RAFAŁ NIESTRZĘBA: WYSZEDŁEM Z CHŁODNĄ GŁOWĄ

Mistrz świata K-1 Global, Rafał Niestrzęba w zeszły weekend brał udział w turnieju K-1 w Niemczech na gali Welcome to the East 2. Niestety pochodzący z Kłodzka zawodnik doznał kontuzji po drugiej walce i nie mógł wyjść do walki finałowej. Udało nam się porozmawiać z Rafałem o wyjeździe i planach na najbliższą przyszłość. Zapraszamy do lektury wywiadu.

Cześć Rafał jak zdrowie po walce? Co to za kontuzja?

Rafał Nistrzęba: Witam wszystkich czytelników. Niestety doznałem kontuzji kostki. Mam opuchnięte piszczele obu nóg i jedną kostkę spuchniętą. Powiem szczerze, że naprawdę mało kopałem na tej gali chociaż bardzo lubię kopać middle kicki. Chciałem dopiero w finale odpalić swoją najgroźniejszą broń. Z jedną kostką napuchniętą bym wyszedł, ale miałem obie spuchnięte i czułem wewnątrz stawu skokowego, że coś jest nie tak. Nie chciałem ryzykować zdrowia. Gdyby walki były jedna po drugiej bez żadnej przerwy to bym pewnie wyszedł. Przerwy między walkami miałem około godzinę i nie byłem w stanie już się nawet rozgrzać do finałowego pojedynku. Po drugiej walce poczułem ból.

Sama gala jak wyglądała?

RN: Bardzo dobrze, było ponad tysiąc osób na widowni, wszystko było zorganizowane jak w zegarku. W moim przypadku pomagał mi Dominik Zadora, który pojechał razem ze mną i stał w moim narożniku. Miałem szatnię z innym zawodnikiem, więc też nie gnieździliśmy się jak w ulu. Mogę porównać to do gali DSF Eliminator w Piasecznie tylko z większą pompą. Ważenie było w galerii handlowej, co było ciekawym rozwiązaniem, na gali była telewizja internetowa, na której wciąż są moje walki, więc serdecznie zachęcam do oglądania.

Jesteś zadowolony z występu?

RN: Mimo wszystko tak, bo powiem szczerze, że były to pierwsze walki, w których wyszedłem z jakąś taktyką i ją realizowałem. Wcześniejsze moje walki to były bójki bez planu, walczyłem po prostu na hura. W Niemczech jednak wyszedłem z chłodną głową, co zaprocentowało w ringu dwoma wygranymi walkami. W końcu zawalczyłem tak jak chciałem i mam nadzieję, że do kolejnych walk też mi się uda tak podejść.

Wiem, że jesteś fanem ciasteczek i innych słodkości. Dużo tego typu rzeczy wjechało do jadłospisu po walce?

RN: (śmiech) Co tam nie wjechało. Cały weekend ładowałem węglowodany, jednak tylko dwa dni cheat mealów i wracamy do ciężkiej pracy. Walczyłem w kategorii do 65 kg, w której czuję się doskonale, bo nie muszę zbijać za dużo wagi. W Niemczech nie miałem problemów z warunkami fizycznymi rywali, bo tylko mój półfinałowy rywal był wyższy. W drugiej części drabinki był naprawdę wysoki zawodnik, ale odpadł w półfinale. Cieszyłem się z tego faktu, bo zawsze jest tak, że im wyższy rywal tym trudniej.

Zwłaszcza chyba w Twoim przypadku, bo jesteś raczej zawodnikiem Muay Thai: kopnięcia w dystansie i klincz.

RN: Można tak powiedzieć, bo te techniki uważam za najlepsze w moim arsenale, ale ostatnio naprawdę bardzo dużo pracuję nad boksem, nad obroną. Trenuję z moim kolegą Władkiem Mieszkowem, Ukraińcem z doświadczeniem pięściarskim. Lubimy ze sobą trenować i mam nadzieję, że będziemy częściej ze sobą ćwiczyć. Ponadto średnio dwa razy w tygodniu chodziłem do Bartka Batry na sparingi i technikę. Robiliśmy sparingi, a także zadaniówki w formie zabawy. Jesteśmy podobnych rozmiarów, więc sparingi między nami są wręcz wskazane.

Przejdźmy do Twojego klubu, Beast Gym Wrocław. Jak frekwencja?

RN: Chodzą ludzie, ale nie ma jakiegoś szału. Nie mam też jakiegoś parcia na promowanie tej działalności, bo też jestem cały czas zawodnikiem i zamiast dbać o reklamę dbam o swoją formę. Są już zawodnicy, stoczyliśmy kilka walk. Większe sukcesy przyjdą jednak z czasem i z zaangażowaniem zawodników. Ponadto raz na jakiś czas prowadzę seminaria w klubie mojego przyjaciela, Marcina ze Stronia. Wydaję mi się jednak, że ludzie nie chcą trenować sportów walki, a jedynie oglądać. Młodzi nie chcą się bić, bardziej im zależy na muskularnej sylwetce i chętniej uczęszczają na siłownię. 

W tym roku we Wrocławiu będą rozgrywane The World Games, które chyba Ciebie ominą…

RN: Wszystko na to wskazuje. Nie walczyłem na Mistrzostwach Polski K-1 w Legnicy z powodu choroby. Nie ukrywam, że liczę jeszcze może na jakąś dziką kartę. Na pewno chcę tam wystąpić, bo mieszkam obecnie we Wrocławiu, a ponadto prestiż tej imprezy jest bardzo duży. Na razie jednak jest niewiele przesłanek ku temu, że wystąpię, ale zobaczymy.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE
KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.