn na wysokim sportowym poziomie i oni chcą napisać artykuł o tej walce i całej gali. Każdy musi kiedyś zrobić ten pierwszy krok. Z tego co widzę, to Marcin Najman jest bardzo podkręcony walką MMA i mamy nadzieję, iż jednego i drugiego będziemy mieli jeszcze okazję zobaczyć w akcji. Może nie znów równocześnie na tym samym ringu, stojących naprzeciw siebie, ale w oddzielnych walkach i nie jest wcale powiedziane, że ten Marcin Najman czy „Pudzian” nie odnajdą w tym swojej drugiej natury. No umówmy się, Mariusz Pudzianowski ma już pewnie dość dźwigania tych ciężarów. Gdzieś ta ostatnia porażka też spowodowała zainteresowanie innymi dyscyplinami i nowymi wyzwaniami, pomimo różnych kontrowersyjnych zdań z jego środowiska, że źle robi, traci wizerunek... Moim zdaniem jest zupełnie odwrotnie. Pudzianowski pokazuje, że jest facetem z jajami. Oczywiście to wszystko może się skończyć jak w przypadku sławnego Michaela Jordana, który z koszykówki przeszedł do baseballa i okazał się tam bardzo mizernym graczem. Natomiast u Najmana wygląda to w ten sposób, że on boksersko nie osiągnął dużo, żadnych wielkich laurów. Ta walka z Wawrzykiem miała gdzieś go wynieść na piedestał, no ale niestety przegrał. Wydaję mi się, iż MMA leży trochę bardziej w jego charakterze niż sam pojedynek na pięści. Zobaczymy - na pewno Marcin Najman może tu się zrehabilitować i poprawić swój wizerunek jako „fightera”, bo gdyby wygrał tą walkę, to będzie na ustach wszystkich – nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. W razie zwycięstwa przestanie być anonimowy. Póki co Marcin do tej dwunastej edycji nadal będzie trochę w cieniu Mariusza. Może zostanie w nim jeśli dostanie sromotnie łomot, natomiast dla niego jest to bardzo duża motywacja. Zresztą dla jednego i drugiego jest to motywacja, ponieważ obaj mają dużo do wygrania i dużo do stracenia – wizerunek, promocja w nowej dyscyplinie, no i umówmy się, mamy dwie telewizje „na żywo”. To znaczy jedną telewizję, ale dwa kanały. Sądzę, że te 4-5 milionów oglądalności wykręcimy jak to kolokwialnie się mówi. Jeśli osiągniemy takie wyniki, to przełoży się to na rozpoznawalność ich. Co prawda „Pudzian” tego nie potrzebuje, ale Marcin Najman jeśli chodzi o rozpoznawalność i medialność już tak.

Wiadomo iż namówienie „Pudziana” na taki występ to ogromny wydatek. Wielu ludzi obawiało się nawet, że na tym ucierpi trochę poziom gali, no ale na szczęście udało się Wam wypełnić cały program ciekawymi walkami. Nie obawiacie się trochę, że zatrudnienie Mariusza może się Wam odbić czkawką? Co będzie jeśli przegra?

