LEWANDOWSKI: MAMED BYŁ ZSZOKOWANY SKALĄ HEJTU

Artur Gac, interia.pl

2017-02-11

Współwłaściciel federacji KSW Martin Lewandowski w rozmowie z portalem Interia odniósł się do walki Mameda Khalidova z Borysem Mańkowskim w umownym limicie. Najciekawszy jednak był wątek zakrętu na jakim znalazł się Mamed, kiedy z niezwykle popularnego i uwielbianego przez kibiców zawodnika KSW, stracił w oczach kibiców po słabej walce z Azizem Karaoglu.

- W związku z tym, walczący na co dzień w różnych kategoriach wagowych Chalidow i Mańkowski, będą musieli spotkać się w umownym limicie.
MK: Wszyscy zawodnicy, którzy walczą w różnych kategoriach, zastanawiają się, czy poradziliby sobie z rywalem, pomimo różnicy wagowej. Nasi mistrzowie różnych kategorii wielokrotnie porównywali się do Mameda, czy też byli z nim zestawiani, więc taka konfrontacja "międzywagowa" jest pewnym, naturalnym procesem. Zresztą padła też taka propozycja, którą wysunął ktoś z internautów, żeby Tomasz Narkun zawalczył z Mamedem. W związku z tym nie jest to nic szokującego.

- Szokująca była skala odpływu kibiców od Chalidowa po starciu z Karaoglu. Zresztą miałem wrażenie, że sam Mamed nie do końca potrafił dać sobie radę ze skomasowaną krytyką. Sprawiał wrażenie kompletnie zaskoczonego tym nagłym zjawiskiem.
MK: Ktoś, kto wspina się po szczeblach medialności i popularności, po drodze mierząc się z przeszkodami, przywyka do pewnych negatywnych opinii. Natomiast w przypadku Mameda było zgoła inaczej. Gdy wchodził najpierw do ringu, a następnie klatki KSW, to od razu wszyscy go hołubili, bili mu brawo i nigdy nie doświadczył negatywnego spojrzenia. Nagle, po latach wynoszenia na piedestał, rzeczywiście bardzo mocno oberwał rykoszetem za wszystkie okoliczności, które wydarzyły się przy okazji majowej gali. Myślę, że każdy zachowałby się w podobny sposób, będąc zdziwionym i nie wiedząc, jak zareagować.

- Czuł niemal bezgraniczną miłość, aż tu nagle...
MK: ...miłość tłumu, w przeciągu dziesięciu minut, zmieniła się w jakąś dziką nienawiść. Ja sam byłem mocno zszokowany, bo to też odbiło się na mnie, jako całej federacji KSW. Ludzie chodzą na gale, świętują z nami wspólnie, po czym wydarzyła się taka sytuacja... A przecież to nie była żadna ustawka, werdykt nie był przekrętem, co zresztą parokrotnie udowodniliśmy, ale odbiór ludzi był inny. W jednej chwili staliśmy się najgorszą federacją na świecie, a w mediach społecznościowych były na nas wylewane wiadra pomyj. To było szokujące, przy czym ja z takimi zjawiskami mierzę się na co dzień, a mający ograniczony kontakt z hejtem Mamed był w ciężkim szoku. I wcale mu się nie dziwię.

- Faktem jest, że nie potrafił sobie poradzić z tą sytuacją.
MK: Ale on nie jest od tego. Po prostu pokazał ludzkie emocje i wycofał się z życia publicznego. Może środowisko bardziej oczekiwało, że stanie przed kamerą i odpowie na wszystkie zarzuty, pokazując absurdalność tej sytuacji. Mamed przeżył to na własny sposób i boleśnie przekonał się, jaka jest natura hejtu. Ta sytuacja pokazała, że przez wiele lat można być noszonym na rękach, po czym wystarczy jedna gorsza walka i okazuje się, że jesteś nic niewarty.

Rozmawiał Artur Gac

Czytaj więcej na Interia.pl