MARCIN STOPKA: CHCĘ ZAWALCZYĆ ZA GRANICĄ

Przedstawiamy rozmowę z Marcinem Stopką, który dwudziestego szóstego listopada, na Celtic Gladiator 10 w Krakowie, stoczy swoją kolejną walkę. Tym razem stanie do walki z zawodnikiem zza granicy, będzie nim Luke Bampton, reprezentujący klub Rikers Gym z Adelaidy.

Marcin Stopka to podopieczny trenera Rafała Dudka, jednego z najlepszych polskich zawodników formule K-1, pod jego okiem rozwija swoją karierę. Ma 24 lata i sporo sukcesów amatorskich, które chce przełożyć na zawodową karierę. Stopka mimo niewielkiego stażu zawodowego zdołał już zmierzyć się z najlepszym polskim zawodnikiem wagi półśredniej Jarosławem Daschke. Stoczył z nim doskonały pojedynek, przez wielu uznany za najlepszy na całej gali. To pokazało, iż Stopka mierzy wysoko I chce zaznaczyć swoją obecność w tej kategorii w Polsce. Ewentualna wygrana z Australijczykiem byłaby mocnym akcentem w karierze Marcina Stopki.

- Cześć Marcin. Jak samopoczucie przed walką?
Marcin Stopka: Witam. Przed walką czuję się świetnie. Pozostało tylko zrobić wagę, a w sobotę bierzemy się do 'pracy'.

- Jak wyglądają przygotowania do najbliższego starcia?
MS: Przygotowuję się jak zwykle w klubie Fight House Nowy Sącz pod okiem Rafała Dudka. Mam świetnych sparing partnerów, kolegów z klubu, którzy dają mi popalić i czuwają nad moją formą.

- Twoim przeciwnikiem będzie Luke Bampton. Co wiesz na jego temat?
MS: W sumie to niewiele. Nie należę do zawodników, którzy analizują rywali. Wychodzę do ringu i się biję, o to w tym chodzi. Ring weryfikuje wszystko. Wiem tylko, że jesteśmy podobnego wzrostu. Na pewno polecą bomby.

- Ostatnio debiutowałeś w FEN, czym zaskoczył Cię Jarek Daschke?
MS: Tak, mam za sobą debiut w organizacji FEN. Walka z mega zawodnikiem, działo się (śmiech). Zaskoczyć mnie nie zaskoczył, wiedziałem raczej czego się spodziewać, bo znałem Jarka wcześniej. Raczej to ja się trochę pogubiłem, za mało kopałem. Jarek dobrze mnie kontrował i dystansował, ale walka była dobra.

- Na pewno publiczność na hali, jak i przed telewizorami, nie nudziła się na tej walce. Twoja odporność godna pochwały.
MS: Po walce otrzymałem wiele pozytywnych wiadomości. Wiele osób mówiło, że walka wieczoru. Były dynamiczne wymiany, krew, latające kolana i backfisty, ludzie to lubią. Faktycznie po walce wszyscy stwierdzili, że mam niezniszczalną głowę (śmiech), a ja się śmieję, bo na prawdę ani razu nie czułem się zagrożony, jakoś te ciosy nie robiły na mnie wrażenia.

- Jak już mówiliśmy, jesteś po debiucie w FEN. Co możesz powiedzieć o kulisach organizacji?
MS: Organizacja stoi na najwyższym poziomie. Pełen profesjonalizm i fajne show. Cały czas ktoś czuwał nad zawodnikami i można było się spokojnie skupić na walce.

- Jakie masz plany, cele na rok 2017?
MS: Na razie nie mam konkretów. Chciałbym zawalczyć za granicą. Oczywiście zawodowo. Takim małym marzeniem sportowym jest stoczyć walkę na innym kontynencie. Zobaczymy co Bóg da.

- Dziękuję za rozmowę. Jeżeli chcesz kogoś pozdrowić, lub komuś podziękować to proszę bardzo.
MS: Dziękuję całej ekipie Fight House Nowy Sącz oraz rodzinie! Pozdrawiam wszystkich fanów sportów walki oraz całe Podhale i Sądeczczyznę. Zapraszam na galę Celtic Gladiator 26 listopada w Krakowie, a po gali zapraszam do Szczawnicy i Jaworek na wczasy, pochodzić po górach.

Rozmawiał Arkadiusz Hnida

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.