MĄDROŚCI 'RÓŻALA' DLA EXTREME HOBBY

Publikujemy długi wywiad z Marcinem Różalskim, w którym kontrowersyjny zawodnik MMA Teamu Extreme Hobby TM opowiada o tatuażach, satanizmie, hejcie w internecie, biciu kobiet i zbliżającej się walce z Mariuszem Pudzianowskim.

Tato:Dasz radę udzielić wywiadu bez przekleństw?
Synek:Są takie tematy, do których podchodzę bardzo emocjonalnie i nie potrafię się opanować, nawet chyba nie chcę. Ale jak można, to próbuję.

T:Ktoś chciał, żebyśmy pogadali o tatuażach.
S:To pogadajmy.

T:Fajne są, nie?
S:Bardzo fajne. Najlepsze są te, które drażnią innych, bo sami nie mają tyle werwy, żeby je sobie zrobić. Jeżeli im przeszkadzają, to niech się na mnie nie patrzą.

T:A żałujesz któregoś?
S:Nie tyle, że żałuję, ale jakbym miał gołe ciało, to dzisiaj trochę inaczej bym to wszystko rozplanował, żeby się lepiej komponowało. Technika też poszła do przodu. Ale nie żałuję, bo każdy tatuaż to kawał mojej historii i coś tam oznacza.

Zresztą dzisiaj większość osób posiada już tatuaże. Kiedyś były one bardziej elitarne. Robili je sobie więźniowie, marynarze, ogólnie ludzie z subkultur, różnych środowisk. A teraz prawie każdy je ma, bo taka panuje moda. W ogóle coraz mniej rzeczy zapewnia nam taką „osobność”, indywidualność.

T:Czytasz czasami komentarze pod filmikami ze swoim udziałem?
S:Ktoś wbija na moją stronę i wypowiada swoje zdanie. Przecież to tak, jakby wszedł do mojego domu i powiedział, że mu się położenie stołu nie podoba. Albo że ściana jest w złym kolorze. Przecież ja go nie zapraszam, wręcz mu zapłacę, żeby sobie poszedł won.

Oni myślą, że są anonimowi, ale nie są. Zapukam do ich drzwi i co? Zadzwonią na 997? 112? Oni się z tym nie liczą, a takie sytuacje są teraz realne. Plotki, plociuchy i takie właśnie dno, totalne dno, było od zawsze, ale dzięki internetowi wszystko jest teraz na wyciągnięcie ręki. Co z tym zrobić? No nic, bo to dotyczy każdej dziedziny życia. Posłuchaj: kupisz sobie samochód niebieski, to zapytają, czemu nie czerwony. Zagrasz w filmie, dostaniesz Oskara, ale będzie źle, bo nie dostałeś dwóch. Nagrasz kawałek, to powiedzą, że za krótki. Albo że w 33 sekundzie użyłeś sformułowania „słońce”, a powinno być „planeta gorąca”. Zawsze, stary. Nic na to nie poradzisz.

T:A lubisz interakcje ze swoimi fanami i hejterami?
Ale kim właściwie jest fan? Zacznijmy od tego. Dla mnie fan to osoba, która przede wszystkim pomaga mi pomagać; która mnie nie ocenia, bo ja nie oceniam jego. Gościu, nie pisz mi komentarzy, nie ślij pochlebstw, nie łechtaj mojej próżności. Zamiast pisać mi pod linkiem „och, ach, szkoda ich”, to lepiej pomóż.

Po co mi 50 tysięcy fanów na Facebooku, skoro do Skaryszewa jadę sam? [Różal udał się na targ koni, żeby ratować je przed rzezią] Ja nie mówię, żeby każdy tam pojechał, ale jak później czytam komentarze typu „pojechałbym, ale daleko”, to mnie strzela. No to weź przelicz, ile kosztowałaby cię podróż i chociaż 1/3 tej sumy prześlij na konto mojej fundacji.