ML: Co do pierwszej części twojego pytania, to zawsze jest to jedna z dziesięciu walk, które są na gali i pozostałe dziewięć będą na dużym poziomie. Są to zawodnicy rozpoznawalni. Jeszcze nawet nie mogę podać ci nazwisk turniejowych, tych ostatnich czterech, ponieważ właśnie w tym momencie jesteśmy na etapie jeszcze doboru i wybierania tych zawodników. Natomiast te polskie nazwiska to już naprawdę czołówka MMA. Oprócz tego turnieju mamy także walkę o pas w kategorii poniżej 85 kilogramów – Vitor Nobrega z Aslamem, a to też pojedynek, na który duża rzesza kibiców czeka. Dwa „extra fighty” z udziałem Maćka Górskiego i Daniela Dowdy , zawodników KSW Team z naprawdę uznanymi rywalami ze sceny angielskiej. Po raz pierwszy gościmy w ogóle Anglików i są to naprawdę konkretne nazwiska. Jeśli ktoś ma jakieś pretensje do poziomu sportowego MMA tych dziewięciu walk, to naprawdę ma już chyba niespełnione i chore ambicje, nierealne niestety na polski rynek do spełnienia. Wiadomo, że można sobie tworzyć nazwiska i i ustawiać pary, ale wszystko musi się przełożyć nam jako organizatorom na wynik finansowy. Tak więc zawsze będzie miejsce na taką jedną walkę i nie będzie takiej sytuacji, że jak już wzięliśmy „Pudziana” to teraz wszystko inne to będą już tzw. „kelnerzy”. Rozpiski gali i tego „fight cardu” nie możemy się wstydzić, a właśnie przez walkę „Pudzian” vs Najman gala dostaje jeszcze większego kolorytu i większego splendoru. To jest jedno. Co do tego, czy się obawiamy odbicia się czkawką to nie, bo przecież co może się stać? On może wygrać i przegrać, tak samo jak Marcin Najman. Tutaj nie ma innych rozwiązań. Nawet jeśli Pudzianowski by przegrał, to sądzę, że może to tylko spowodować, iż będzie chciał rewanżu i jeszcze raz stanąć na tym ringu MMA. Na dzień dzisiejszy sytuacja wygląda tak, że tak naprawdę sami się testujemy nawzajem. Zobaczymy jak ten Mariusz Pudzianowski wypadnie. Nie obawiam się w żaden sposób by odbiło się nam to czkawką i przy obecnym zainteresowaniu mediów jakie jest, bo średnio co dwa-trzy dni jak nie my, to zawodnicy udzielają wywiadów, coś się pisze. Dzisiaj mój wspólnik był w jednej z telewizji, ja jutro idę do innej, zaproszeni też jesteśmy jutro do radia. Zainteresowanie jest tak duże, że pierwszy raz w historii KSW na dwa miesiące przed mamy wysprzedane bilety. Do gali zostały dwa tygodnie, ale my już dwa miesiące wcześniej mieliśmy cały obiekt sprzedany i Torwar okazał się śmiesznie mały. Chcieliśmy zrobić to w Łodzi, nawet Mariusz Pudzianowski przekonywał nas, że i łódzką halę wypełnimy, no ale inne względy podyktowały fakt, że na Łódź się nie zdecydowaliśmy, pomimo faktu organizacji wspólnie gali bokserskiej Polsat Boxing Night z telewizją Polsat i walki stulecia Gołota vs Adamek, więc szlaki mieliśmy już przetarte. Nie wiem co musiałoby się wydarzyć, by przy takim zainteresowaniu mediów odbiło się to nam czkawką.

Wiadomo – ta gala przyniesie Wam same plusy, natomiast nie ukrywajmy, ludzie przyjdą do hali i zasiądą przed telewizorem żeby raczej zobaczyć Pudzianowskiego i w momencie gdy on wygra, to kółko kręci się dalej...

ML: Mariusz w „Strongmanach” zajął drugie miejsce, ale kolejny jego pojedynek, gdzie będzie pretendował do championa „Strongmanów”, będzie oglądany z równym zainteresowaniem. Wszyscy będą zainteresowani, czy on jeszcze jest w stanie wygrać ponownie, już po raz szósty bodaj. Chyba myślisz, że w momencie kiedy on dostanie, to wtedy cała zainteresowana publika odwróci się i przestanie oglądać MMA i KSW tak?

Może inaczej. Ja śmiem twierdzić, że po zwycięstwie nad Najmanem jeszcze więcej ludzi będzie chciało oglądać Pudzianowskiego.

