FEN 13: PAWEŁ JÓŹWIAK PRZED GALĄ W GDYNI

Arkadiusz Hnida, Informacja własna

2016-07-25

Przedstawiamy rozmowę z Pawłem Jóźwiakiem, prezesem organizacji Fight Exclusive Night, który opowiedział nam o nadchodzącej gali oraz dalszych planach.

- Witam Serdecznie. Chciałbym, abyś na początku powiedział jak postępują przygotowania do gali FEN 13? Wiadomo, że wakacje to raczej czas odpoczynku a nie wytężonej pracy, dodatkowo Biało-Czerwoni świetnie zagrali na ME co może rozpraszać.
Paweł Jóźwiak:  Witam czytelników Sporty-Walki.org, oczywiście ME były ważnym wydarzeniem sportowym i społecznym, i każdy Polak obojętnie ich nie przeżył. Jestem także kibicem piłki nożnej i miałem szczęście być na kilku meczach Euro we Francji. Niesamowite przeżycie, prawie tak ekscytujące jak gale naszej organizacji. Trochę to odciągnęło uwagę od naszej imprezy, już teraz pracuję wraz z zespołem na zdwojonych obrotach.

- Jak sam widziałeś, przygotowałem specjalne wydarzenie, na którym kibice pokazali, że karta wstępna FEN cieszy się dużym zainteresowaniem. Od czego zależy decyzja, aby była transmitowana w telewizji na żywo?
PJ: Bardzo się cieszę i dziękuję za to. Oczywiście, jest wiele zestawień, które wywołały ogromne emocje, a sprawę pokazania na żywo obecnie omawiamy z naszym telewizyjnym partnerem. Wiemy, iż jest to mocno brane pod uwagę, choć nadal jesteśmy na dorobku, i w wiele nazwisk musimy inwestować i przybliżać je szerokiemu ogółowi. Kibice MMA czy K-1 nie mają z tym problemu. Problem leży w ogólnej świadomości, że polskie sporty walki to nie tylko Khalidov czy Pudzianowski. Chcemy, by zwykły Kowalski znał także inne nazwiska.

- Jest pomysł na wprowadzenie do federacji walk w formule muay-thai. Co byś powiedział na taki pomysł?
PJ: Nie wykluczamy żadnego pomysłu, ale spójrzmy uczciwie, jak ktoś jest dobry w Muay-Thai, to poradzi sobie i w formule K-1. Tu walka jest szybsza i bardziej widowiskowa. Natomiast kickboxer miałby poważne problemy w formule, w której są uderzenia łokciami i morderczy klincz. Chcemy by była to szeroka formuła, a zasady K-1 są ukłonem w jedną i drugą stronę. Muay-Thai żeby było widowiskowe, musi mieć zawodników na poziomie światowym. W Polsce jest takich raptem kilku. Na pewno do ich policzenia starczą palce jednej ręki. To jest odpowiedź na to pytanie. Teraz nie, w przyszłości chętnie.

- Ostatnio było sporo zamieszania po ostatniej gali KSW. Czy obserwujecie swojego najważniejszego konkurenta, i czy postrzegacie te problemy jako dobry moment szersze zaistnienie federacji FEN?
PJ: To jest oczywiste, że obserwujemy konkurencję i dostrzegamy ich kłopoty i problemy. Jednak na nieszczęściu innych nie zamierzamy budować swojej marki. Jest takie powiedzenie: „Amerykanin chce mieć dwa razy więcej jak sąsiad. Polak cieszy się jak sąsiadowi spali się stodoła” - My chcemy zaprzeczyć temu stereotypowi. Mamy 13 galę przed sobą i wszyscy widzą, że nasz czas i trwa, i nadchodzi.

- Kolejna gala ma być tą dużą. Już możemy powiedzieć, że będą na niej największe gwiazdy federacji?
PJ: Nasza polityka nie opiera się na tej, czy innej gwieździe. My szukamy talentów, osobowości, zawodników jakich jeszcze nikt nie odkrył. Naszą siłą jest siła polskich i także europejskich sportów walki a nie takiego czy innego gwiazdora. Odkryliśmy wiele talentów i daliśmy im platformę do zaistnienia. W ich rękach leży ich dalszy rozwój. Na przyszłej gali będą i nasze gwiazdy, i ci którzy mogą się nimi stać, i nawet takie czy inne wielkie nazwisko.