Ktoś pisze mi komentarz „jestem z wami serduszkiem, niech was Bóg wynagrodzi”. No to powiedziałem jednemu handlarzowi ze Skaryszewa: Kolego, wiesz ile ja mam serduszek ze sobą? Tyle osób się za nas modli, życzy nam powodzenia, proszę, oddaj nam tego konia i weź sobie te serduszka. I wiesz co? Nie zadziałało...

Hejterzy? Ja mam 38 lat i jak robiłem swoje pierwsze sztosy, to oni dopiero z piaskownicy wychodzili na czworakach. Kończyli gimnazjum, a ja już jeździłem pierwszymi autami. Gdy zarabiałem swoje pierwsze miliony, to moi hejterzy pożyczali sobie kieszonkowe, żeby kupić jedno piwo na trzech, wypić przez słomkę i udawać, że są mega pijani i rozrywkowi. Albo byli przeze mnie wyrzucali z nocnych lokali. I oni się teraz będą wypowiadać na mój temat?

T:A jak się odniesiesz to takiego komentarza: „Różal wygląda jak krzyżówka małpy z Jerzym Urbanem”?
S:Chciałbym mieć choć 1/3 tyle pieniędzy, co Jerzy Urban. A małpa? Jakbym bym małpą, to najprawdopodobniej mieszkałbym sobie w dżungli i hasał po drzewach. Zresztą zawsze będę wyglądał lepiej od gościa, który to napisał. Zawsze. Bo mnie stać na to, żeby wyglądać, jak chcę, a jego nie. Tu nie chodzi zresztą o finanse, ale o wewnętrzny rozmach i akceptowanie siebie, takiego jakim się jest.

Ja nie jestem na pokaz – nie chcesz, to mnie nie oglądaj. Lubisz wątróbkę z cebulą? Lubisz. A ja nie, więc jej nie jem. Ja ci nie będę mówił, że ona jest niedobra i żebyś jej unikał. Podobnie jest ze mną. Jeżeli się komuś nie podobam, to po co się na mnie patrzy? Niech omija mnie szerokim łukiem. Albo niech podejdzie i mi powie: „Ty, małpo skrzyżowana z Jerzym Urbanem”. A ja mu wtedy powiem: „Nu! Nu! Nu! Ty hultaju!”

T:Ty wredny hejterze.
S:Podły, zawistny człowieku [śmiech] Dawaj następny.

T:„Gość był wielokrotnie kopany w głowę, to wiele tłumaczy”.
S:Bardzo wiele razy byłem kopany, bo zacząłem walczyć od ósmego roku życia. Stoczyłem w życiu zawodowym ponad 50 walk, a w całym życiu było tego ok. 300, więc kilka kopów dostałem. Ale dzięki nim nie jestem człowiekiem ubezwłasnowolnionym jak ten niedobry, obelżywy internauta, który najpierw wypluwa na mnie żółć, a potem musi rano wstać, zrobić sobie kanapkę z kawałkiem pasztetowej, a następnie pójść do szkoły, gdzie dostanie jedynkę z wfu, bo nie potrafi postawić nogi koło nogi. I to jest cudowne. Bo jakby nie patrzeć, ja jestem nad nim.

T:„Jebać tego zakompleksionego idola nastolatków i studentów. Wstydzi się swojego rodzinnego miasta, bo mu burdele pozamykali. Wydziergał sobie brwi jak baba i pierdoli jak najebany”.
S:Ale ja mam brwi, tatuaż jest nad nimi. Burdele mi pozamykali? Czekaj... Raz, dwa, cztery są chyba. Jeden zamknął mój kolega, bo po prostu wieś się schodziła i się nie kalkulowało. Ja jestem zakompleksiony? W jakim przypadku? Kuleję na obydwie nogi, bo mam niedowład, ale tak sobie  chodzę. Potrafię założyć jeden trampek zielony, drugi niebieski. Czasami wychodzę i latam z gołą dupą. Ja mam kompleksy? Moim jednym kompleksem jest to, że chciałbym mieć penisa o długości 28 centymetrów, ale czterech sobie nie utnę.

