SZYMON DUSZA DLA SDW: CHCĘ WRÓCIĆ

Szymon Dusza to jeden z najbardziej obiecujących fighterów, których plany sportowe krzyżują kłopoty ze zdrowiem. Opolski wojownik jednak się nie poddaje i ma zamiar powrócić do rywalizacji w klatkach i ringach w Polsce i w Europie. Porozmawialiśmy z Szymonem o dotychczasowej karierze, utworzeniu nowego klubu oraz o planach na przyszłość. Polecamy!

Sport dla Wszystkich: Witaj Szymon! Zaczniemy sztampowo czyli skąd się wziąłeś w świecie sportów walki?

Szymon Dusza: Chciałem trenować pod wpływem moich przyjaciół, którzy zapisali się na treningi do Lutadores Opole. Niestety z powodów osobistych nie mogłem rozpocząć treningów, musiałem wyjechać do Niemiec. Tam na początku musiałem poznać język i zająć się szkołą i dopiero po dłuższym czasie pojawiłem się w Combat Club Cologne, który reprezentuje min. znany z KSW Ruben Crawford. Tam trenowałem blisko rok i później wróciłem do Polski, skończyłem szkołę średnią, rozpocząłem studia oraz treningi.

SdW: Lutadores Opole już praktycznie nie ma, Ty z Adamem Golonkiewiczem otworzyłeś własny klub, Damian Grabowski trenuje w Team 13. Jak doszło do rozłamu?

SD: Obecnie nie mamy nic wspólnego z Lutadores oraz z Damianem. Wspólnie z dwoma kolegami postanowiliśmy, że chcemy mieć jakieś fajne miejsce do trenowania i rozpoczęliśmy działalność BJJ Next Level Opole. Nie mamy obecnie kontaktu z Damianem Grabowskim, ale nie widzimy problemu, by potrenować czy posparować z Damianem Grabowskim. 

SdW: Skoro zaczęliśmy rozmawiać o klubie, to może powiesz, jakie zajęcia prowadzicie i do kogo skierowana jest oferta klubu?

SD: Udało mi się na okres wakacyjny zarezerwować salę do treningów i siedzimy tam do przyszłych wakacji, później poszukamy jakiejś sali adekwatnie do ilości osób, która będzie u nas trenować. Ja zajmuję się w klubie MMA, jest jeszcze Adam Golonkiewicz od zapasów. Na dzień dzisiejszy zapisanych jest ok. 75 osób, a regularnie trenuje ok. 50 osób. Prowadzimy również zajęcia dla kobiet, prowadzącym jest Adam. Zorientowaliśmy się, że nie ma zajęć sportów walki stricte dla kobiet i wystartowaliśmy z nową grupą. Mamy treningi raz w tygodniu, zajęcia są w formie rekreacyjnej, Panie trenują z dala od Panów i bardzo sobie to chwalą. 

SdW: Pojawiły się już jakieś sukcesy? Podczas Forum MMA spotkaliśmy się i startowała jakaś zawodniczka z waszego klubu.

SD: Startowaliśmy już 3 czy 4 razy na zawodach MMA i na praktycznie każdych zawodach mamy medale. Jeśli chodzi o zawody MMA, to mamy jednego zawodnika w wadze ciężkiej, który trenuje dopiero od pół roku, jest młody, ambitny i nie boi się bić i jako trenerzy pokładamy w nim spore nadzieje. Walczyliśmy również amatorsko na gali Soul FC, w BJJ również są sukcesy i wszystko zmierza w dobrym kierunku. Jeśli jest pasja, dobra atmosfera na treningu, to sukcesy przyjdą z czasem. 

SdW: Przejdźmy może do Twojej kariery sportowej. Na początek opowiedz coś o walkach amatorskich. Toczyłeś jakieś?