ML: To pod warunkiem, że on nadal będzie chciał się konfrontować. Na razie on traktuje to testowo. Wiesz, trzeba wziąć pod uwagę, że ten człowiek, przy całym szacunku dla niego jako zawodnika siłaczy, nigdy nie stał na ringu. Gdzieś tam bawił się na macie, kopał, uderzał, ale on nigdy tak naprawdę nie stoczył prawdziwej walki i to akurat może być poczytane jako duży minus Pudzianowskiego. Przecież inne emocje się w człowieku wydzielają, ten organizm trochę inaczej reaguje i człowiek nie jest w stanie zapanować nad tym wszystkim. Ja nie mówię o tym, że on będzie się bać, ale o poziomie adrenaliny. Wychodząc do ringu i słysząc muzykę on wie, iż realnie może dostać zaraz w twarz, realnie może stać się mu krzywda. Raczej Najman żadnych parterowych działań nie wykona, żadnego duszenia czy dźwigni, natomiast każde uderzenie w twarz boli. Może zaliczyć nokaut, może mieć złamany nos i Mariusz nie ma doświadczenia, bo jednak co by nie mówić, to ten Najman ileś tam razy już stał na tym ringu. Dostawał już po twarzy i tułowiu, także on pod tym względem ma przewagę. Jest to przewaga mentalna, a jak się mówi, mentalnie wygrywa się walki. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że Mariusz jest często na jakiś zawodach, przy wielkiej publiczności, na pewno nie zachowa się jak nowicjusz i nie zaczną mu się trząść nogi. Mimo wszystko będzie to realna walka. To już nie będzie sparing, gdzie mógłby odklepać i powiedzieć dość, tylko będzie miał te dwie rundy po pięć minut z możliwą dogrywką trwającą trzy minuty, gdzie – o ile wytrzymają chłopaki – musi coś pokazać. Jeden i drugi mają świadomość tego, że nie będą mogli uciekać. To nie może być walka z cieniem, gdzie będą się ganiać między linami. Muszą też pokazać krew i serce do walki. Zrobili duży szum, ludzie się nastawiają na ten pojedynek, bo rewanż nie będzie już tak atrakcyjny i jeśli walka będzie mizerna, to kibice z takim zainteresowaniem nie będą chcieli tego oglądać. A pamiętajmy, iż to wszystko gdzieś się przekłada na pieniądze – czy to moje, czy to mojego wspólnika, Marcina Najmana czy Mariusza Pudzianowskiego. Tak więc nie obawiam się tego, że przegrana „Pudziana” spowoduje spadek zainteresowania MMA. Teoretyczna porażka mogłaby go jeszcze bardziej zmobilizować i mógłby zażyczyć sobie w maju kolejną próbę, a może po wygranej powie fajnie chłopaki było, ale nie interesuje mnie już przygoda z MMA, bo przecież tak też może się zdarzyć.

Wracając do turnieju w wadze ciężkiej, to słyszałem, że wypadł jeden z zawodników. To prawda?

ML: Tak. Chłopak miał wystartować w turnieju do 105. kilogramów, a sam ważył 95. Spotkałem się z nim i on wiedział dobrze o tym, że przyjdzie mu się mierzyć z zawodnikami ważącymi po 110 kilogramów, zrzucającymi do 105. Dysproporcja byłaby duża, lecz on chciał się podjąć tego wyzwania. Zanim zacząłem w ogóle z nim rozmawiać, konsultowałem się z kilkoma osobami. Ta ambicja i determinacja mnie przekonała do niego, natomiast chciałem się też z nim spotkać i uświadomić mu, iż rywale będą więksi. On tylko przytakiwał, a później okazało się, że jak zaczął intensywniej ćwiczyć, to waga zamiast rosnąć, malała. Po prostu przy tych ostrych treningach on gubi kilogramy i zamiast 95 ma już 92. Na szczęście na tyle jeszcze świadomie i z jajami podjął decyzję o wycofaniu się, przepraszał bardzo, no ale piętnaście kilogramów różnicy to było już za dużo. Ja takich dysproporcji wagowych nie chcę mieć u siebie, jeżeli oczywiście chodzi o turniej MMA, bo u „Pudziana” i Najmana różnica będzie sięgać blisko 30 kilogramów, ale to jest inny pojedynek i inne cele. Wracając do sprawy, to nie jest problem, ponieważ zainteresowanie KSW już od szóstej, może siódmej edycji jest tak duże, że tak naprawdę w weekend jestem w stanie ściągnąć zawodnika na to miejsce. Dużo ludzi chce się bić na KSW ze względu na fakt, że jesteśmy najwięksi w Europie pod każdym względem. Tak więc wiadomo – prestiż i wielkość tej gali powoduje, że zawodnicy wolą się konfrontować pod godłem KSW niż pod jakimkolwiek innym i mniej znanym. My dajemy promocję na cały świat, ponieważ każda edycja jest już oglądana nie tylko w Polsce. Natychmiast cały świat MMA następnego dnia wie o tej gali i każdy ma przegląd przynajmniej połowy tych walk. Zresztą KSW jest na tyle popularną organizacją, że z gali na galę mamy coraz więcej głosów od Polonii polskiej, która kontaktuje się z Polsatem żeby można było oglądać te zmagania i tak naprawdę od Kanady, USA, po Anglię, te Polonie się zgłaszają i synchronizują pomimo różnicy czasu na wspólne oglądanie KSW. Zawodnicy to też widzą. Jeżdżę po świecie i widzę jak zawodnicy, którzy się kiedyś u nas bili, są przedstawiani jako uczestnik takiej i takiej edycji KSW, więc już ta marka KSW jest znana na świecie. Nie jesteśmy już anonimowi i się z tego bardzo cieszymy. Właśnie takie zabiegi jak „Pudzian” vs Najman powodują, iż jeszcze więcej mediów, osób czy zawodników, skupia się nad nami.

