IRENEUSZ CHOLEWA: WALKA SPRAWA MI WIELKĄ RADOŚĆ

Arkadiusz Hnida, Informacja własna

2017-03-29

Przedstawiamy rozmowę z Ireneuszem Cholewą, który pierwszego kwietnia wystąpi na Spartan Fight 7, a zmierzy się z solidnym zawodnikiem Berkut Arrachion Olsztyn Adamem Kowalskim.

'Prymus' stoczył ważną walkę we Włoszech na gali Venator FC 3, przegrał wtedy z Jackiem Hermanssonem, który jest teraz zawodnikiem UFC. Mimo wszystko nasz reprezentant nie dał łatwego zadania rywalowi, toczył wojnę do trzeciej odsłony. Później opadł z sił, nie miał ich na trzecie starcie z utalentowanym Norwegiem. Irek Cholewa po ostatniej porażce zapowiedział, że kończy z MMA, ale jednak zdecydował się na kolejną walkę. Starcie z Pavlem Sabadashem było świetne, oglądaliśmy doskonałe wymiany, ale żadnemu z zawodników nie udało się znokautować rywala. W drugiej rundzie walka przeniosła się do parteru, Ukrainiec wykorzystał moment nieuwagi Cholewy i zmusił go do poddania.

- Cześć Irek. Jak samopoczucie przed kolejną walką?
Ireneusz Cholewa: Siema, wyśmienicie, fluidy szczęścia płyną do mnie, a ja potrafię je przyjmować. Szczęście wypełnia moje czakry, a ja potrafię się nim cieszyć.

- Jak wyglądają przygotowania do tego starcia?
IC: Wyjątkowo wyśmienicie, jestem już na siódmym poziomie samoakceptacji własnych słabości. Wieczorami zamykam się w piwnicy i ciężko myślę o przygotowaniach. Poza tym standard, jeżdżę do macierzystego klubu czyli WARDOGSów plus Sparta Chorzów, tu podziękowania dla trzech Maćków, czyli Poloka, Browarskiego, Surmy oraz Roberta Radomskiego, za stałe podnoszenie moich umiejętności. Stójkę trenuję pod okiem Azora i Bartosza.

- Po ostatnim pojedynku ogłosiłeś zakończenie kariery. Jednak 'ciągnie dzika do lasu'?
IC: Bardziej wilka do lasu, tym bardziej, że raczej nazywam siebie psem, w pogoni za nagrodą. Ale rozumiem, że słowo dzik jest powiedziane jako komplement, zatem dziękuję. Tak, ryję to całe MEMEMŁA (śmiech). Wiesz, teraz traktuję to jak seks po rozstaniu. Czerpię przyjemność, przy braku konsekwencji, z nie wykonywania obowiązków.

- Ten ostatni pojedynek z Ukraińcem, na samym początku był dobry, potem jednak było już gorzej. Co poszło nie tak?
IC: Dziś już wiem, że to był bardzo zły okres dla mnie, gdyż Venus weszła w koniunkcje z Jowiszem, co skutkowało kolizją na linii przepływu energetycznego wagi ze skorpionem. To spowodowało dla mnie jako panny złą wibracją wewnętrznego ID. Za bardzo napaliłem się, jak dzieciak na szybkie skończenie pojedynku.

- W głowie masz rewanż z tym zawodnikiem?
IC: Nie mam jakiś negatywnych myśli i chęci udowodnienia sobie czy komuś, że to było potknięcie. Biorę życie jakim jest i cieszę się nim pomimo, że czasem stara się ubrudzić moje czoło złą energią. Dzięki temu wciąż odkrywam kim jestem i na co mnie stać. Sparta wymaga poświęcenia i jeśli Sparta będzie sobie życzyć, to nie odmówię. THIS IS SPARTA!

- Wracasz na walkę, która jest jeszcze większym wyzwaniem, bo Adam Kowalski na 'papierze' niewątpliwie takim jest?
IC: Jak powiedziałem - THIS IS SPARTANFIGHTm so let's FIGHT.

- Zapewne widziałeś jego ostatnią walkę na Spartan Fight z Francuzem. Zrobiła na tobie wrażenie?
IC: Nie potrafię się doczekać, po to właśnie wracam.

- Będzie to trzecia walka dla Spartan Fight. Co możesz powiedzieć o organizacji?
IC: Jak dla mnie najlepsza organizacja z jaką się związałem, jestem bardzo szczęśliwy, że mogę dla nich walczyć, więc nie wybieram w przeciwnikach, tylko jak mówią: Irek mamy dla Ciebie walkę, to mówię dawaj, zróbmy to. Po za tym dbają o zawodników, jeśli pojawiają się jakieś przeciwności to pomagają jak mogą, by zawodnik był w 100% gotów. Już wcześniej to mówiłem, z gali na gale robią się coraz więksi, zbierają doświadczenia i przekuwają je na sukces.

- Jesteś po serii porażek, teraz też mentalnie, jak i psychicznie trudniej jest podejść do kolejnego pojedynku?
IC: Co ty, wiem ile mi to sprawia radości, wiem ile na każdej z walk zostawiłem zdrowia, więc przychodzi czas siania i czas zbiorów, a ja akceptuję tą pozytywną energię, które płynie do mnie i witam je z uśmiechem. Więc niesiony tą falą płynnego szczęścia i dobroci serfuję w oceanie życia.

- Powiedz nam na koniec, jakie plany i cele sobie postawiłeś na ten rok 2017?
IC: Na dniach rodzi mi się córa, więc priorytety są w rodzinie, zobaczymy czy uda mi się, albo jak będzie mi wychodziło łączenie opieki nad oseskiem, praca, treningi, swoje i podopiecznych. Na bank będę startował w zawodach grapplingowych, co z startami w MMA to się okaże, jak łaskawa będzie karma.

- Dziękuję za rozmowę. Jeżeli chcesz kogoś pozdrowić, lub podziękować to proszę bardzo.
IC: Dzięki i bardzo bym chciał na początku podziękować restauracji LUNCHOWNIA w Częstochowie, na ul. Waszyngtona 18, za catering do walki. Póki co współpraca z nimi jest fenomenalna, posiłki nie dość, że są przepyszne, to wciąż zaskakują mnie różnorodnością i bogactwem smaku, więc na nudę w odżywianiu nie narzekam, a co najważniejsze waga idzie w dół. Dalej chciałem przeprosić narzeczoną, że ma tyle roboty ze mną w domu, a praktycznie mnie w nim nie ma. No i podziękować za wyrozumiałość. Następnie dla smutnego Bartosza, który mnie motywuje do treningu, nawet jak już mam serdecznie dość, Azorowi za cenne wskazówki i układanie mnie pod względem stójkowym do walki, Zyziorowi za lata współpracy i przygotowań bokserskich. Kubłowi za pomoc w przygotowaniach siłowo-kondycyjnych. Chłopakom z "psiarni", zawszę mogę liczyć na Tomka, Michała, Bartka, Szymona, że przeciorają mnie technicznie w parterze i klinczu. Oczywiście mamie i tacie. Bogu i Wszechświatu, że jesteśmy tylko pyłkiem w ich kopalni kurzu. Więc pamiętaj czytelniku drogi, że nie ważne jakie byś miał problemy, to Wszechświat jest nieskończony, będzie istniał jeszcze tyle, że zdążysz zapomnieć z czym się dziś zmagasz. No chyba, że to zgaga, zgagi się tak szybko nie zapomina. Pokój.

Rozmawiał Arkadiusz Hnida

Przedstawiamy również ostatni pojedynek Ireneusza Cholewy: