ANDRZEJ GRZEBYK: KAŻDA PROPOZYCJA JEST CIEKAWA

Arkadiusz Hnida, Informacja własna

2015-05-22

Przedstawiamy wywiad z Andrzejem Grzebykiem, utalentowanym zawodnikiem kategorii średniej z Tarnowa. Fighter z klubu Legion Team Tarnów po ciekawej karierze amatorskiej radził sobie świetnie w zawodowstwie. Do tej pory Andrzej zanotował dziesięć pojedynków, z których osiem zwyciężył, pięć kończąc przed czasem. Grzebyk na koncie ma zwycięstwa chociażby z takimi zawodnikami jak Mindaugas Verzbickas czy Kamil Szymuszowski.

- Cześć Andrzej, co u ciebie słychać?
Andrzej Grzebyk: Witam wszystkich, a w szczególności sympatyków mieszanych sztuk walki. Na pytanie co u mnie, ciężko odpowiedzieć tak w kilku zdaniach, ale generalnie pracuję, pracuję i jeszcze raz pracuję, głównie nad sobą. Fundamentem mojego każdego dnia jest trening. Skupiam się na doskonaleniu moich umiejętności i staram się wciąż je rozwijać. W ostatnim czasie dużą uwagę przykładam do zaleczenia wszelkich kontuzji, urazów i chyba mogę powiedzieć, że jestem na dobrej drodze do osiągnięcia upragnionej formy. Tak więc teraz czekam, tylko i wyłącznie na interesujące oferty walk, aby móc sprawdzić postępy jakie poczyniłem od września. Na co dzień poza treningami pracuję, a wolnych chwilach aktywnie spędzam czas. Basen, rower, bieganie to nieodłączny element mojego życia. W ramach odskoczni od dnia codziennego łowię ryby i to chyba mój sposób na relaks.

- Powiedz, jak wszystko się zaczęło z twoją karierą w MMA?
AG: Moja przygoda ze sportami walki zaczęła się w Rzeszowie, tu pod okiem trenera Wiesława Kani stawiałem pierwsze kroki na salce w klubie RKSW, gdzie trenowałem kickboxing. W późniejszym okresie mój obecny Trener Radosław Piechnik, zaczął prowadzić w Rzeszowie zajęcia MMA, na które zacząłem uczęszczać. To on zaraził mnie miłością do MMA. Po kilku miesiącach ciężkiej pracy z Trenerem Radkiem i wielu rozmowach stwierdziłem, że MMA to coś co chcę robić w życiu. Mimo dzielących mnie kilometrów od Tarnowa, zacząłem regularnie uczęszczać na zajęcia w Tarnowie i Legion Team Tarnów stał się moim drugim domem. Początkowo trenowałem 2 razy w tygodniu w Tarnowie i 2 razy w Rzeszowie.

- Zanim przejdziemy do walk zawodowych, to wiem, że masz także duże osiągnięcia w karierze amatorskiej, powiedz nam coś o tym?
AG: Po kilku miesiącach treningów Trener uznał, iż jestem gotowy aby wystartować w amatorskich zawodach MMA i takim o to sposobem wróciłem z pierwszym zwycięstwem z Bochni. Stoczyłem tam 4 walki i przywiozłem zwycięstwo, zdecydowanie mogę powiedzieć, iż był to mój debiut i złapałem przysłowiowego bakcyla, wiedziałem, że chce więcej. Miałem świadomość, że tylko ciężka praca pozwoli mi zdobywać kolejne zwycięstwa. Czułem, że to moja szansa. Byłem pod skrzydłami najlepszych trenerów i nie mogłem tego zmarnować, zacząłem trenować jeszcze więcej. Zdobyłem Mistrzostwo Polski MMA juniorów, dzięki czemu stanąłem na najwyższym podium. Kolejny był Sochaczew, gdzie również zdobyłem zwycięstwo. Tak zaczęła się moja passa sukcesów, która doprowadziła do upragnionego momentu, w którym Trener uznał, iż jestem gotowy aby stoczyć swój pierwszy zawodowy pojedynek. Jasło było miastem mojego debiutu w zawodowym świecie, tam na Gali Coloseum zwyciężyłem nokautując przeciwnika z Mielca w 10 sekundzie walki. W taki o to sposób zacząłem spełniać moje marzenia.

