WYWIAD Z ADAMEM SOBIERAJEM

26 czerwca skończy 25 lat. Pochodzi z Koszalina, gdzie pod okiem wujka Lecha Sobieraja zaczynał przygodę z zapasami w Zapaśniczym Klubie Sportowym. Następnie o prawidłowy rozwój Adama dbał trener Leszek Mitosek. Od 2006 roku zawodnik Wojskowego Klubu Sportowego Grunwald Poznań, gdzie trafił pod skrzydła trenerów Piotra Krajewskiego i Mieczysława Chomicza. W kadrze piecze nad nim sprawuje Marek Garmulewicz. Trzykrotny mistrz Polski juniorów. W Mistrzostwach Polski Seniorów do tej pory jakoś nie było mu dane stanąć na najwyższym stopniu podium. Wczorajszy brązowy medal Mistrzostw Europy w Baku to największe osiągnięcie w jego dotychczasowej karierze. To pierwszy medal polskiego wolniaka w Mistrzostwach Europy od 2006 roku. Jego największym marzeniem jest zdobycie medalu na Igrzyskach Olimpijskich. Kto wie, może uda mu się to za dwa lata w Londynie...?

- Przede wszystkim gratuluję zdobycia medalu! Czy po poniedziałkowym losowaniu wiedziałeś, z kim przyjdzie Tobie stoczyć pierwszą walkę i ewentualnie dalsze pojedynki? Czy w ogóle Ciebie to interesowało?
Adam Sobieraj: Nie bardzo, aczkolwiek przypadkowo dowiedziałem się, że pierwszą walkę będę miał z Białorusinem. Nie znałem krzyżówki i byłem przekonany, że spotkam się właśnie z nim. Dopiero nazajutrz okazało się, że w pierwszym pojedynku zmierzę się z Turkiem i poznałem całą rozpiskę w mojej kategorii wagowej.

- Czy fakt, że o pierwszym rywalu dowiedziałeś się dopiero we wtorek miał dla Ciebie jakiś wpływ? Czy teraz, przez pryzmat rezultatów wczorajszej rywalizacji, uważasz, że wyszło to Tobie na dobre?
AS: Myślę, że tak. Z reguły nie chcę znać krzyżówki w dniu losowania, dopiero następnego dnia – przed walkami, żeby nie myśleć o tym za dużo, bo chcąc nie chcąc podświadomie przed snem myśli się o tym wszystkim, układa sobie krzyżówkę, a jest to zupełnie niepotrzebne. Na takich zawodach trzeba po prostu do każdej walki podchodzić tak, jakby miała być ona ostatnią.

- W Baku przegrałeś tylko z późniejszym mistrzem Europy. Z czterech wygranych walk, która była najtrudniejsza?
AS: Wszystkie były jednakowo ciężkie. Na każdą musiałem się maksymalnie koncentrować. Wszystkie trwały trzy rundy, były na styku, musiałem naprawdę zachować zimną krew, by ustrzec się przed najdrobniejszym błędem.

- Pierwsze trzy walki wyglądały podobnie – w każdej z nich wygrałeś pierwszą rundę, by przegrać drugą i wygrać ostatnią część pojedynku.
AS: Takie było zadanie taktyczne – pierwsze rundy miały być spokojne, miałem nie atakować pierwszy, tylko czekać na klamrę. Tak się złożyło, że w każdej z tych walk w pierwszej rundzie to ja zapinałem klamrę i każdą z tych rund wygrałem 1:0. W drugich rywale zaczęli się otwierać i akurat to oni na mnie robili punkty. W trzecich z kolei ja atakowałem, najwięcej się w nich działo, to były kluczowe rundy.

- Pojedynek o brąz toczył się jednak według nieco innego scenariusza, bo przegrałeś w nim pierwszą rundę.

AS: Zgadza się. Wcześniej, bodaj czterokrotnie, to ja zapinałem klamrę, lecz akurat w tej walce to Mołdawianin ją zapinał i wygrał tę część pojedynku 1:0. To w ogóle była dziwna walka – jak w horrorze. Biłem się instynktownie. Schodząc z maty, nie pamiętałem, co miało na niej miejsce.

- Kto w narożniku wyściskał Cię po tym pojedynku?
AS: Trener Dariusz Grzywiński (asystent trenera kadry narodowej Marka Garmulewicza - red.).

- Z pewnością ten medal da teraz Tobie dużo wiary w siebie.
AS: Na pewno. Ten krążek stanowi duży zastrzyk energii i zachętę do dalszej ciężkiej pracy. Wszak do igrzysk w Londynie zostały dwa lata.

- I chyba utwierdza też w tym, by na tych najważniejszych zawodach startować w kategorii wagowej 66 kg?
AS: Tak, ja już zresztą wielokrotnie o tym mówiłem, że do igrzysk w Londynie nie będę zmieniał kategorii. Wiadomo, że nie mogę w tej wadze startować zbyt często, bo odbiłoby się to na moim zdrowiu. Ten medal potwierdził, że moja waga to kategoria 66 kg.

- Ile zbijałeś kilogramów przed Mistrzostwami Europy w Baku?
AS: Siedem i pół.

- Rozumiem, że skoro kondycyjnie wytrzymywałeś wszystkie walki, a tak jak wspomniałeś, prawie wszystkie były 3-rundowe, wagę zrobiłeś bardzo dobrze?
AS: Tak. Starałem się podejść do tego problemu jak najbardziej profesjonalnie. Przez miesiąc byłem na diecie, na Święta Wielkanocne celowo nie pojechałem do domu, starałem się, by wszystko zostało wykonane od A do Z. I chyba wszystko zostało zrobione należycie, bo czułem się dobrze.

- Proszę skomentuj wczorajsze walki pozostałych reprezentantów Polski – Adriana Hajduka, Radosława Marcinkiewicza i Bartłomieja Bartnickiego. Widziałeś któraś z nich, czy nie zaprzątałeś tym sobie uwagi?
AS: Przyznaję, że nie widziałem żadnego pojedynku moich kolegów. Parę pojedynków toczyło się w tym samym czasie.

- Przypomnijmy, że tak jak podczas ubiegłorocznych Mistrzostw Świata w duńskim Herning, rywalizacja zaczynała się dopiero o godz. 13.00. Z Twojego punktu widzenia to dobre rozwiązanie, czy wolisz jak walki zaczynają się rano, z reguły o godz. 9.00?
AS: Odpowiada mi późniejszy początek pojedynków, bo mam więcej czasu na regenerację po robieniu wagi. Jedyny minus jest taki, że zawody trwają do późnych godzin wieczornych, trzeba długo zachowywać odpowiednią koncentrację. O brąz walczyłem wczoraj około godz. 21.00.

- Jak świętowaliście Twój wczorajszy medal?
AS: Nie miałem okazji. Po kontroli antydopingowej, do pokoju wróciłem dopiero około godziny 23.00 i byłem potwornie zmęczony. Zasnąłem bardzo szybko. Na świętowanie będzie odpowiednia pora po powrocie do kraju, w Poznaniu.

Rozmawiał: Mikołaj Jarocki (magazyn „Zapaśnik” – wwww.zapasnik.com)

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 Autor komentarza: Furmi
Data: 14-04-2010 14:51:28 
Kiedyś zapasy i judo to były nasze koronne dyscypliny, dobrze więc, że widać znowu światełko w tunelu.
 Autor komentarza: gegard
Data: 14-04-2010 16:07:52 
Zapraszamy Adama do MMA:D
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.