T:Jesteś idolem. Pewnie w przeciwieństwie do osoby, która to pisała.
S:Wiesz, kto to pisał? W 99% moi hejterzy to ludzie, którzy zostali przeze mnie pobici, spacyfikowani lub okradzeni; może uprawiałem seks oralny lub analny z ich kobietami; a może ich kobiety jedynie zaspokajały mnie ręką. Nie wiadomo. Możliwe też, że wykupiłem gościowi ostatnią pastę do zębów i przeze to musiał przez cały tydzień chodzić z brudnymi.

T:Albo złapał żonę, jak dochodziła, wykrzykując twoje imię.
S:Różal! Różal!

T:A tu patrzy, a to jej Krzysiek nad nią [śmiech] Czy trudno być w naszym kraju wydzierganym satanistą?
S:Wytatuowany satanista? Uuuu, bardzo ciężko jest mi żyć. Wstaję rano koło 9:00, bardzo ciężko jest mi wstać, czasami śpię do 10:00. Jak mam teraz walkę, to zrobię sobie trening, inaczej nie muszę. Przeciągnę się, wyjdę sobie przed ganek na golasa, co też jest ciężkie, bo albo słońce mi świeci w oczy, albo jest zimno. Muszę zjeść śniadanie, co po prostu doprowadza mnie do szału. Później muszę wyjść z psami, pochodzić sobie po lesie i znów idę spać. Rzeczywiście ciężko jest być wytatuowanym satanistą w Polsce [śmiech]

Inaczej: czy trudno być w naszym kraju sobą. Nie, jeżeli tylko potrafisz żyć w zgodzie z własnymi zasadami i przekonaniami. Zresztą kim właściwie jest satanista? Jeżeli ktoś tak mnie nazywa, to niech najpierw poczyta na ten temat – mam „Biblię Szatana” i „Szatańską Czarownicę”. Polecam lekturę, bo ja na przykład przeczytałem Pismo Święte, a raczej to, co się nazywa świętym, no bo jak książka może być święta?

T:Z jednej strony wielokrotnie podkreślałeś swoją ogromną niechęć do Kościoła Katolickiego i jego zakłamanie, a mimo to wziąłeś ślub kościelny. Nie widzisz sprzeczności?
S:Żadnej. Bo ja przysięgałem przed moją żoną, a nie przed bogiem. Poza tym Kościół Katolicki... Inaczej. Nie jestem za alkoholizmem i alkoholikami, prawda? Ludzie popadają w taki błąd i ja nie mam do nich o to pretensji, ale mimo to chodzę do sklepu monopolowego po piwo. Tak samo nie jestem za Kościołem Katolickim, chrześcijaństwem, Jezusem, Bogiem i tak dalej, ale do kościoła poszedłem. Dlaczego? Bo dla mnie jest to normalne miejsce. Dla każdej kobiety bardzo ważne jest, żeby mieć ten ślub kościelny. Biała suknia, otoczka, te sprawy. Ja, jako ja, mogę wszystko. Poszedłem tam, nie przysięgałem przed nikim poza żoną. To tak, jakbym poszedł z nią do kwiaciarni i kupił jej kaktus.

T:Żałujesz, że twoje małżeństwo się rozpadło?
S:W ogóle. Uważam, że w naszym życiu nic nie dzieje się bez przyczyny. Teraz jestem z kobietą, na którą czekałem 33 lata swojego życia. Jesteśmy ze sobą już szósty rok, układa nam się cudownie, normalne, że są czasem jakieś tarcia. I jest naprawdę super. Cały czas się docieramy,  idziemy na jakieś kompromisy, Marta idzie na większe niż ja, ale jest cudownie.

T:Rodzice i siostra są po studiach. Co sądzą o twojej karierze?
S:Moja mama chciałaby, żebym przestał już to robić. Mój ojciec nigdy nie okazał mi zachwytu, ani euforii, po prostu cieszył się, że syn coś tam wygrał. Ale nigdy nie usłyszałem od nich słów, że są ze mnie dumni. Nigdy. Siostra? Z siostrą nie mam kontaktu, bo w wieku 21 lat powiedziała mi przykre słowo. Miałem salon tatuażu, pojechałem z przyjacielem pomóc jej w przeprowadzce. No to powiedziałem jej, że mam salon tatuażu, a ona na to, że jej to nie interesuje. No to mnie teraz nie interesuje jej życie. Ma swoje córeczki, które kocham i zawsze mogą na mnie liczyć, ale z nią nie utrzymuję od dłuższego czasu kontaktu i nie czuję takiej potrzeby. A co na to rodzice?