- Gdzie lepiej się czujesz, w stójce czy parterze?
AG: Biorąc pod uwagę, iż MMA jest sportem wielopłaszczyznowym, wspólnie z Trenerami przykładamy dużą wagę do tego, abym w każdej płaszczyźnie czuł się dobrze. Wydaje mi się, że nam się to udało, gdyż nie czuję, abym w jakieś sferze był słabszy. Owszem, stójka jest moim stylem bazowym i to w niej staram się pokazać z jak najlepszej strony, jednakże parter i walka pod klatką nie jest mi obca. Kładziemy duży nacisk na wszelkie niedociągnięcia, wyłapujemy błędy i je korygujemy, oglądamy moje walki i wyciągamy wnioski. Każda walka jest kolejnym cennym doświadczeniem i dużo mnie uczy. Pracuję nad spokojem w walce, pokorą i dążę do tego, aby każda moja walka był przemyślana, nie chaotyczna. Głównie słucham Trenerów, bo to oni kreują mój talent. Dzięki już zdobytemu doświadczeniu w oktagonie czy ringu wiem, że to co oni widzą, czego oni mnie uczą, jest na wagę złota. Wiem, że talent bez odpowiedniego oszlifowania można łatwo zmarnować więc z każdą walką staram się być mądrzejszy.

- Walczyłeś dla takich federacji jak PLMMA, KOMMA czy MMA Challengers, jak oceniasz te federacje?
AG: Federacje jak najbardziej na plus, chociaż czarne chmury pokazały się na PLMMA. Bardzo szkoda, że tak właśnie się dzieje, ale nie mi to oceniać. Co do MMA Chalengers i KOMMA to jestem bardzo zadowolony, że włodarze tych organizacji skorzystali z moich usług i dali mi szansę walki w ich organizacjach. Było mało niedociągnięć, bo wszędzie się one zdarzają, no ale jesteśmy tylko ludźmi. Jestem pewny, że następne edycje ich gal będą bardziej dopracowane od zaplecza i widowisko sportowe będzie na najwyższym poziomie.

- Dostawałeś jakieś ciekawe propozycje walk?
AG: Każda propozycja jest ciekawa, bo każda jest inna. Każdy zawodnik jest kolejnym wyzwaniem, ciekawym wyzwaniem.

- Jak się czujesz z tym, że Kamil Szymuszowski, którego pokonałeś, walczy w KSW oraz Mindaugas Verzbickas w FEN. Jak myślisz, czemu jeszcze cię nie ma w tych federacjach?
AG: Mimo, iż nie ma mnie jeszcze w tych federacjach, nie czuję się z tym źle, gdyż myślę, że na wszystko przyjdzie czas. Dla mnie najważniejsze jest zwycięstwo, by to moja ręka została podniesiona w górę. Wierzę, że jeszcze udowodnię, że zasłużyłem aby bić się z najlepszymi.

- Jaka walka była dla ciebie najtrudniejsza w dotychczasowej karierze?
AG: Za najtrudniejszą walką uważam pojedynek stoczony z Mindaugasem Verzbickasem na gali w Rzeszowie. Był to naprawdę solidny przeciwnik, a walka wymagała ode mnie wykorzystania wielu moich umiejętności. Cieszę się, iż wygrałem akurat tą walkę. Uważam to zwycięstwo za naprawdę wartościowe w mojej karierze.

