MMA AMATOR CUP - NOWA, WYSOKA JAKOŚĆ MMA W POLSCE

W Łęcznej w województwie lubelskim odbyła się pierwsza edycja MMA Amator Cup pod patronatem polskiej i światowej federacji amatorskiego MMA. Organizator Konrad Płaza zrobił doskonałą galę, na najwyższym poziomie organizacyjnym, której może uczyć się większość organizatorów. Sam osobiście jestem zachwycony tym projektem.

Wydaje się, że sala do rozgrzewki z matą, lekarz przed i po walce, profesjonalni taperzy, cutman, sędziowie to standard w świecie MMA. Prawda jest niestety zgoła odmienna i często sędziami są koledzy zawodników, trenujący w tym samym klubie, podobnie cutman, a lekarza zwykle nie ma i zastępują ich ratownicy medyczni. Sam byłem na wielu takich imprezach ale na szczęście Konrad Płaza pokazał, że można to zrobić inaczej. 

Co do samych walk. Walczyli zawodnicy, którzy nie mają jeszcze pojedynków zawodowych na swoim koncie, co oczywiście oznaczało różny poziom sportowy fighterów. Na pewno na bardzo duży plus zasługują zawodnicy, którzy wystąpili w walkach wieczoru: Artur Pawlik z Forca Club MMA Dęblin oraz Cezary Oleksiejczuk z Górnika Łęczna. Ci dwaj Panowie jeśli będą dalej ciężko trenować będą czołowymi zawodnikami swoich dywizji w Polsce. Podczas gali w Łęcznej doszło do trzeciego pojedynku z ich udziałem i z tej trylogii zwycięsko wyszedł brat czołowego zawodnika wagi półciężkiej w Polsce. Jestem pewny, że dwaj mistrzowie AFC spotkają się jeszcze przynajmniej raz w pojedynku o pas czołowej polskiej organizacji za kilka lat, jakkolwiek by ta organizacja się nie nazywała. Na uwagę zasługuje również Rafał Litwiniuk z Pankrationu Włodawa. Przedstawiciel włodawskiej szkoły zapasów w każdej walce, którą oglądałem z jego udziałem popisuje się fenomenalnymi rzutami zapaśniczymi i również wróżę mu świetlaną karierę. Oczywiście na razie jest surowym zapaśnikiem, który ma również wiedzę o brazylijskim jiu jitsu, jednak daleko mu na razie do Oleksiejczuka czy Pawlika z umiejętnościami i jeśli podciągnie stójkę i doszlifuje parter będzie odgrywał znaczącą rolę w dywizji średniej czy półśredniej, zależy w jakiej postanowi walczyć. Na pewno już dzisiaj jest jednym z najlepszych zapaśników, wykorzystujących swój sport bazowy w polskim MMA. Bardzo dobrze na tle rywala zaprezentował się również Paweł Milanowski z Górnika Łęczna, który zaimponował mi przede wszystkim kocimi ruchami w parterze. Naprawdę świetnie się oglądało kontrolę z pozycji bocznej w wykonaniu Pawła zakończoną duszeniem anakonda. Była to dopiero pierwsza walka amatorska Pawła i mam nadzieję, że nie zboczy z drogi wojownika i za parę lat będzie odgrywał znaczącą rolę w polskim MMA.

Pozostali zawodnicy albo wygrywali na tyle szybko, by cokolwiek o nich napisać poza tym, że skończyli walkę w niecałą minutę, jak podopieczny Łukasza Bliskiego z klubu Marga Radom, Piotr Kacprzak. Na pewno kolejne występy na galach MMA Amator Cup odpowiedzą na pytanie dotyczące potencjału poszczególnych zawodników. 

Nie można nie dopatrzeć się paru minusów gali, chociaż było ich naprawdę niewiele, a sam znalazłem tylko jeden. Zastanawia mnie jedna rzecz. Gala była sygnowana logiem Polskiej Federacji MMA oraz Światowej Federacji Amatorskiego MMA. Jak dobrze pamiętam, to walki na Mistrzostwach Świata odbywają się w ochraniaczach na piszczele. Tego zabrakło podczas wczorajszego wieczora. Rękawice były odpowiednie, zawodnicy nie walczyli w rękawicach do rywalizacji zawodowców, a w rękawicach treningowych, które są odpowiednio większe. Niestety nie udało mi się zapytać zabieganego organizatora, dlaczego zawodnicy nie walczą w ochraniaczach na piszczele i jestem ciekawy, czy przy kolejnych edycjach się one pojawią. Być może podczas Mistrzostw Świata IMMF są one używane, bo zawodnicy toczą w drodze po tytuł kilka walk i zakładają je, by się za mocno nie porozbijać. Tutaj była tylko jedna walka, doskonale przygotowująca do walk zawodowych, co z pewnością stanie się udziałem większości uczestników wczorajszej gali.

Słowem podsumowania można uznać imprezę za wzorową, wprowadzającą nową jakość do amatorskiego MMA w Polsce. Zawodnicy planujący kariery zawodowe, po stoczeniu przynajmniej kilkunastu walk w ALMMA powinni spróbować swoich sił właśnie w walkach, jakich format widzieliśmy na MMAC i dopiero potem próbować sił zawodowo. Jak wiadomo, w MMA rekord jest bardzo ważny, a mając nawet wiele wygranych i zaledwie kilka porażek, droga do UFC może być zamknięta dla fighterów. Tym samym w dniu wczorajszym z zadowoleniem opuszczałem Łęczną z nadzieją, że projekt Konrada Płazy będzie tak dużym projektem, że w każdym tygodniu będą odbywały się podobne gale amatorskiego MMA w całym kraju.

 

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.