SD: Niestety z moją karierą sportową jest w kratkę przez zdrowie. W Niemczech trenowałem około rok i miałem już jakieś podstawy gdy wracałem do Opola i trenowałem u Damiana Grabowskiego. Gdy zaczynałem trenować, sześć może siedem lat temu, to były tam dobre warunki. Dużo trenujących, dużo startujących i były świetne warunki. Pierwsze zawody miałem po trzech miesiącach treningów u Damiana i wtedy nie miałem zbyt wiele pojęcia o walce w parterze. Biłem się tam z zapaśnikiem z Poznania i przegrałem przez decyzję. Wtedy w MMA nie było ważne czy bijesz rywala w stójce, tylko zrobisz dwa obalenia i jest zwycięstwo. Chłopak był konkretnie przygotowany. Wtedy nie było wielu zawodów, może raz na dwa miesiące i każdy się mocno przygotowywał i był podekscytowany możliwością sprawdzenia się w MMA. Największym moim sukcesem było v-ce mistrzostwo Polski zachodniej w Barlonku. Walczyłem wtedy z Kamilem Szymuszowskim, obecnie zawodnikiem KSW, którego znokautowałem kolanem. Stoczyłem razem może 20 walk amatorskich.

SdW: Przejdźmy do walk zawodowych. Pierwsze trzy walki jako zawodowiec wygrałeś, później przyszła porażka z Marcinem Bandlem. Co było przyczyną tej porażki?

SD: Jak wspomniałeś trzy pierwsze walki poszły mi świetnie, byłem w formie i moim jedynym zmartwieniem była szkoła i treningi. Najpierw jednak jak doszło do samej walki. Z Marcinem nikt nie chciał się bić, Marcin wtedy był już znany i organizatorzy otrzymali odmowę od 10 zawodników. Ja jednak bez kalkulacji wziąłem walkę z Marcinem. Przygotowywałem się dobrze z Dawidem Drobina, który zna się na dźwigniach na nogi. Robiliśmy tysiące obron i ucieczek z dźwigni na nogi. Nie widziałem wcześniej Marcina, znalazłem w internecie tylko informację, że to kibic ŁKS Łódź i się starsznie nakręciłem na tą walkę. Za bardzo, bo podczas walki mnie sparaliżowało. Bałem się wejść z kombinacją w niego, żeby mnie nie wywrócił. Z czasem zacząłem się rozluźniać, jednak Marcin okazał się sprytniejszy. Wybroniłem 3 czy 4 obalenia, a on wyciągnał wnioski i po prostu wciągnął mnie na siebie. Popełniłem błąd podczas przygotowań, że Dawid Drobina łapał nogę, ja wychodzę i mam kontrolę, a Marcin po prostu cały czasz walczyć. Akcja poszła krok dalej niż byłem na to przygotowany, zaczałem improwizować, a Marcin wić się jak wąż i poddał mnie. Udało mi się jedynie złamać mu nos. Pogubiłem się, noga była po operacji, zaczęła chrupać i odklepałem. Marcin zaimponował mi spokojem, szedł do przodu jak cyborg, bez emocji. Ja skakałem w klatce w lewo, w prawo i podpaliłem się. W kolejnych walkach już się nie podpalałem.

SdW: Później wygrałeś dwie walki i zmierzyłeś się z Łukaszem Bieńkowskim. Była to jedna z najlepszych walk jakie widziałem będąc przy klatce. Jedno mnie tylko zastanawia, bo wiele razy zapoznałeś się z matą oktagonu. To było spowodowane ciosami Łukasza, czy kontuzją kolana?

SD: Na początek powiem, że to była moja najcięższa walka, w której dostałem największy oklep w życiu. Podszedłem do walki bez planu taktycznego, nakręciłem się podczas treningów, że w stójce go zmasakruję, jednak Łukasz okazał się starym wyjadaczem, członkiem kadry i zderzyłem się z jego umiejętnościami. Nie dość, że Łukasz bił potężnie, to jeszcze celnie. W pierwszej rundzie miałem trzy spotkania z deskami. Dostałem nawet tak czysto na szczękę, że urwał mi się film podczas walki. Po pierwszym knockdownie upadłem bezwładnie na matę i wtedy cały ciężar ciała upadł na zgiętą nogę i uszkodziłem łękotkę i więzadło krzyżowe. Poczułem to od razu, mimo adrenaliny podczas walki. Był to poważny uraz już w drugiej minucie walki. Z każdym ciosem czułem coraz większy ból, coś strzelało w kolanie i się przestawiało. Po pierwszej rundzie powiedziałem Damianowi Grabowskiemu, że nie wychodzę do drugiej rundy. Damian jednak przywrócił mnie do porządku i wyszedłem do drugiej rundy. Przewalczyłem blisko 15 minut z uszkodzoną nogą. Ponadto cutman zachował się nieprofesjonalnie nacierając nas wazeliną. Miałem dobrze zapięte duszenie trójkątne rękoma i nagle Łukasz zaczyna się kręcić w moim trójkącie. Po prostu byliśmy cali wysmarowani wazeliną i to mogło mu pomóc uciec.