Przy okazji tej rozmowy wręcz nie wypada nie powrócić do wielkiego zwycięstwa w Japonii Mameda Khalidova nad mistrzem organizacji Sengoku. Jaką przyszłość widzicie teraz dla Mameda – Polska, Japonia, a może UFC? Choć UFC to raczej nie realne prawda?

ML: Bardzo realne. To my nie chcemy UFC. Znasz Tomka Drwala – wydaję ci się, że on jest lepszym zawodnikiem i daje ładniejsze walki?

W tej chwili na pewno nie.

ML: No nigdy nie był lepszy technicznie i nigdy nie dawał ładniejszych walk. Teraz zaczął poznawać warunki budowania emocji w USA i zaczyna bić się więcej w stójce, zadaje więcej ciosów, bo wie, że jego popularność, a co za tym stoi – kasa, idą za tym, czy jego walki będą fajne czy nie. Dopiero teraz dorósł po kilku latach do tego, co my już wiemy od paru lat. Ludzie się czasem śmieją z różnych naszych zabiegów, ale po prostu ich nie rozumieją. UFC stoi otworem, tylko my nie chcemy Mameda tam dać, ponieważ UFC nie zna jeszcze na tyle Mameda. Oczywiście znać to znają, natomiast chcę by Khalidov był jeszcze bardziej rozpoznawalny i docelowo to raczej skończy się na UFC. Teraz jest mniej więcej jak z aktorami. Na przykład jeśli George Clooney gra w jakimś filmie, to ma inną, lepszą gażę, natomiast on na swoją twarz i nazwisko musiał ileś pracować i tak samo jest z zawodnikami MMA. Chcielibyśmy, by Mamed był rozpoznawalny i chciany wręcz przez UFC, a nie na odwrót. Póki co chłopcy z Japonii się wykazali „timingiem”. Zobaczyli, że jest naprawdę dobry zawodnik, którego w miarę jeszcze za przyzwoite pieniądze można zakontraktować. Ja się tych stawek nie wstydzę i uważam, że to bardzo poczciwe pieniądze dla zawodników MMA i można mówić, że Mamed już za chwilę będzie mógł żyć tylko z MMA, jako jedyny chyba teraz obok Tomka Drwala. Drwal oczywiście ze względu na kontrakt z UFC, choć na początku był mocno okradany przez tych wszystkich swoich menadżerów. Tak naprawdę Japończycy wykazali dobre wyczucie, bo mają fajnego zawodnika za jeszcze fajne pieniądze. Dogadaliśmy się z Sengoku na trzy walki. Jedną już mamy za sobą, dwie przed nami. Teraz Sengoku wraz z organizacją Dream myślą o tym, by połączyć się w jedną, silniejszą organizację, a nie tworzyć dwóch mniejszych, więc czekamy jeszcze jak te sprawy się potoczą. Czy to będzie Dream, Sengoku, czy zupełnie nowa organizacja, choć na razie są takie głosy, że zawodnicy Sengoku zostaną wchłonięci przez Dream, co spowoduje, że ten kontrakt będzie nadal istniał i Mamed w lutym najprawdopodobniej znów będzie się bić w Japonii. Oprócz tego prowadzimy jeszcze rozmowy z organizacją Bellator. Jest do jeszcze świeża i młoda organizacja w Stanach Zjednoczonych, ale bardzo dobrze pozycjonowana i z dobrymi dwoma stacjami telewizyjnymi, które dodajmy dobrze płacą. Dotąd mieli dwa sezony, podczas których występowali znamienici zawodnicy, więc chłopcy wystartowali ostro jeśli chodzi o kasę, wizerunek i oni tak naprawdę już dzisiaj chcieliby podpisać kontrakt z Mamedem. Dostałem ten kontrakt kilka dni temu, więc jeszcze nie podjęliśmy decyzji, ale oni chcą go już. Prawdopodobnie 2010 rok będzie wyglądał następująco: luty – Japonia, kwiecień – Bellator i USA, tam mamy posiedzieć dwa lub trzy miesiące, bo to jest akurat turniej i Mamed będzie miał co cztery tygodnie walkę, no i później jeszcze pod koniec roku pewnie jedna walka w Japonii i co najfajniejsze, te federacje pozwalają i nie mają nic przeciwko, by Mamed bił się na KSW. Czyli Sengoku bierze