EFC 49: TOMASZ KOWALKOWSKI PRZED GALĄ

Arkadiusz Hnida, Informacja własna

2016-05-04

Przedstawiamy rozmowę z Tomaszem Kowalkowskim, ciekawym zawodnikiem kategorii ciężkiej, który stoczy swoją kolejną walkę w Afryce. Federacja EFC Africa dała mu możliwość walki z byłym mistrzem Andrew Van Zylem, będzie to kolejne wyzwanie dla 'Kredki'. Kowalkowski po porażce na FEN 4, kolejne starty miał bardzo udane. Zaczął od Fight Of Heroes 1, już w pierwszej rundzie zastopował Dariusz Zimoląga, a następnie zadebiutował w solidnej federacji. Debiut to kolejna wygrana, tym razem już po 32 sekundach z Elvisem Moyo. To mocne skończenie było nominowane do nokautu roku w Polsce. W ostatniej walce Tomasz był blisko wygranej, jednak chwila nieuwagi i skończyło się wygraną ciekawego Brendona Groenewalda.

- Cześć Tomek. Powiedz na początek jak samopoczucie przed kolejną walką w Afryce?
Tomasz Kowalkowski: Witam, bardzo dobrze! Do wylotu pozostało kilka dni, ostatnie treningi i lecimy do Johannesburga.

- Jak wyglądają przygotowania do tego starcia?
TK: Moje przygotowanie odbywały się głównie w Mighty Bulls Gdynia, pod okiem trenera Grzegorza Jakubowskiego oraz Zbigniewa Tyszki, który od niedawna prowadzi u nas treningi parteru. Nad przygotowaniem fizycznym czuwał Maciej Bielski z Crossfit Trojmiasto.

- Twoim przeciwnikiem będzie Andrew Van Zyl, co wiesz na jego temat?
TK: Andrew Van Zyl to doświadczony zawodnik, były mistrz wagi ciężkiej w EFC. Swój ostatni pojedynek przegrał, tak jak ja, będzie robił wszystko, żeby powrócić na drogę zwycięstw. Jest mocnym fizycznie zawodnikiem, stąd moje treningi siłowe z Maciejem Bielskim. Jak każdy zawodnik ma pewne braki, więc będę chciał to wykorzystać. Wygrana z takim zawodnikiem bardzo dużo mi daje, dlatego jestem pozytywnie nastawiony do tej walki.

- Masz już za sobą dwie walki w federacji EFC, powiedz nam na ile walk jest jeszcze aktualny twój kontrakt?
TK: Mój kontrakt z federacja EFC jest na 5 walk. Pojedynek z Andrew Van Zylem będzie moim trzecim pojedynkiem dla tej federacji.

- Kolejna twoja walka odbędzie się zagranicą, czy to ci robi różnicę, że walczysz nie u siebie?
TK: Przede wszystkim to jest ogromne doświadczenie. Federacja EFC jest potentatem jeśli chodzi o MMA w RPA. Każdy event to pełna hala publiczności. Każdy kolejny pojedynek przy tak dużej publiczności pozwala bardziej oswoić się ze stresem, który ma ogromny wpływ na przebieg walk. Myślę, że takiego doświadczenia nie mógłbym zdobyć w Polsce, poza federacją KSW lub FEN.

- W federacji FEN miałeś jeden start. Czy organizacja odzywała się w sprawie następnej walki?
TK: Od czasu podpisania kontraktu z EFC, nie było żadnych propozycji. Jeśli pojawią się takie, chętnie skorzystam. Mam bardzo dobre wspomnienia jeśli chodzi o współpracę z FEN.

- Chciałbym wrócić do ostatniej walki. Było blisko wygranej, a skończyło się zupełnie nie po twojej myśli. Co zawiodło?
TK: To prawda, zawodnik był jak najbardziej w moim zasięgu. Sytuacja w parterze ewidentnie "przespana". Myślę, że w tym pojedynku było dość dobrze widać, co jest do poprawy, i nad czym muszę się skupić. Niestety przez tak oczywiste błędy płaci się najwyższa cenę, czyli wynik walki. Trzeba nadrabiać braki i iść do przodu.

- Dziękuję za rozmowę. Jeżeli chcesz kogoś pozdrowić lub komuś podziękować to proszę bardzo.
TK: Również dziękuję. Pozdrawiam kolegów z klubu Mighty Bulls Gdynia, trenerów oraz wszystkich najbliższych, którzy wspierają mnie w każdej kolejnej walce.

Rozmawiał Arkadiusz Hnida