SdW: W kolejnej walce spotkałeś się z Mickaelem Lebout, katem Polaków na swojej gali w Opolu. Spodziewałeś się, że po przerwie i porażce w ostatniej walce, w kolejnej zawalczysz o pas?

SD:  Absolutnie nie, bowiem miałem walczyć z Mateuszem Strzelczykiem. Wylatywałem na początku stycznia do Tajlandii na treningi, o gali wiedziałem od listopada, a od grudnia miałem walczyć z Mateuszem Strzelczykiem. Miałem walczyć w catchweight do 80 kg. Gdy wylądowaliśmy w Warszawie to przeczytaliśmy nagłówek, że Strzelczyk jest kontuzjowany i że walczę z Lebout. Pomyślałem sobie wtedy, że jestem inaczej przygotowany do walki, ale nie zrezygnuję z walki w swoim mieście. Dobrze się przygotowałem, tylko po raz pierwszy robiłem 77 kg. Lebout jest niepozorny, ale to naprawdę świetny fighter, dający dobre walki. Walcząc ze mną miał już 16 czy 17 walk, a ja dopiero 7. Nie przywiązywałem wagi do pasa, chciałem dobrze się pokazać na tle mocnego rywala. 

SdW: To była dobra walka, jednak przegrana. Jak myślisz, czy Lebout wykazał się doświadczeniem i sprytem, czy jakiś inny czynnik odegrał znaczącą rolę np. aklimatyzacja w Polsce po walce w Tajlandii?

SD: Aklimatyzacja nie była problemem, a zrobienie wagi. Wiedziałem, ze on ma świetną kondycję, widziałem jego walki z Polakami. Z Albertem Odzimkowskim poradził sobie Łatwo, z Pawłem Żleazowskim wygrał na dystansie trzech rund i przyjął mocno ciosów na głowę. Francuz walczy na zimno, kontroluje przebieg walki, z wyrachowaniem bym powiedział. Na pewno za mało przygotowywałem się na obalenia, za łatwo mnie obalał. Przygotowywałem się na walkę w stójce z Mateuszem, a zawalczyłem z Lebout. Po pierwszej rundzie, gdzie on miał dosiad, a ja się desperacko w nim broniłem, gdy schodziłem do narożnika nie mogłem ruszyć głową, miałem tak napięte mięśnie barków, ramion i karku. Miałem plan na walkę, by punktować i bić, nie trzymałem dystansu. Podczas walki na środku ringu kontrolowałem przebieg walki, ale pod siatką już on miał przewagę. Ponadto po raz pierwszy w życiu zbiłem wagę do 77 kg. Robiłem wagę kąpielami, zrobiłem dwie kompiele w ostatnią dobę przed ważeniem i miałem blisko 5 kg. Przed walką zastanawiałem się, kiedy ostatnio ważyłem 77 kg i wyszło mi, że chyba z 10 lat temu. Wyjazd do Tajlandii też zrobił swoje, bo zamiast zgubić kilka kg przybyło mi 5 kg mięśni. Wracając z Tajlandii miałem 91 kg, a dwa tygodnie później musiałem mieć już 77 kg. To też wpłynęło na moją dyspozycję w klatce i teraz wiem, ze musze inaczej podchodzić do zbijania wagi.

SdW: Kiedy przewidujesz powrót na ring?

SD: Nie zdradzam terminów, bo tak naprawdę co sobie zaplanuję, to zdrowie weryfikuje. Zacząłem już lekko się ruszać, ale pojawił się znowu problem z barkiem. Chciałbym wrócić, cały czas jestem motywowany Adamamem Golonkiewiczem, który walczy w FEN, teraz dostał nagrodę za walkę roku. Muszę być pewny swojej formy i zdrowia. Wstępnie chciałbym w następnym roku zawalczyć jakąś dobrą walkę. Mam nadzieję, że mi się uda.

Dla SdW z Szymonem Dusza rozmawiał Paweł Sawicki.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.