JOANNA JĘDRZEJCZYK PRZED HISTORYCZNĄ WALKĄ

Joanna Jędrzejczyk - to nazwisko, które wielu Polakom zapewne nie mówi zbyt wiele. Tym samym ludziom skrót UFC być może kojarzy się z jakąś stacją telewizyjną, która konkuruje z BBC, NBC czy CNN. Rzeczywistość jest jednak inna, zupełnie inna.

- Esparza to mistrzyni UFC z całkiem niezłym bilansem i doświadczeniem. Jakie – Twoim zdaniem – są największe atuty Amerykanki, czym może zagrozić?
Joanna Jędrzejczyk: Jasne jest to, że jej domeną są zapasy. Zresztą już tutaj, w Stanach, Michał Materla, który wrócił niedawno do Polski z San Jose, mówił o tym, że słyszał, iż Carla trenuje ostatnio tylko zapasy i właśnie pod to się przygotowuje. Ja natomiast będę wszechstronną zawodniczką. Chcę sobie poradzić w każdej płaszczyźnie.

- I znowu będzie jak zwykle efektownie i przy okazji szybko?
JJ: Każdy by chciał kończyć walki jak najszybciej i bez szwanku. Niestety zawsze tak się po prostu nie da. Nie da się też wszystkiego zaplanować, można ćwiczyć dany cios tysiące razy, ale gdy dochodzi do nokautu, w grę wchodzą przecież ułamki sekund.

- Spodziewałaś się, że od debiutu do walki o pas upłynie tak niewiele czasu? Że Twój styl i walki aż tak spodobają się w Ameryce? Czy to tempo wycieczki na szczyt okazało się trochę zaskakujące?
JJ: Ja zawsze chciałam sięgać i sięgałam po najwyższe cele. Zawsze też w sporcie nie bałam się ryzyka. W końcu mówi się, że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. I ja jestem tego świetnym przykładem. Podjęłam wyzwanie występów w wadze do 115 funtów, czyli 53 kilogramów. Potem nie bałam się walk z Limą i z Claudią Gadelhą – to były naprawdę mocne nazwiska i właśnie tym wygrałam swoją przepustkę do pojedynku o tytuł. Tyle. Rzeczywiście szybko się to wszystko potoczyło, ale po prostu w którymś momencie mi zaufano, ja też zaufałam UFC i wspólnie zbudowaliśmy ten jeden wielki sukces.

- Zauważyłaś różnicę w podejściu do MMA pomiędzy USA a Polską, jest dla mnie jasne, ale jak jest ona duża i na czym polega?
JJ: Na pewno dużo ludzi w naszym kraju nawet nie kojarzy mojego nazwiska. Ale z drugiej strony jeśli ktoś walczy w KSW, które robi naprawdę fajny show i to często w otwartej telewizji, to ludzie w Polsce zaczynają go kojarzyć. Jednak muszę powiedzieć, że tutaj w USA chociażby po ostatniej walce, gdy wyszłam kolejnego dnia do sklepu, jakaś 40 czy 50-letnia pani od razu mnie rozpoznała i na pół sklepu krzyczała, że oglądała mój pojedynek. To świetnie pokazuje świadomość MMA w Stanach. Tutaj każdy kibic płaci za pay-per-view, a co drugi kupuje bilety na kolejne gale. Hale zawsze są wypełnione 16, 20 tysiącami osób, a pozostali płacą, by zobaczyć to w telewizji u siebie albo w wielu, wielu strefach fana. To jest trochę inny świat, ale też dlatego, że UFC naprawdę dba o zawodników, lecz wymaga także, żebyśmy wszyscy prezentowali naprawdę najwyższy poziom. Ja też nie ukrywam, że koszty moich przygotowań do walk musiały wzrosnąć – chodzi o dietę, sumplementację, szereg badań, które przechodzę – ale UFC wszystko to wynagradza. Tutaj jest to modelowa współpraca, której zasady są bardzo proste – jeżeli ja dam z siebie sto procent, oni też dają z siebie wszystko, czyli wilk syty i owca cała.

Cały wywiad przeczytacie TUTAJ.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.