PRZYSZŁOŚĆ MMA Z PRZYMRÓŻENIEM OKA

Mirosław Buczyński, Informacja własna

2011-01-15

Zastanówmy się przez chwilę nad przyszłością MMA. Sport ten rozwija się dynamicznie, zajmuje co raz szersze połacie globu, dociera do wszystkich zakątków naszej ziemi, przyciąga co raz to większą rzesze fanów, organizatorzy zbijają fortuny, top fighterzy również zarabiają całkiem spore kwoty. Pewne fundamenty dotyczące bezpieczeństwa zawodników i sposobu odbywania się walk zostały już ustalone, i nie wiele wskazuje na to by się coś miało zmienić, bo chyba nie ma takiej potrzeby. Zapewne idea turniejów MMA była taka, aby walkę w maksymalnym stopniu zbliżyć do realiów, które mogą nas spotkać na ulicy, przy jednoczesnej konfrontacji różnych sportów walki, ale kładąc głównie nacisk na bezpieczeństwo zawodników. Włączając w ten temat fantazję, nie można wykluczyć walk zespołowych w oktagonie bądź też na ringu, tak jak to się dzieje podczas Wrestlingu (World Wrestling Entertainment).

Taki pomysł staje się całkiem realny, pewna część fanów może po jakimś czasie poczuć monotonie, a takie urozmaicenie jak stojących dwóch zawodników z jednego teamu naprzeciwko innego teamu dwuosobowego byłoby niezwykle emocjonująca. Czterech zawodników w jednym oktagonie wymagało by zapewne powiększonego ringu, może nawet większej liczby sędziów. Należałoby się zastanowić co by kończyło walkę, oprócz czasu, czy byłby to nokaut czy też poddanie jednego z zawodników, a może nie? Mogło by dochodzić do takich sytuacji że nawet osamotniony zawodnik teamu, mógłby wygrywać całą walką, przecież wiadomo że w MMA wszystko jest możliwe. Podwójne nokauty w wykonaniu jednego – bardzo realne. Skoro Todd Duffee (6-1-0) był w stanie w 7. sekund znokautować przeciwnika, może i byłby to w stanie zrobić to z dwoma w sekund 14. Jakże ekscytujące byłoby zobaczyć naprzeciw siebie Brocka Lesnara (5-2-0) w teamie z Juniorem Dos Santosem (12-1-0) vs Shane Carwin (12-1-0) z Cainem Velasquezem (9-0-0). Zapewne inne bardziej egzotyczne strategie wchodziły by w grę, w skrajnych przypadkach mogło by nawet dochodzić do podwójnych wykończeń tj. jeden zawodnik zakładałby duszenie trójkątne nogami jednemu zawodnikowi i np. dźwignie łokciową drugiemu, pewnie mało realne, ale jednak możliwe. Takie zespołowe walki to dodatkowe gale, zapewne większa ilość fanów, a co za tym idzie większe zyski. Może ten temat wydaje się być kontrowersyjny, bo MMA to jednak sport gdzie dochodzi do konfrontacji jednego zawodnika z drugim, tak jak w boksie, judo czy innych sportach walki, ale co skłania do tego typu dygresji to fakt, że MMA to oprócz konfrontacji sztuk walki, to także jest potężny biznes przynoszący olbrzymie dochody. Dla Dana White'a (prezydent UFC) i innych szefów, innych organizacji może to być dodatkowym zastrzykiem gotówki, a i dla zawodowego fightera nie ma większego znaczenia w jakiej formule będzie walczył, ale jaka kwota widnieje na kontrakcie.