SPARTAN FIGHT 4: IRENEUSZ CHOLEWA PRZED WALKĄ

Przedstawiamy rozmowę z Ireneuszem Cholewą, który będzie chciał wrócić na tor zwycięstw na gali Spartan Fight 4, w starciu z Teo Radnićem. 'Prymus' w ostatnim starciu wystąpił we Włoszech na gali Venator FC 3, przegrał z Jackiem Hermanssonem, który jest teraz zawodnikiem UFC. Mimo wszystko nasz reprezentant nie dał łatwego zadania rywalowi, toczył wojnę do trzeciej odsłony. Później opadł z sił, nie miał ich na kolejne duże starcie z utalentowanym Norwegiem.

- Cześć Irek. Powiedz nam na początek jak samopoczucie przed kolejną walką?
Ireneusz Cholewa: Cześć, witam was serdecznie. Prawie wyśmienicie, już wróciłem do treningów po zaleczeniu kontuzji, więc samopoczucie wręcz wyśmienite.

- Jak wyglądają przygotowania do kolejnej walki?
IC: Właśnie się zastanawiam, czy jakieś ostatnie zaczęły się zanim zagoiłem kontuzje? Takie pytanie retoryczne. Natomiast chęci na pewno nie brakuje. A na siedem tygodni przed walką, cóż mogę powiedzieć, wszystko idzie zgodnie z planem. Pod względem dietetycznym prowadzi mnie Monika Zięba, więc z wagą i regeneracją na bank nie będzie problemów, taktyka dzięki Norbertowi Anzorge ułożona, stójkową technikę ćwiczę z Piotrem Zyzikiem, a mój kolega klubowy Tomek Boduszek skleja wszystko w całość. Dlatego wiem i jestem tego pewny, że ten cały sztab, plus moje pełne zaangażowanie daje 100% sukces.

- Twoim przeciwnikiem będzie Teo Radnić, co wiesz na jego temat?
IC: Twardy, mocny zawodnik, wydaje się być bardziej stójkowiczem, a to co mnie najbardziej cieszy, to że jest mojego wzrostu. W końcu będę mógł pokazać moje atutu pracy na nogach i trzymania dystansu, a nie tylko myśleć jak unikać cisów i jak skracać dystans do własnych akcji. Dodatkowo to kawał chłopa, więc na ring wejdą dwaj zdeterminowani goście.

- Będzie to twoja druga walka w tej federacji, co możesz o niej powiedzieć?
IC: Myślę, że jest mega potencjał i w przyszłości wypłyną na szerokie wody. Z każdą galą nabierają doświadczenia i rozmachu. Transmisja w coraz większych telewizjach, jak widać po rozpisce zaczyna się dziać i angaże coraz większych nazwisk robią robotę. Myślę, że zdecydowanie warto obserwować co dzieje się w tej organizacji.

- Wiele kontrowersji było po walce z Pawłem Bradysem. Co byś powiedział na rewanż, bo jak dobrze pamiętam, Paweł jest na tak?
IC: Z takich teoretycznych pytań najbardziej lubię jednak czy prędkość światła ulega zmianie w różnych warunkach atmosferycznych. Nie mam pojęcia, przyjdzie taka propozycja, to zacznę się zastanawiać.

- W ostatniej walce wystąpiłeś we Włoszech, powiedz coś o samym wyjeździe tam. Jak ci się podobała organizacja Venator FC?
IC: O chłopie, zadałeś pytanie rzeka. Zaczynając do tego, że to przygoda życia, na koszt własnych ran odniesionych w boju. Wszystko dopięte na ostatni guzik, pełna opieka na miejscu i ten włoski luz. W dzień przyjazdu poszliśmy z Tomkiem na "krótki" spacer, żeby zwiedzić okolice. Tak nam się spodobało to łażenie tu i tam po Mediolanie, że po dwóch godzinach zorientowaliśmy się, że nie mamy pojęcia gdzie jesteśmy, ani jak wrócić, bo taxi żadnej w okolicy. Na szczęście Bodzio ogarnięty chłopak, z niejednego pieca chleb jadł, spojrzał na kompas, zadzwonił do Czachy, podał współrzędne i jakoś trafiliśmy. Co do samej organizacji, to nie ma się czego czepiać, sam organizator witał mnie tak zwanym misiem, ciesząc się, że tam jestem. Tu wielkie podziękowania dla Kamila Werno, który był tam na miejscu naszym "włoskim" łącznikiem, dzięki któremu ogarnialiśmy wszystko. Dzięki jego współpracy z Sebastianem Świerkotem miałem możliwość tam się pokazać. Wiesz, a takie sprawy jak to, Miller w szatni nakręcał się jak z innej planety, do tego wtórujący mu Horwich, chodzący z książką o czarnych dziurach, dzielenie się bieżnią w trakcie robienia wagi z Sokoudjou, i sauny z własnym przeciwnikiem, który jest mega pozytywnym gościem, albo przybijanie piątki w szpitalu z Palharesem na sąsiednich łóżkach. To są przeżycia, których nikt mi nie zabierze, a mogę się podzielić z ludźmi, którzy mają ochotę tego posłuchać. Na prawdę wyjazd na plus!

- Czy ta mocna federacja podpisała z tobą kontrakt na więcej walk, czy po prostu po ostatniej walce się tobą zainteresowali?
IC: Kontrakt miałem podpisany na jedna walkę, umówmy się, szukali kogoś na tyle szalonego i w formie, by wyjść do walki mając pięć tygodni na przygotowanie. Z tego co wiem, organizatorzy opisali moją potyczkę jako twardą i mocną męską walkę.

- Powiedz coś więcej o walce z Jackiem Hermanssonem, który był chyba największym wyzwaniem w twojej karierze?
IC: Co do samej walki, co mogę powiedzieć, jest dostępna już na YouTube, więc każdy może wyciągnąć własne wnioski. Z mojej perspektywy było wiadome, że Jack oprócz bycia kompletnym zawodnikiem dysponuje mega kardio i tego się obawialiśmy i tym mnie wykończył. W drugiej rundzie tak podkręcił tępo, że w trzeciej wyglądałem przy nim jak mucha w smole. I w tej właśnie rundzie dokładnie trafiał w każdą lukę, i cóż, tak ta piękna historia dla mnie się skończyła. Ogólnie jestem bardzo zadowolony z walki, bo liczba kryzysów, które przeszedłem i zastanawiałem się dlaczego stoję i prę do przodu, daje mi satysfakcje z tego co robię. Jak to powiedziało kilka osób "nikt się nie spodziewał, że będzie tak dobrze".

- Dziękuję za rozmowę. Jeżeli chcesz kogoś pozdrowić lub komuś podziękować to proszę bardzo.
IC: Dzięki, podziękowania dla ludzi, którzy mnie wspierają: Fooks, Norberta Anzorge, Opony Tir ul. Połaniecka 33, Jarek i Darek dzięki, Moniki z ZiębaClinic, POUNDOUTGEAR, Michał dzięki za zajeświaszcze ciuchy do treningów. Pawle Kubiaku wielkie dzięki za bycie na miejscu i udzieloną niezbędną pomoc, Piotrze Zyziku za boks, który zaskoczył już niejednego, Tomasza Boduszka, chłopaków z Lublińca i Wosia, Godziego, Seweryna z Częstochowy i Spartan Chorzów, za zawsze miłe przyjęcie.

Rozmawiał Arkadiusz Hnida

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.