JANU CRUZ: DAMY WALKĘ, KTÓRA ZOSTANIE W PAMIĘCI

Przedstawiamy rozmowę z Janu Cruzem, który stoczy walkę na Giżyckiej Nocy Gladiatorów, już dwudziestego piątego lutego. Wystąpi w walce wieczoru, będzie się bił z utalentowanym Arkadiuszem Dembińskim.

Janu to zawodnik mający duże doświadczenie, swoim wejściem do ringu/klatki wprawia publiczność w zachwyt. Jest to zawodnik walczący od samego początku pojedynku w szybkim tempie, dążący do pokonania rywala przed czasem, co udowadnia swoim rekordem. Cruz już trzykrotnie walczył w federacji FEN, dawał emocjonujące boje z Pawłem Biszczakiem czy Wojciechem Wierzbickim, którzy ostatnio dali jedną z najlepszych walk w formule K-1 Rules w naszym kraju. Szybko przegrywał także z Bartoszem Muszyńskim, jednak został wtedy ściągnięty w ostatniej chwili. To pokazuje również kolejną dobrą cechę 'Hanibala', nie boi się wyzwań. Stoczył również dobry pojedynek z Tomaszem Gromadzkim, twardym zawodnikiem K-1 oraz ostatnio robiącym postępy bokserem.

- Cześć Janu. Jak samopoczucie przed kolejną walką?
Janu Cruz: Witam serdecznie. Czuję się świetnie, nie mogę się doczekać by ponownie wejść na ring. Jestem głodny zwycięstwa!

- Jak będą wyglądały przygotowania do tego starcia?
JC: To zależy od trenera Tomasza Skrzypka. Na co dzień dzieli nas niemała odległość, podróżuję na trasie Bydgoszcz-Wrocław, więc kondycyjnie oraz siłowo przygotowuję się sam. Krótko przed walką, na ostateczne przygotowania, jeżdżę już do Fightera Wrocław. Jestem zdyscyplinowany i wiem, że na sukces trzeba ciężko pracować. Nie odpuszczam. Duży nacisk kładę na tak zwane cardio. Nie chciałbym by podczas walki brakło mi tchu.

- Pierwszy raz chyba będziesz walczył na Mazurach. Mamy tu dobry klimat, więc może zostaniesz też na trochę dłużej, niż na samą galę?
JC: Może tu zaskoczę, ale Mazury i Podlasie są szczególnie bliskie mojemu sercu. Mam ogromny sentyment do tej części Polski. Rodzina mojej żony pochodzi właśnie z Mazur. Jestem ogromnym fanem tamtejszej kuchni regionalnej. Farszynki, sękacz to zdecydowanie moje smaki. Chętnie zostałbym dłużej po gali, chociażby nadrobić stracone przed walką kilogramy.

- Twoim przeciwnikiem będzie Arkadiusz Dembiński. Co wiesz na jego temat?
JC: Staram się nie oglądać wcześniejszych pojedynków rywala, ani nie analizować jego techniki. Wiem, że to mocny zawodnik, a walka nie będzie należała do łatwych. Mam nadzieję, że będzie to widowiskowe starcie.

- Jak wygląda twoja sprawa z organizacją FEN. Stoczyłeś tam kilka walk, były to porażki. Teraz masz po prostu się odbudować?
JC: Walczyłem do tej pory tylko z najlepszymi. Numerami jeden w swoich kategoriach wagowych. Na FEN 5 zestawiono mnie z najlepszym zawodnikiem w Polsce bez podziału na kategorie wagowe. Paweł Biszczak mnie zaskoczył. To była moja pierwsza porażka. Nie tylko pierwsza w Polsce, ale i w całej karierze sportowej. Długo nie mogłem się z tym pogodzić. Zablokowałem się. Nie byłem w stanie się skupić. Teraz, prawie po dwóch latach od tego pojedynku, znów czuję się sobą. Mam nadzieję, że wkrótce polska publiczność zobaczy, dlaczego dawno temu uzyskałem przydomek Hannibal.

- Nawet przy wchodzeniu do ringu wzbudzasz emocje. Skąd to się bierze?
JC: To już pytanie nie do mnie. Zawsze byłem kontrowersyjną postacią. Mnie się albo kocha albo nienawidzi. Moim zdaniem wizerunek zawodnika jest ważny, sprawia jak jesteś zapamiętywany. Publiczność oczekuje show. Reakcje tłumu napędzają walkę, zapewniają atmosferę na gali. Zawsze jestem ogromnie wdzięczny za doping.

- Od samego początku walki idziesz do przodu. Czy zawsze jest taki plan, czy jednak ty należysz do zawodników, którzy nie układają planów?
JC: Plan jest zawsze, ale prawie nigdy się go nie trzymam. Moje najefektowniejsze walki to takie, w których totalnie się zatracam. Jestem jak maszyna, głuchy na wskazówki. Nie brzmi to najlepiej, ale staram się nie myśleć w ringu. Górę bierze instynkt i chęć zwycięstwa.

- Ostatnio Paweł Biszczak walczył z Wojciechem Wierzbickim o pas FEN. Na pewno widziałeś, co możesz powiedzieć o tej walce?
JC: Nie jestem obiektywny. Oglądaniu walk moich rywali zawsze towarzyszą ogromne emocje. Nie zawsze zgadzam się z werdyktem sędziowskim. Trudno wygrać z Pawłem Biszczakiem na punkty. Jedynie knockout nie pozostawiłby żadnych wątpliwości.

- Jakie masz plany, cele na rok 2017?
JC: Z nowym rokiem przychodzą postanowienia. Będę wymagać więcej od siebie. Będę rzetelnie przygotowywać się do każdej walki. Będę starał się być lepszym zawodnikiem i lepszym człowiekiem.

- Czy chcesz coś przekazać mazurskiej publiczności oraz Arkadiuszowi Dembińskiemu?
JC: Droga mazurska publiczności, nie mogę doczekać się by was poznać. Obyśmy spotykali się jak najczęściej. Będę wdzięczny za wsparcie. Arku, liczę, że będzie to zapierający dech w piersiach pojedynek, który na długo pozostanie w pamięci.

- Dziękuję za rozmowę. Jeżeli chcesz kogoś pozdrowić, lub podziękować to proszę bardzo.
JC: Chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy nigdy we mnie nie zwątpili. Nigdy nie przestanę dziękować Tomaszowi Skrzypkowi. To nie tylko trener, jest dla mnie jak przyjaciel i członek rodziny. Dziękuję też swojej rodzinie, to oni napędzają mnie do działania. Bez nich nie był bym tu, gdzie jestem obecnie. Zapraszam wszystkich serdecznie do Giżycka 25 lutego!

Rozmawiał Arkadiusz Hnida

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.