wyłączność na Azję z opcją walk Khalidova w Bellatorze i KSW, Bellator nie ma nic przeciwko jego występom w Sengoku i u nas. Więc tak to wygląda. UFC wcale nie jest dla nas ziemią nie do zdobycia. W perspektywie dwóch trzech lat sądzę, że Khalidov będzie się konfrontował z UFC, lecz póki co to nie jest to dobry moment. Teraz każdy chce się bić dla nich, oni mają tą świadomość, dlatego proponują naprawdę śmieszne warunki finansowe. Potrafią zaoferować po trzy tysiące dolarów. Na dzień dzisiejszy Mamed by tak około dziesięciu tysięcy dostał, natomiast dla mnie to jest mało, bo wiem, iż Mamed jest znacznie więcej wart. Na dzień dzisiejszy lepiej budować jego pozycję w Japonii lub innych galach w USA. Oczywiście nie mówię o mniejszych galach na jakiś salach gimnastycznych, tylko o dużych organizacjach z dobrą telewizją, gdzie każdy jego występ będzie pokazany i odnotowany. Teraz jest za duża dysproporcja, więc budujemy wizerunek Mameda, by potem usiąść z UFC do stołu rozmów jak partner z partnerem. W tej chwili oni wiedzą, że mają monopol, najlepiej płacą tym najsławniejszym zawodnikom, fajnie to robią, fajnie promują i to jest motor napędowy MMA na świecie. Kiedyś to była organizacja PRIDE, niestety powstały tam różne problemy i się rozpadła. UFC to przejęło i teraz oni rządzą. Tak więc moglibyśmy pójść do UFC, ale na dzień dzisiejszy dla mnie i jeszcze paru innych osób jest to niekorzystne. A gwarantuję ci, że Mamed ma bardzo fajny kontrakt podpisany z Sengoku, z Bellatorem będzie mieć równie ciekawy podpisany, więc nie tracimy nic, a śpiesząc się z wysłanie Mameda do UFC moglibyśmy tylko zablokować chłopaka. Oni mają taką politykę, że jakby już tam poszedł, to nie mógłby już występować na KSW. Ludzie z UFC wychodzą z takiego założenia, że proponują jakąś stawkę i nie zamierzają negocjować innej. Oni oczywiście też obserwują inne gale, nawet te mniejsze, patrzą gdzie jest jakiś nowy narybek, zdolni „fighterzy”, natomiast wiedzą, że mogą zaproponować psie warunki bo jest takie ciśnienie by każdy się bił na UFC i dla każdego jest to spełnienie marzeń. Zauważ, iż dużo z obecnych zawodników UFC to są byli „Pride’owcy”. Japończycy potrafią fajnie zadbać o kariery zawodników, natomiast włodarze UFC są bezwzględni i jeśli dwa razy dostaniesz w papę, to nie chcą już z tobą rozmawiać. Nawet jeśli przegrywasz z naprawdę dobrymi rywalami, tylko trochę brakuje ci szczęścia, lepszego przygotowania, dostajesz i to już jest dla nich pewien wyznacznik i dziękują tobie za współpracę. W Japonii to wszystko inaczej się odbywa. Teraz nawet był Kevin Randleman na Sengoku gdy byliśmy tam z Mamedem. Wiesz, dla mnie już przebrzmiała gwiazda PRIDE, bił się chyba zresztą wszędzie, a jego nazwisko jeszcze ciągle budzi emocje i cała sala aż skacze, pomimo iż była to najnudniejsza walka z całej tej gali. Randleman i ten Bułgar z którym się bił, Stanislav Nedkov, dali bardzo słaby show. No ale ludzie chcieli oglądać Randlemana... To jest nadal elektryzujące nazwisko i dlatego nadal go zapraszają i płacą pewnie całkiem fajne pieniądze.

Nie sposób nie przyznać Ci racji gdy mówisz, że w UFC liczą się nazwiska. Na przykład Forrest Griffin przegrał dwie walki przed czasem i właśnie dostał walkę wieczoru podczas UFC 106, także rzeczywiście coś w tym jest. Ale wracając do Sengoku, to wygrana  Khalidova może być także przepustką do Sengoku dla innych zawodników KSW Team. Mówiliście o dwójce – wybraliście już tych dwóch?

