MARCIN ŁAZARZ: JEŚLI BÓG DA ZDROWIE, JA ZROBIĘ RESZTĘ

Przedstawiamy rozmowę z Marcinem Łazarzem, który dopiął swego i wystąpi trzeciego grudnia na KSW 37. Nasz reprezentant walczący na Wyspach jest w treningu i zastąpi kontuzjowanego Atanasa Djambazova.

Polak w swoim dorobku ma osiem zwycięstw oraz trzy porażki, nie jest to duży bilans, mimo to Marcin od początku nie wybierał sobie łatwych przeciwników i stawał do wyzwań. Łazarz zadebiutował w roku 2010 i zdobył pięć łupów, w tym na punkty pokonał solidnego Pavela Dorofteia oraz w debiucie w mocnej organizacji BAMMA, przed czasem pokonał Sama Mensaha. Zaliczył też pierwszą przegraną, po pewnej decyzji sędziów w starciu z Maxem Nunesem, a następnie nie oglądaliśmy go za często. Kolejne starty to ważne zwycięstwo na punkty z doświadczonym Ricco Rodriguezem oraz pierwsza walka w Polsce, wtedy wygrał przed czasem z Krzysztofem Pietraszkiem. Przełom nastąpił w poprzednim roku, kiedy to 'Bane' na gali BAMMA 20 zdobył tytuł, pewnie na punkty pokonując Bretta McDermotta. Niestety w pierwszej próbie obrony Polak został poddany w pierwszej odsłonie, przez niepokonanego Paula Craiga. W tym roku Marcin zaliczył start w turnieju na gali Akhmat Fight Show w Rosji, po dobrej walce przegrał na punkty z utalentowanym Maximem Grishinem. W ostatniej walce przed własną publicznością wystąpił na gali Runda 6 w Białogardzie, wtedy po jednogłośnej decyzji sędziów pokonał Wojciech Janusza.

- Cześć Marcin. Jak samopoczucie przed kolejną walką?
Marcin łazarz: Witaj Arku, Witam wszystkich. Samopoczucie elegancko.

- Można powiedzieć udało się. Wreszcie organizacja KSW dała ci szansę?
MŁ: Tak, od jakiegoś czasu zabiegałem o tą organizację i udało się podpisać kontrakt. Nie ukrywam, że taki miałem plan, głownie ze względu na to, że moje dzieci i kobieta są teraz w Polsce. Miałem już kiedyś szansę od KSW, dokładnie rok temu, ale z powodów kontraktowych z inną federacją nie mogłem z niej skorzystać, czego bardzo później żałowałem. Lojalność się wtedy nie opłaciła. Teraz jestem na prostej, by realizować swoje plany i marzenia, tak jak sobie tego życzyłem.

- Walka jednak już blisko, czy ten krótki czas ci wystarczy?
MŁ: Tak, jak pewnie wszyscy zauważyli jest to 'last minute call'. Ale moje życie jest teraz podporządkowane karierze sportowej. Mogę się od jakiegoś czasu skupić po raz pierwszy w życiu na robienie tego profesjonalnie. Każdego dnia staję się innym sportowcem, to niesamowite uczucie.

- Jak będą wyglądały przygotowania do tego starcia?
MŁ: Tak samo jak do poprzedniej walki, wszystko funkcjonuje bardzo dobrze, nie ma potrzeby nic zmieniać.

- Twoim przeciwnikiem będzie Marcin Wójcik. Co wiesz na jego temat?
MŁ: Wójcik to duży facet, wygląda mi na niezłego 'chama' (śmiech), w sensie mocny fizycznej. Na temat jego umiejętności nie będę się wypowiadał.

- Marcin jest blisko walki o pas KSW, czyli stajesz przed dużą szansą. Dla ciebie to mobilizacja czy stres?
MŁ: O proszę, skoro tak mówisz, to nadaję walce kolejnego smaka. Dla mnie jednak każda walka jest najważniejsza w życiu, bez względu czy jest to walka o pas dużej federacji, czy walka w domu, czy na wyjeździe. Marcin Wójcik jest kolejną przeszkodą na mojej drodze, którą przeskoczę nie oglądając się za siebie. Chyba muszę wam coś tu wytłumaczyć, wchodzę na szczyt tej góry kamień po kamieniu, mam wszystko wokół siebie, żeby tam wejść i długo tam zostać. To nie stres, ani mobilizacja, to zadanie do wykonania i tyle.

- Ostatnio walczyłeś z Wojciechem Januszem. Jak wspominasz walkę przed własną publicznością?
MŁ: Ostatniej walki już nie pamiętam. Jednak pamiętam uczucie walki w domu, które jest największą przyjemnością dla sportowca. Moje miasteczko Białogard to taka 'Sparta', kto tego nie wie, to jego problem. Aktualnie brytyjskiej federacji nie ma w planach. Teraz jestem w KSW, skupiony w stu procentach, właśnie tu.

- Rok się kończy, jakie masz nowe cele i plany na następny rok?
MŁ: Cel jest tylko jeden. Następny rok to będzie mój rok, jeżeli Bóg da zdrowie, ja zrobię resztę. Jestem o tym przekonany, razem z moim sztabem treningowym. Mam po prostu szczęście, że mam takich ludzi wokół siebie.

- Dziękuję za rozmowę. Jeżeli chcesz kogoś pozdrowić, lub komuś podziękować to proszę bardzo.
MŁ: Pragnę pozdrowić Rodzinę, terenów i przyjaciół, którzy stoją za mną murem, wszystkich fanów prawdziwego MMA. Podziękowania dla sponsorów Pitbull West Coast, Dynamic Fightwear, Kvani i tobie również Arku wielkie dzięki za świetna robotę. Pozdro!

Rozmawiał Arkadiusz Hnida

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.