POT I KREW

ks. Mariusz Białobłocki, Opracowanie własne

2014-02-28

Jednym z najczęściej używanych dziś przydomków dla zawodników sportów walki jest nazywanie ich gladiatorami. Ciekawe jednak ilu z nas  zdaje sobie sprawę z tego,  jak bliscy są oni swego pierwowzoru?. Przeciętna wiedza o życiu starożytnych gladiatorów bazuje  najczęściej na znajomości filmowych bohaterów takich  jak choćby generał Maximus z filmu „Gladiator” Ridleya Scotta (2000r.), w którego postać wcielił się rewelacyjny Russel Crowe, telewizyjnej trylogii „Spartacus” (2010r.), czy jeszcze wcześniejszego „Spartacusa” wyreżyserowanego przez Stanleya Kubricka (1960r.) z Kirkiem Douglasem w roli głównej.

Mamy więc przed oczami gladiatorów przymuszanych w amfiteatrach rzymskiego imperium do walki na śmierć i życie wobec rządnego  krwawej rozrywki tłumu. Sięgając jednak do literatury fachowej dowiadujemy się, że nie ma to nic wspólnego z prawdą. Wiadomo bowiem, że gladiatorzy mieli opiekę medyczną na najwyższym ówczesnym poziomie i rzadko dochodziło do ich śmierci w pojedynku, chyba, że były to igrzyska. Śmierć gladiatora była dla właściciela dużym ciosem finansowym, gdyż  jego szkolenie kosztowało fortunę. Oczywiście gladiatorzy ginęli czasem na skutek odniesionych ran i do dziś istnieją ich cmentarze, jednak to były walki, a nie rzezie, które są jedynie literacką i filmową fikcją.

Poziom życia gladiatorów przekraczał znacznie swoim standardem ten, na jaki mógł sobie pozwolić  przeciętny Rzymianin, gdyż właściciel musiał  wypłacać po walce podopiecznym niemałą ilość pieniędzy. Gladiatorami byli co ważne nie tylko jeńcy wojenni czy skazańcy ale często wolni ochotnicy chcący zrobić karierę i duże pieniądze. Walki toczyli głównie mężczyźni chociaż, co może być dla nas zaskoczeniem zdarzały się  też pojedynki kobiet. W imperium rzymskim istniały specjalne szkoły gladiatorów zapewniające im nie tylko wyszkolenie ale i opiekę lekarską, mieszkanie czy żywność. Chociaż gladiatorzy będący niewolnikami nie posiadali żadnych praw,  mogli zakładać rodziny, a w wyjątkowych wypadkach mieszkać poza koszarami, w których panował bardzo surowy rygor.

Walki gladiatorów były toczone pomiędzy szkołami. Trwały zwykle po kilka minut, a ich przebieg obserwował sędzia. Wiadomo dziś, że walki toczyły się według ustalonych reguł. Niektóre są nam znane, jak chociażby ta, że sędzia mógł ogłosić przerwę, gdy jakaś część oręża doznała uszkodzenia. Wtedy zbrojmistrz wkraczał by ją naprawić. Nie wiemy jednak, które chwyty były niedozwolone. Wiadomo, że zawodnik nie słuchający poleceń lub unikający walki karany był chłostą. W przypadku odniesienia ran przez któregoś z walczących, na arenie natychmiast pojawiał się lekarz, który po ich opatrzeniu decydował, czy gladiator nadaje się do dalszego udziału w pojedynku czy też nie.

Jak widać określenie dzisiejszego zawodnika sportów walki gladiatorem jest czymś więcej niż tylko wyrażeniem szacunku dla jego waleczności i hartu ducha, niesie bowiem za sobą bardzo podobne życie.

Kś. Mariusz Białobłocki, Rychtal


Ks. Mariusz Białobłocki ur. 14.11.1966r. w Ostrowie Wlkp. Po maturze uzyskał dyplom technika fizjoterapii w Medycznym Studium Zawodowym w Poznaniu. Absolwent Papieskiego Wydziału Teologicznego w Poznaniu. Magister teologii. Wyświęcony na kapłana w 1993r. w Kaliszu. Od 2004r. Proboszcz w Rychtalu w Diecezji kaliskiej. Duszpasterz motocyklistów. Kibic i entuzjasta boksu i sportów walki.