ML: Może powiem o jednym. Choć to jeszcze są długie rozmowy z racji prób łączenia Sengoku z Dream, chodzi o Maćka Górskiego. To jest akurat zawodnik z wagi, gdzie jest najwięcej Japończyków. Maciek wywodzi się z karate, a oni bardzo czują respekt do zawodników, którzy ćwiczą dyscypliny stworzone przez Japończyków. W Polsce Górski jest numerem jeden w swojej kategorii, rozbił ostatnio na ringu KSW paru bardzo dobrych zawodników no i to jakby go uprawnia do tego, by startować już z nim po świecie na podobnych warunkach jak Mamed. Oczywiście nie mówimy tu o warunkach finansowych, a o tym, że będzie mógł się bić na Sengoku oraz KSW. Tego będziemy się starać pilnować. Nawet nie chodzi o nasz interes, bo też chciałbym jakiś stereotyp złamać. To nie jest tak, że nie chcemy Mameda puścić za granicę, bo to bzdura. Ja tak samo zarabiam na Khalidovie u nas jak i na wyjeździe. Jest tu inna trochę relacja, ponieważ my tu jemu płacimy, natomiast w innych organizacjach my jesteśmy jego menadżerami, tak więc my korzyści pewne swoje też mamy, jakiś tam „procent menadżerski” za zakontraktowanie walki i też na tym korzystamy. Wracając do tematu, to najbliżej jest właśnie Maciek Górski. Zaproponowaliśmy jego osobę i kandydatura została przyjęta z jakimś tam zainteresowaniem. O drugim zawodniku nie chcę specjalnie mówić, ponieważ musimy sobie parę historii wyjaśnić, a poza tym może to być jeden z dwóch zawodników tak naprawdę, więc jeszcze konkretnej decyzji nie ma.  Podczas występu Mameda Khalidova w Japonii co chwilę słychać było KSW i wyłapywałem to co chwilę. Japończycy zresztą wielokrotnie podchodzili i mówili, że mamy „good production”, czyli dobrą produkcję jako organizacja. Jest to też w jakiś sposób nobilitujące. Tak więc KSW daje przepustkę zawodnikom do startów na świecie i sądzę, że Sengoku jest początkiem – nie chcę mówić ekspansji – ale tak naprawdę nie ma organizacji na świecie, z którą byśmy się nie kontaktowali, czy to jest Strikeforce, Dream, Bellator czy UFC. Oczywiście mówię tylko o dużych i liczących się organizacjach. Chcemy by zawodnicy byli na tyle rozpoznawalni, by gdzieś w świecie znaczyli cokolwiek, a u nas było o nich głośno w mediach ogólnopolskich, a to dają tylko duże, światowe organizacje.

W Polsce brakuje obecnie wielkich nazwisk w sportach walki, choć jeszcze niedawno byli Paweł Nastula, Andrzej Wroński, Marek Garmulewicz. Możecie jeszcze coś wykrzesać z innych dyscyplin? Coś mówi się o reaktywacji „Nastka”, o przypomnieniu go. Może więc Nastula kontra Khalidov? To też by się pewnie dobrze sprzedało...

ML: Wiesz, Mamed walczy w kategorii do 83 kilogramów i w tej wadze będzie się bić w Sengoku, a Paweł to jest 102-105 kilogramów, tak więc to jest w ogóle przepaść między nimi w masie ciała. Prawdą jest natomiast, że rozmawialiśmy z Pawłem i jesteśmy po ustaleniach finansowych. Zarówno my jak i ich strona wyrażamy chęć tego, by Nastula bił się na KSW no i tyle. W tym momencie to już jest nasza kwestia czy będziemy chcieli to robić w maju, czy w grudniu, póki co nie chcę więcej mówić, bo jak wiesz mamy jeszcze prowadzić projekt Polsat Boxing Night, no i musimy to wszystko zsynchronizować. Ten 2010 rok mamy póki co taki niedoplanowany, tzn. mamy swoje daty i terminy pobukowane, natomiast nic nie możemy robić, bo jeszcze nie mamy zielonego światła ze stacji Polsat, które nam pozwoli powiedzieć Pawłowi – OK, robimy galę na przykład w kwietniu, więc na kwiecień szykujemy twoją walkę. Paweł raczej jednak nie będzie się bić z zawodnikiem z Polski. Myślimy o jakimś dobrym nazwisku europejskim , albo japońskim. Parę nazwisk już padło, lecz tutaj dobierzemy mądrze tego przeciwnika dla Pawła Nastuli. To musi być zawodnik, który dużo w świecie MMA znaczy i nie może być tak jak ostatnio, kiedy Paweł miał się bić z facetem o ujemnym rekordzie czy taką samą ilością wygranych i przegranych. Nie mówię o występie w Sengoku, tylko o tej walce, która miała się odbyć w Polsce. Paweł też już powoli będzie kończyć karierę. To bardzo utytułowany zawodnik, natomiast gdzieś tam już zbliża się ku sportowej emeryturze, ale ja ze swoim wspólnikiem chcielibyśmy oddać trochę hołd Pawłowi Nastuli, bo chyba zasługuje na to, by walczyć w Polsce. To będzie też okazja, żeby po raz pierwszy zobaczyć go w MMA w Polsce, ponieważ te dotychczasowe propozycje jemu składane były po prostu śmieszne i trochę się dziwię jego menadżerom, że w takie zabawy z pseudoorganizatorami się bawili. Reasumując, Paweł Nastula w 2010 roku, może nawet na następnej edycji, wystąpi na KSW.