Ja mam teraz te 40 lat, mama ile mogła, to mnie wychowała; sądzę, że dobrze. Potem sam poszedłem w swoją stronę – w pełni świadomie, a nie że za dużo kopów w głowę dostałem. I jestem mega szczęśliwy ze swojego życia. To najważniejsze. Żałuję czegoś? Niczego. Czy coś bym zmienił? Kilka rzeczy, ale chodzi raczej o ciekawość. Gdybym miał jeszcze raz przejść przez życie, wiedząc, że wszystko będzie poukładane w ten sposób, taka porażka, taki wypadek, taki sukces, takie zwycięstwo, to spokojnie zrobiłbym to jeszcze raz.

T:Czy w dzieciństwie sprawiałeś duże problemy w szkole?
S:Nie, choć było parę takich hec, że rodzice byli wzywani do szkoły, bo się poprztykałem z nauczycielem albo położyłem pinezkę pod tyłek. Ale zawsze, jak coś wywijałem w szkole lub na podwórku, to wiedziałem, że będzie kara. Tak już wychowała mnie mama z ojcem. Pach-pach na dupę, bez katowania, ale ojciec parę razy mnie smyrnął.

Mam olbrzymi szacunek do rodziców. Zawsze starałem się postępować tak, żeby nie zrobić mamuśce żadnej przykrości. Wiesz, żeby nie musiała cierpieć. Dlatego bardzo przeżywałem, gdy po wypadku widziałem mamę przy moim łóżku. To mnie bolało wewnętrznie. Ale tak ogólnie, to raczej nie byłem kłopotliwym dzieckiem.

T:Masz jasno sprecyzowany światopogląd. Czy chodzisz na wybory?
S:Nie, bo nie uczestniczę w tym bagnie. Dla mnie polityk to jest dno, gorzej niż dno. W moim środowisku, naszym świecie, cwel to jest najniżej. Nie ma niżej niż cwel. A właśnie, że jest: polityk. Bo jeżeli masz świadomość, że mówisz milionom ludzi A, robisz C, pomijając przy tym B i nie masz z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia, to kim ty właściwie jesteś?

T:Chcesz zarobić na kimś pieniądze, okraść go, więc zaprzyjaźniasz się z nim, nawijasz mu makaron na uszy, a potem on ci ufa i daje kredyt zaufania...
S:Oni to robią oficjalnie. Ja siedzę za to w więzieniu, ponoszę konsekwencję, a oni nie. Kim jest polityk, że jest ode mnie lepszy? Kto o tym zadecydował? Naród. Właśnie...

T:W przeszłości kilka partii politycznych wyrażało tobą zainteresowanie. Nie uważasz, że mógłbyś wykorzystać swoją popularność do przeprowadzenia zmian w Polsce?
S:Dwie zmiany. Tylko dwie: niszczę sejm i niszczę senat. Nie ma.

T:I co jest?
S:Monarchia absolutna. Ja. W każdym zakątku Polski moi ludzie. Tak jak ja i moi ludzie, tak ty i twoi ludzie, idąc do celu, pokonamy burzę... I byśmy rządzili. Wiadomo, że zawsze może się trafić jakaś kanalia, ale w naszym wieku zawierane znajomości są już długotrwałe. Dlaczego? Bo wszyscy już jesteśmy jakoś doświadczeni życiem.

A propos kanalii... Dzwoni do mnie człowiek i mówi, że chciałby mnie zaprosić na jakieś charytatywne coś tam. Okej. A potem mnie pyta, ile za to biorę. Chwila, chwila... Najpierw mówisz  o charytatywności, a potem pytasz o pieniądze? On na to, że mają jakiś wyznaczony budżet na tego typu rzeczy i tylko część idzie na fundację. Czyli uzbierają 10 tysięcy, ale tylko 500zł pójdzie na pomoc... To ja wolę nie mieć z tym nic wspólnego, bo to jest po prostu chore.

