OD POCZĄTKU DO KOŃCA: BORYS MAŃKOWSKI

Przedstawiamy drugą część serii 'Od Początku do końca', w której przybliżamy wam sylwetki waszych ulubieńców. Tym razem wzięliśmy na tapetę Borysa Mańkowskiego (19-5-1), mistrza organizacji KSW w dywizji półśredniej, który już dwudziestego siódmego maja stoczy walkę życia na Stadionie Narodowym w Warszawie. Na KSW 39 stanie do najważniejszego pojedynku w karierze, zmierzy się z mistrzem wyższej dywizji Mamedem Khalidovem (32-4-2).

Borys Mańkowski to od kilku lat najlepszy zawodnik kategorii półśredniej w Polsce. Reprezentant Ankosu MMA Poznań zdobył tytuł mistrza KSW w maju 2014, poddając w drugiej odsłonie kuzyna Khalidova - Aslambeka Saidova. Od tego czasu „Diabeł Tasmański” wygrywał w klatce KSW czterokrotnie, trzy razy broniąc tytułu w pojedynkach z Davidem Zawadą, Jessem Taylorem i Johnem Maguire’em. Tego ostatniego Mańkowski doszczętnie rozbił na grudniowej gali KSW 37 w Krakowie, notując jednocześnie szóstą wygraną z rzędu.

- Cześć Borys! Zacznijmy od początku. Jak to się stało, że pojawiłeś się w MMA?
Borys Mańkowski: Od początku miałem styczność ze sportami walki, Ojciec trenował judo, Mama próbowała swoich sił w karate oraz judo, a z bratem po walkach Andrzeja Gołoty szliśmy do pokoju, zakładaliśmy skarpetki na ręce i toczyliśmy sparingi. Jednak na pierwszą salę trafiłem w wieku 6 lat. Było to aikido u Karola Matuszczaka, z racji tego, że byłem dzieciakiem, to bardziej była to gimnastyka niż trening, ale już się gdzieś tarzałem. Kiedy miałem jakieś 10 lat, chodziłem przez dwa lata na kung fu - wing tsun, ale poważnie zaczęło się dopiero wtedy, kiedy poznałem mojego wuefistę w gimnazjum Antoniego Obryckiego i trafiłem na zapasy w stylu klasycznym. Od samego początku dawałem z siebie wszystko i już po roku trenowania mogłem stawiać opór chłopakom trenującym zapasy od szczenięcych lat. W wieku 16 lat trafiłem na filmik - highlight z UFC, od razu się zakochałem w MMA i chciałem tego spróbować. Wróciłem do Karola Matuszczaka, gdyż on jako pierwszy prowadził grupę BJJ i MMA, i tak to się zaczęło. Później miałem różne przygody, zmiany, aż ostatecznie trafiłem do Ankosu, gdzie będę trenował już do końca swojej kariery.

- Trafiłeś do Ankosu Zapasy Poznań, jak ci szło na początku?
BM: Chciałem udoskonalić swoje zapasy w stylu wolnym, więc poszedłem do klubu Grunwald PŃ. Pamiętam, że na początku wszyscy mnie olewali, bo bylem nowy i jedyne osoby, które się na ten czas mną zajęły, to byli Andrzej Kościelski oraz mój kolega Złoty. Zaczęli mi pokazywać i udoskonalać podstawowe akcje zapaśnicze ze stylu wolnego, później zaczęliśmy to łączyć z tym co już w miarę miałem wyrobione, czyli stójka i BJJ. Tak zaczęliśmy tworzyć historię Ankosu, do którego zaczęło trafiać coraz więcej chłopaków ze względu na moje, nasze wyniki.

- Poza MMA miałeś też jakieś inne pomysły, na spróbowanie sił w innym sporcie?
BM: Nigdy, jeśli chodzi o sport interesowały mnie tylko sporty walki, a MMA jest najpiękniejszą ich formą. Tak, więc robię właśnie to, już nie mówiąc o tym, że tylko tutaj. No i w boksie da się zarobić.

- Wróćmy do twoich pierwszych walk w MMA. Były to inne czasy i nie były to dobre warunki?
BM: Nie było w ogóle dobrych warunków ku temu by móc zarabiać. Tak naprawdę taka okazja rozpoczęła się dopiero, kiedy pojawił się na scenie Mariusz Pudzianowski, Mamed oraz Paweł Nastula, to dzięki nim można coś zarobić i już zawsze będę im za to wdzięczny.

- Należałeś do tych grzecznych dzieci?
BM: Raczej zawsze byłem pozytywny i prawie grzeczny. Moje bójki czy jakiekolwiek "akcje" wynikały bardziej z tego, że zawsze stawałem w obronie słabszych, lub kiedy nie podobały mi się jakieś chamskie zachowania innych dzieciaków.

- W swoim dorobku masz walki z Mairbekiem Taisumovem czy Peterem Sobottą. Oglądasz ich poczynania teraz w UFC?
BM: Oczywiście, mało tego, utrzymuję kontakt zarówno z jednym, jak i drugim. Oczywiście kibicuję im za każdym razem.

- Pojawiłeś się na KSW 14. Można powiedzieć, że rosłeś wraz z organizacją. Z roku na rok było to chyba już tylko bardziej widoczne?
BM: Zdecydowanie, zaczęły się wtedy jakiekolwiek poważniejsze zarobki, w dodatku do naszego "teamu" dołączył Mariusz Stachowiak, który również pomagał mi w łapaniu sponsorów i ofert walk. Do tego gdzieś tam zawsze pomagali mi chłopaki z miasta, którzy we mnie wierzyli i oczywiście bardzo im za te lata dziękuje (Ś.P. Maska, Krystek z Zielonki, Artur).

- Tak na prawdę twoja nowa wersja, pojawia się już w walce z Benem Lagmanem?
BM: Może nie nowa, ale wyjątkowo udoskonalona. Łukasz Rajewski oraz S.Rzadkiewicz to były osoby, które wyniosły moją stójkę na zupełnie inny level.

- Przełomowa była gala KSW 37, pojawiła się klatka, a ty zostałeś nowym mistrzem. Walka z Saidovem to jeden z największych łupów w karierze?
BM: Nie ma co ukrywać, otworzyło mi to drogę.

- Jakie to uczucie mieć na biodrach pas czołowej organizacji w Europie?
BM: Szczerze mówiąc byłem na to gotowy od zawsze, ale nie ukrywam, że czuję się dumny i spełniony. Zrobiłem to, o czym zawsze mówiłem. Ci co mnie znają bardzo długo wiedzą, że zawsze stawiam na swoim i spełniam swoje obietnice.

- Kolejne walki toczyłeś już z zagranicznymi zawodnikami. Chyba każdy zawodnik na to liczy i nie chce bić się z rodakami?
BM: Dokładnie tak, może wyjątek stanowią Stany Zjednoczone, Brazylia - z racji na wielkość kraju, ale u nas w małej Polsce wszyscy się znamy i nie łatwo walczyć 'ze sobą'.

- Szybko po tym stałeś się bardzo rozpoznawalnym zawodnikiem MMA w Polsce. Czy było jednak trudno odnaleźć się w nowej sytuacji?
BM: Absolutnie nie, ludzie którzy mają z tym problem nie powinni zaczynać marzyć o zdobyciu sukcesu. Trzeba pamiętać, że to nie jest już tylko sport, ale show, a co z tym idzie, trzeba umieć się odnaleźć w tym 'wielkim' świecie.

- Jesteś świetnym zapaśnikiem, myślałeś może o występach na Igrzyskach Olimpijskich?
BM: Szczerze mówiąc to nie, już po dwóch latach uprawiania zapasów zaczynałem się nudzić i szukałem czegoś nowego, jak widać znalazłem.

- Wszyscy zawodnicy podkreślają, że największym celem w karierze jest UFC. U ciebie jest podobnie?
BM: Tak jak każdy alpinista chce dotrzeć na Mont Everest, tak każdy chce zdobyć pas UFC, ja również.

- Nigdy jednak chyba nie mogłeś narzekać na przeciwników, których ściągała ci organizacja, bo były to kolejne wyzwania?
BM: Dokładnie tak. KSW zawsze znajduje mi odpowiednich rywali, za co im bardzo dziękuję.

- Była też walka w grapplingu z Mateuszem Gamrotem. To chyba ciekawa opcja, bo możecie pokazać jak wygląda sparing dwóch mistrzów, którzy w tych właśnie sparingach się nie oszczędzają?
BM: My się nigdy nie oszczędzamy. To nie spełznie też uśmiech z twarzy żadnemu z nas.

- Sama walka przed tyloma ludźmi na Stadionie Narodowym, czym jest dla ciebie?
BM: Czymś fantastycznym, ja już dosyć się nawalczyłem w małych halach, szukam kolejnych wyzwań, a Mamed jak i stadion to jest to, co spełni moje oczekiwania i to w 150%.

- Należysz do ludzi, którzy lubią podróżować, a z tym wiążą się też plany. Po zakończeniu kariery na pewno chciałbyś się tym zająć, powiedz dokładnie o co chodzi?
BM: Żyję teraźniejszością, ale jakieś generalny plan na przyszłość też trzeba mieć. Moim jest stworzenie własnego programu podróżniczego, w którym nacisk byłby nałożony oczywiście na podróże, ale również sporty walki, sporty ekstremalne, ciemną stronę danych miejsc oraz to czego ludzie nie chcą pokazywać w swoich blogach, programach TV. Odpowiedź .... dostaniecie za 7 lat.

Rozmawiał Arkadiusz Hnida

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE
KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.