Powoli acz systematycznie siła gal KSW rośnie. Pojawiają się coraz coraz lepsze nazwiska, walki stoją na coraz lepszym poziomie. Myślisz, że za kilka lat będziecie w stanie rywalizować z największymi organizacjami jak Sengoku czy Strikeforce? Jest to możliwe?

ML: Jest, tylko musi się trochę polityka telewizji zmienić. My jesteśmy w stanie wykrzesać wszystko z rynku, ale tak naprawdę musi wejść coś takiego jak PPV w Polsce. Tak naprawdę oni wszyscy mają największe dofinansowanie ze stacji telewizyjnych. Stać ich więc na to, by ściągnąć największe gwiazdy. To jest jedyna blokada i na to nie mamy wpływu. Pomimo bliskich stosunków z Polsatem trwających już blisko pięć lat nie wychylamy się by komukolwiek coś doradzać, ponieważ nie czujemy się też na siłach by mówić coś więcej. Może to jakieś blokady formalne, a może mentalne i Polacy nie są w stanie płacić tak jak w USA, żeby oglądnąć dwugodzinny show. Polsat podobno ma wprowadzić coś takiego jak PPV, choć nie wiem jak miałoby to działać powiem szczerze, no ale wiem, że prezes Solorz ma takie zapędy. Stacja telewizyjna to jest klucz do rozwoju sportu no i cieszę się, że Polsat Sport uwierzył w nas cztery czy pięć lat temu, kiedy prowadziliśmy pierwsze rozmowy i wydaję mi się, że teraz mogą być z nas dumni. Wykręcamy naprawdę fajne oglądalności i nawet ostatnio walka Włodarczyka we Włoszech, która odbyła się dzień po KSW, miała mniejszą publikę niż my. My mieliśmy w piątek ponad dwa miliony, dwa miliony i dwieście tysięcy, a występ Włodarczyka był nieco gorszy. W Stanach Zjednoczonych i Japonii boks się w ogóle nie liczy. Oczywiście są jakieś perełki, gdy pojawia się jakiś Mayweather i raz na dwa lata PPV bije fortunę, natomiast UFC jest napędem dla amerykańskiego rynku PPV.

Mówisz o PPV, ale nie sądzisz, że wystarczyłoby żeby jakaś druga, duża stacja włączyła się w promocję MMA? Bo w tej chwili Polsat ma tak naprawdę monopol, zarówno na boks jak i MMA.

ML: Nie ma monopolu. Oni po prostu wiedzą, że ludzie chcą to oglądać.

Ale mogą Wam dyktować swoje warunki, a gdyby była jakaś konkurencja, typu – strzelam – Canal Plus, TVN, to musieliby się z nimi liczyć i stawki by rosły. Jedni podbijaliby stawki drugich...