- Swoją kolejną walkę w federacji stoczy Róża Gumienna. Czy po kolejnym ewentualnym zwycięstwie, będzie ona pierwszą zawodniczką, która dostanie szansę wywalczenia pasa mistrzowskiego?
PJ: Widzę, że z góry zakładacie jaki będzie wynik walki (śmiech). A co jeśli przegra? Do tanga trzeba dwojga i Kamila Bałanda może utrzeć nosa Róży. Rozważamy różne warianty, ale faktem jest, iż jeśli ktoś wygrywa kolejną walkę u nas, to powoli zbliżamy się do myśli o pasie.

- To będzie kolejna edycja z cyklu 'Summer Edition', to już w FEN chyba tradycyja. Będziecie zawsze tak robić?
PJ: „Zawsze” to pojęcie względne. Robimy trzecią galę i po dwóch pierwszych wiemy, że ma to sens. Jest to też wypadkowa wielu czynników jak współpraca z telewizją, wolne terminy emisji, hal, możliwości przygotowań na wysokim poziomie zawodników i oczywiście kibiców stęsknionych za walkami. Nam się to udaje. Inni boją się ryzykować i wcale się im nie dziwię. Czas i najbliższa gala pokaże co będzie dalej.

- Jaki jest pomysł na Tyberiusza Kowalczyka. Dobrym pomysłem byłoby zestawienie ze zwycięzcą walki rewanżowej Wlazło-Mora?
PJ: I nam, i Tyberiuszowi pomysłów nie brakuje. Pokazał swoją moc w walce z Akopem, i myślimy nad jego kolejnymi walkami. Nikt nie mówi też, że to musi być krajowy rywal w przyszłości. O Tyberiuszu pomyślimy po FEN 13, bo on też ma swoje plany poza sportowe lub niekoniecznie tylko w MMA.

- Alessio Di Chirico czy Emil Weber Meek są w UFC, jakie to dla ciebie uczucie, bo przecież walczyli w twojej organizacji?
PJ: Oczywiście duma i zadowolenie. Pogratulowaliśmy im obu sukcesu i sobie też, bo jeśli zawodnik poprzez walki u nas trafia do najlepszej światowej organizacji MMA wartej 4 mld dolarów, to jest to rzecz bez precedensu i nobilitacja dla FEN. Nie jesteśmy „psem ogrodnika” i nie chcemy blokować im możliwości rozwoju. Chyba wszyscy włącznie z UFC widzą, iż walki są u nas tak dobre, że zawodnicy zasługują na zaproszenie. Inaczej by tych kontraktów nie dostali.

- Marcin Bandel, o tym zawodniku nie tak dawno była dyskusja na twitterze w kontekście walki z Pawłem Pawlakiem. Czy to nie było jednak złe posuniecie mówiąc, że Marcin walczy z ogórkami, bo przecież patrząc na rekordy i na zawodników, z którymi mierzył się po zwolnieniu z UFC, najsłabszym był Czech, którego mu ściągnęliście?
PJ: Nie chciałbym tutaj ponownie odnosić się do wartości zwycięstwa czy porażki takiego czy innego zawodnika. Mogę jedynie powiedzieć, że walki w przypadku Pawlaka czy Bandela to kwestia także wielu czynników. Czasem zawodnik chce się odbudować po porażce, a czasem sam sobie udowodnić, że nadal może walczyć z najlepszymi, czy bardzo mocnymi. Taką decyzję podejmuje nie tylko on, ale jego sztab, trener czy nawet organizacja. Jeśli dziś zaproponowałbym jednemu i drugiemu walkę z mistrzem UFC ... czy myślicie żeby odmówili nawet wiedząc, że mogą przegrać? Na pewno nie. Prawda jest taka, że dziś trudno byłoby ściągnąć takiego zawodnika, czy nawet znaleźć takiego w Europie. Już prędzej w Brazylii. Sumując – każdy ma własny sposób by wdrapywać się wyżej na szczyt i nieważne jak, byleby na niego wejść. Każdy ryzykuje zdrowie lub porażkę, i nie chcę podejmować się dyskusji, jak jest lepiej, czy łatwiej, czy trudniej, bo ostatecznie to zawodnik dostaje w głowę na ringu, czy w klatce. Kibic czy promotor nie, i warto o tym pamiętać, łatwo oceniając czyjeś decyzje z wygodnego fotela przed monitorem.

Rozmawiał Arkadiusz Hnida