RAJEWSKI: KTO DUŻO KRZYCZY, NIE ZAWSZE DOBRZE WALCZY

Arkadiusz Hnida, Informacja własna

2016-11-04

Przedstawiamy rozmowę z utalentowanym Łukaszem Rajewskim, który swoją kolejną walkę stoczy siedemnastego grudnia na gali Spartan Fight 6 w Płocku. Fighter z Ankosu najprawdopodobniej spotka się w klatce z solidnym Aslambekiem Arsamikovem, jednak jeszcze to niepotwierdzone, ponieważ trwają negocjacje. 'Raju' po nieudanej przygodzie w KSW zaliczył kolejne cztery zwycięstwa z rzędu. W poprzednim roku podopieczny Andrzeja Kościelskiego wystąpił na dwóch edycjach MFC, pewnie na punkty odprawiając zapaśnika Girikhana Khamurzaeva, a po 51 sekundach stopując uderzeniami zawodnika z Białorusi. W tym roku Rajewski wystąpił na Łotwie, na gali King Of Kings, szybko odprawiając zawodnika publiczności Robertsa Skujinsa. Natomiast na gali Night Of Champions, po 39 sekundach zdemolował doświadczonego Semena Tyrlye. W ostatnim pojedynku Łukasz wystąpił w Olsztynie na gali ACB 46, zmierzył się z Rasulem Yakhyaev. Walka zakończyła się w pierwszej rundzie decyzją NC z powodu nieumyślnego wsadzonego palca w oko naszego reprezentanta.

- Cześć Łukasz. Jak samopoczucie przed kolejnym startem?
Łukasz Rajewski: Siemanko. Wszystko jest dobrze. Czuję się dobrze, w formie, zrelaksowany i skoncentrowany na pracy, która przede mną, bo jest jeszcze sporo czasu.

- Jak wyglądają przygotowania do najbliższego starcia?
ŁR: W pewnym sensie bardzo one się nie różnią od siebie. Szlifuję bardzo mocno zapasy defensywne, jak i ofensywne, moje BJJ oraz stójkę, żeby była z każdą walką półkę wyżej. Staram się też trenować z różnymi ludźmi. Poza odwiedzającymi pielgrzymkami zawodników z Europy nasz Ankos MMA, jeżdżę na zgrupowania kadry K-1, odwiedzę na pewno Puncher Wrocław. Staram się do każdej walki być przygotowany jak najlepiej, wyciągając wnioski z poprzednich walk i przygotowań.

- Twoim przeciwnikiem będzie Aslambek Arsamikov. Co wiesz na jego temat?
ŁR: To jest jeszcze nie potwierdzone. Musimy ustalić pewne warunki z organizatorami, lecz jesteśmy w trakcie rozmów.

- Zawodnik z Olsztyna nazywany jest bestią, co oddaje jego zapasy. Będzie to bardzo ważna walka dla ciebie?
ŁR: Każda walka jest ważna dla mnie. Przydomek, jak przydomek. Biłem się już dwa razy z czeczeńskimi zapaśnikami. Coś o nich wiem. Oni o mnie też już na pewno, więc zobaczymy, kto kogo złamie pierwszy.

- Ostatnia walka niestety zakończyła się bez wyniku, liczysz na rewanż?
ŁR: To trudny i niebezpieczny sport. Trzeba liczyć się z takimi sytuacjami. Byłem długo zły na tą sytuację, chyba nadal jestem. Tym bardziej, że czułem się zajebiście w tej walce. Dostałem zapewnienie od organizatora, że rewanż będzie na początku roku, około lutego.

- Jak podobała ci się federacja federacja ACB od kulis?
ŁR: Rewelacja! Żadna organizacja nie potraktowana mnie w ten sposób. Wszystko na bardzo wysokim poziomie. Czułem się tak jakbym miał walkę wieczoru. O nic nie musiałem się martwić. Pełen profesjonalizm na każdym etapie. Bardzo się cieszę, że będę mógł znowu zawalczyć na ACB. A tym bardziej, że z Rasulem musimy coś wyjaśnić.

- Masz długą serię zwycięstw, teraz celem jest powrót do KSW?
ŁR: Mam. Nie przegrałem od pięciu walk, trzy skończyłem w pierwszej rundzie. Jedna na punkty z bardzo mocnym zapaśnikiem z Czeczenii, który był debiutantem, ale jego poziom był bardzo wysoki. Robiłem to, żeby wrócić do KSW i zmazać plamę po tych dwóch wygłupach, które zrobiłem. Miałem wskoczyć teraz do walki z Filipem Wolańskim, ale jednak znów coś jest nie tak. Więc chyba powróć do KSW to już przeszły cel i teraz staram się obierać inne kierunki, a jest ich sporo. Ale z chęcią sprawdziłbym te rosnące gwiazdy KSW w 66 kg. To, że ktoś głośno krzyczy i daje fajne wywiady robiąc szum, nie znaczy wcale, że się dobrze napierdala, a ja się napierdalam. Wagę lekką zostawiam do dalszej dominacji Gamerowi.

- Masz w swoim dorobku też walkę na gali KOK. Po walce odzywali się w sprawie kolejnej walki?
ŁR: Cały czas mam kontakt z organizatorem. Dostaję co jakiś czas propozycję walki. Jeśli wszystko się dobrze poskłada, to zawalczę tam jeszcze.

Rozmawiał Arkadiusz Hnida