ML: No pewnie tak. Taki rynek, gdzie jesteś królem powoduje iż po pewnym czasie gnuśniejesz, bo nie ma zdrowej konkurencji. Choć z drugiej strony jak tak patrzę, to w Polsce ta konkurencja w różnych sektorach to jest jak jakaś walka psów, ale to już jakby inny aspekt. Można sobie jakieś tam scenariusze tworzyć – Canal Plus pokazuje niby pomniejsze gale MMA, choć nie wiem na ile dobrze im to wychodzi. TVN wypiął się na sport i nie chcą być kojarzeni ze sportem. Dla mnie to straszny błąd, bo jest to duża i potężna siła, a oni wolą w jakieś kolorowe historyjki wchodzić niż w sport. Telewizja publiczna ma z kolei problem, ponieważ oni mają misję do spełnienia i pewnych sportów, a szczególnie sportów kontaktowych, nie pokażą. Musi się zmienić mentalność Polaków. W Japonii na galach Sengoku można zobaczyć wiele dzieci, a MMA to rozrywka dla całych rodzin. Tak więc telewizja publiczna nigdy w to nie wejdzie, a jak już wejdzie, to będą to oglądalności słabe, ponieważ puszczą galę po północy i jeszcze w ograniczonym formacie. Z wszystkimi telewizjami na przestrzeni tych pięciu lat miałem do czynienia i tak naprawdę od tych pięciu lat nic się nie zmieniło. Polsat Sport był jedyną stacją otwartą na nowe dyscypliny. Zauważ – oni Armwrestling promowali, rugby i to jest jedyna telewizja, która chce pokazywać coś innego, a nie tylko tą cholerną piłkę nożną, którą już dosłownie porzygać się można. Tak jak wymieniłeś, Wroński czy Nastula to są jakieś środowiskowe gwiazdy i tylko bokserzy się bardziej wybijają, tacy jak Michalczewski, Saleta, Adamek, Gołota, to są takie postacie popkultury, ale już Nastula, Wroński, Supron, to panowie, którzy coś tam pozdobywali w swoim życiu, a znani szerzej nie są. Dlatego zdaję mi się, że poza boksem MMA to jest jedyna przyszłość dla wszystkich sportów walki.

Tak na koniec. Twój typ – Pudzianowski czy Najman?

ML: 50 na 50 i to nie jest jakaś polityczna odpowiedź. Naprawdę nie wiem. Myślałem „Pudzian” na początku, ale jak zobaczyłem Mariusza na treningu i Marcina powiedziałem – oj, 50 na 50. Może lekką przewagę widzę Pudzianowskiego ze względu na jego niesamowitą siłę. Nie sądzę by starał się wdać w jakąś wymianę ciosów. Pójdzie do zwarcia i będzie chciał rzucić Najmana na matę. Widzę lekką przewagę „Pudziana”, natomiast jeśli Marcin taktycznie rozegra dobrze walkę, to ma bardzo duże szanse na zwycięstwo. Dwa plusy przemawiają za Najmanem – ma lepszą kondycję i bardziej psychicznie jest przygotowany na pojedynek w ringu i na realną konfrontację z przeciwnikiem. Pudzianowski to 140 czy teraz 130 kilogramów żywego „mięcha”, które trzeba dotlenić i może szybko się zmęczyć. Dlatego mówię 50 na 50. Większość obserwatorów obstawia „Pudziana”. Najman naprawdę poważnie wziął się do roboty, zapierdziela jak osioł, intensywnie ćwiczy i widzę, że daje z siebie wszystko. Mam nadzieję tylko, że będzie to dobra walka, bo mi jako organizatorowi zależy tylko na tym. To znaczy taka, gdzie jeden i drugi pokażą, że mają jaja i ochotę się konfrontować. Obawiam się tylko, iż wszystko skończy się po trzydziestu sekundach, albo chłopcy będą się macać przez dwie minuty. Nie mam preferencji i patrzę na to bardziej zawodowo. Mi zależy tylko na tym, by chłopcy mimo tych wszystkich krytycznych uwag pokazali, że wszyscy ci krytycy się mylili i głęboko wierzę, iż tak właśnie będzie. Mogę równie dobrze 11 grudnia być zniesmaczony, ale dopóki się to nie wydarzy, chcę być pozytywnej myśli.

Rozmawiał: Łukasz Furman

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

Założyciel i redaktor naczelny portalu, obecnie skupiony jest na rozwoju siostrzanego portalu Bokser.org.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 Autor komentarza: cdn
Data: 30-11-2009 19:40:12 
bardzo, ale to bardzo interesujący wywiad; jeden z ciekawszych jaki czytałem ostatnimi czasy; wyczerpujący i pokazujący zaplecze tworzenia w jakimś tam stopniu gal KSW; świetna robota !!
fajnie też, że Pan Lewandowski mówi śmiało o zarabianiu kasy na pewnych walkach; nie ma ściemniania tylko "pojedynek Najman - Pudzian" jest dla przyciągnięcia widowni i zbicia kasy;

kolejny raz się potwierdza, że UFC jest najbardziej znaną organizacją ale czują się tak mocni, że proponują dosyć często słabiutkie warunki finansowe;


 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.