- Trenujesz w klubie Legion Team Tarnów, co możesz powiedzieć o klubie?
AG: Dla mnie Legion Team Tarnów to nie klub, to wręcz rodzina. Uważam go za najlepszy klub w Polsce, z bardzo mocną kadrą trenerską. Trenerzy posiadają ogromne zaplecze, umiejętności, jak i również niezastąpione podejście do swoich zawodników. Radosław Piechnik, Robert Wardzała i Dawid Drogoś, bo o nich mowa, są przyszłością Polskiego MMA. Przynależność do Klubu nauczyła mnie ogromnego szacunku do niego oraz dyscypliny. Pomimo tego, iż jest bardzo młody, posiada ogromny potencjał, szlifują się tam prawdziwe diamenty. Dołożę wszelkich starań, żeby cała Polska jeszcze niejednokrotnie usłyszała o Legionie z Tarnowa. Oczywiście z tego miejsca chciałbym wszystkich serdecznie zaprosić do klubu, to może być Wasz początek przygody z MMA.

- Porażki w twojej karierze przyszły z Livio Victoriano i Łukaszem Bieńkowskim. Czy liczysz rewanż z tymi zawodnikami?
AG: Nie uważam, aby te przegrane były moimi porażkami. Dużo mnie to nauczyło. Doświadczyłem niesprawiedliwości ze strony sędziów, w przypadku jednej z walk i braku doświadczenia w drugiej. Wyciągnąłem już z tych lekcji wnioski i o tyle jestem mądrzejszy. Myślę, że każdy zawodnik potrzebuje w swojej karierze momentów zwrotnych, jak i również kontrowersji, a tak ja postrzegam to doświadczenie. Co do rewanżu, wspólnie w Trenerami podjęliśmy decyzję, iż nie ma sensu się cofać, robiąc krok do tyłu, potem robimy dwa do przodu i tak do upragnionego celu. Zarówno Livio, jak i Łukaszowi życzę jak najlepiej. Z tego miejsca ich pozdrawiam.

- W poprzednim roku trzy walki, oczywiście wygrane. Jak możesz nam podsumować rok 2014?
AG: Rok 2014 mogę podsumować jako rok moich sukcesów, zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym, mam tu na myśli MMA. Stoczyłem 3 walki i 3 wygrałem, czego tu chcieć więcej? Hmm, no może jedynie, jeszcze więcej walk, jeszcze więcej wyzwań. Mimo, iż pod koniec roku miałem wypadek samochodowy, po którym borykałem się z problemami zdrowotnymi, teraz czuję, że wróciłem na właściwy tor i robiąc bilans plusów i minusów uważam, że jest dobrze, nawet bardzo dobrze.

- Masz jakiegoś zawodnika, z którym chciałbyś stoczyć pojedynek, rzucić mu wyzwanie?
AG: (Śmiech) Nie przywykłem do prowokowanie moich przeciwników, pozwolę tą kwestię zostawić włodarzom. Jest kilku zawodników, z którymi bardzo chętnie bym się sprawdził, ale póki co zostawię to dla siebie. Myślę, że przyjdzie jeszcze czas na rzucanie wyzwań.

- Wiem, że nie raz zawodnicy mają problemy ze sponsorami, jak jest u ciebie?
AG: Ze sponsorami jest jak z walkami, raz są, raz ich nie ma. Oczywiście są ludzie, którzy mnie wspierają, kibicują, pomagają, za co jestem im bardzo wdzięczny i to doceniam. Jednakże o wiele łatwiej by mi było, gdyby był ktoś na stałe, chętnie podjąłbym współprace z kimś na dłuższą metę. Myślę, iż przy rosnącej popularności MMA, taka współpraca mogłaby być korzystna dla obu stron.

- Dziękuję serdecznie za rozmowę.
AG: Dziękuję również i wielkie podziękowanie dla Macieja i Waldemara, chłopaków z "Lomard u Górala".

Rozmawiał Arkadiusz Hnida