T:MMA staje się w naszym kraju coraz popularniejsze, a ludzie zaczynają kojarzyć nazwiska poszczególnych zawodników. Czy przyjąłbyś zaproszenie do „Tańca z Gwiazdami”?
S:Nigdy, bo takie programy w żaden sposób nie pokrywają się z moimi przekonaniami. Ja mogę iść do programu stricte rozrywkowego, gdzie nie będą poruszane tematy poważne. Mogę iść do programu poważnego, gdzie nie będzie dartego łacha. Ty mnie zapytasz teraz o zwierzęta, ja się od razu nakręcę, a za chwilę będziemy mieli bekę, bo Heniek Łańcuch szedł i się potknął. Dziękuję, posiedzę.

Czasami zapraszają mnie do różnych programów, ale zawsze pytam po co. Bo chcielibyśmy z panem porozmawiać. No dobrze, ale na jaki temat? No, tak ogólnie. Ale proszę sprecyzować. Może jestem prostym chamem po technikum, ale mam maturę i ogólnie uważam się za w miarę inteligentną osobę. Chce mnie pani zapytać o to, czemu jestem satanistą i mam tatuaże? Bo mi się już nie chce na ten temat rozmawiać... Zresztą w tym czasie mogę zrobić wiele fajnych rzeczy. Raz wziąłem udział w „K2 – kierowców dwóch” na TVNie. Raz. Prowadzi to Tomek Kuchar, bardzo go lubię, to pozytywny wariat, kierowca rajdowy. Wygrałem wtedy z poduszką powietrzną.         

T:Z jaką osobą, żywą lub martwą, chciałbyś się zmierzyć na ringu? Czy jest ktoś, z kim bałbyś się walczyć?
S:Bać się, nie boję. Bałbym się skoczyć na spadochronie w skafandrze wiewiórki. A z kim chciałbym się zmierzyć? Z jakimś mega zawodnikiem, którego nazwisko sprawiłoby, że futro na plecach by mi się podniosło. Zawsze trzeba walczyć z dobrymi zawodnikami, bo tylko w ten sposób można skonfrontować swoje umiejętności. Ostatnia walka mi nie poszła, bo zrobiłem bardzo głupi błąd – nie podpiąłem ręki. Teraz czeka mnie walka z Mariuszem, który też będzie wyzwaniem, bo jest ciężki i silny.

T:Właśnie. Zbliża się twoja walka z Mariuszem Pudzianowskim. Presja jest taka sama jak przed każdą inną? Czy jednak ciut większa?
S:Jeżeli chodzi o samą walkę, to presji nie ma żadnej. Jestem tylko ja, drugi zawodnik, bitka i cyk. Presja pochodzi raczej z otoczenia, bo wszyscy się tym interesują. Ja idę do lasu, a tam sąsiad pyta, jak tam przed walką. Daj spokój. To tylko wydarzenie sportowe, więc po co tak to przeżywać? Skupmy się raczej na ważnych rzeczach. To normalne, że ktoś musi wygrać i ktoś musi przegrać.

Niedziela rano. Będzie euforia wygranej albo gorycz porażki. A w poniedziałek? Nic, życie będzie się toczyć dalej. Zamiast rajcować się walką, lepiej wejdź na stronkę moją lub innej fundacji i pomóż  ludziom. To ja przegram albo wygram. Ja. To ja zgarnę sos po walce i to ja kupię za niego dzieciakom kapcie. A oni? Tylko napieprzają w klawiaturę, bo nie mają w sobie wystarczająco dużo rozpędu, żeby gdziekolwiek dojść.

T:Jak podchodzisz do tej walki? Stawiasz nacisk bardziej na przygotowanie siłowe?
S:Uważam, że pod względem siłowym jest nieźle. Biję silnie. Dziś na treningu miałem koni, ale jakoś dawałem sobie z nimi radę. Wiadomo, Mariusz zjechał sporo z wagi, ale mimo to będzie silniejszy ode mnie. Tylko, że siłę trzeba jeszcze umieć odpowiednio wykorzystać. Sam nie stawiam na robienie sztucznej, statycznej siły, bo mam poniszczone stawy.

T:Jesteś bardzo zaangażowany w pomoc zwierzętom, a Pudzian zaadoptował ostatnio w jednych z programów telewizyjnych psa ze schroniska. Będziesz bił go dzięki temu trochę lżej?
S:Nie wiem, czy zaadoptował. Wiem, że bierze udział w jakimś programie. Rozmawiałem z Mariuszem ostatnio i nie miał jeszcze tego psa, był dopiero w trakcie adopcji. Jeżeli go zaadoptuje, da mu dom, miłość, będzie o niego dbał, to super. Ale jeżeli robi to tylko na pokaz, bo chce sobie w ten sposób narobić lajków, to straszna słabizna. Mimo to fajnie, że pojechał i zaczął działać, bo przynajmniej nagłośnił akcję. Ale na samą walkę nie będzie to miało żadnego przełożenia.

T:Twoje psy – choć trudne do ułożenia i groźne – są mało agresywne.
S:Bo wystarczy agresywny właściciel. Mi nie są potrzebne agresywne psy. Ja nie mam psów, żeby się za ich pomocą dowartościowywać, bo jestem mały i mam małego siusiaka. Mam psy, bo zawsze chciałem je mieć i je kocham.

T:Dużo czasu spędzasz na treningach. Co robisz w wolnym czasie? Książka, film?
S:Książek nie czytam. Nie to, że nie umiem czytać, od razu uprzedzam hejt, ale bardzo szybko męczą mi się oczy i nie potrafię się skupić na treści. Książka nie powoduje też, że odpływam. Film, audiobook – tak, super, ale książka? Nie. Poza tym spaceruję z psami, korzystam ze stajni, nożami czasami sobie rzucam. Lubię też spać. Jeżeli miałbym pracę w sklepie meblowym albo fabryce materacy jako tester, to bomba.

T:Jaka jest twoja największa porażka i z czego jesteś najbardziej dumny?
S:Ja nie mogę ponieść porażki w sporcie. Wiesz dlaczego? Bo jestem w bardzo dużym procencie kaleką. Po wypadku nie miałem żadnej rehabilitacji, nic. Mam niedowład nóg, chodziłem z pieluchą, srałem w majtki, szczałem w majtki. Potem doszedł jeszcze niedowład rąk, kontuzje, ale i tak walczę dalej. Nie pytam nikogo o zdanie, nikt mi nie pomaga, trenuję sam. Nikt mi życia nie układał, nie układa i nie będzie układał. Robię to, co chcę i kocham. To, że przegram walkę, to żadna porażka. Ja już dawno wygrałem. Moim największym sukcesem jest to, że nigdy się nie załamałem, a jak się załamię, to wokół mnie zostaną zgliszcza. Zgliszcza.

T:Uderzyłbyś kobietę?
S:Yhy. Zapytaj, czy uderzyłem. Uderzyłem. A dlaczego? Bo sobie na to zasłużyła. Nie uderzyłem, żeby się dowartościować, wyładować w ten sposób swoją frustrację lub wylać złość. Nic z tych rzeczy. Jedna skoczyła mi raz pijana na plecy. Inna przyszła, bo druga ją pobiła i chciała ukraść jej telefon. Takie sytuacje.

T:Masz jakieś plany na przyszłość? Co będziesz robił za 10 lat?
S:Ja biorę życie takim, jakie jest mi dane. Ja swoje już przeżyłem, teraz chcę po prostu żyć komfortowo, bezstresowo i pomagać tym, którzy potrzebują pomocy. Ja jestem człowiekiem spełnionym – nie w dwóch trzecich, ale w stu dwudziestu procentach. W K1 walczyłem, w boksie tajskim walczyłem, w MMA walczę. Dom mam, samochód mam, psy, konie i kobitę mam. Mam wszystko, czego chciałem.

- Dzięki za rozmowę synku . Tatko jest z Ciebie dumny ;)

Rozmawiał Maciej Glabus

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.