PRZEKONAĆ HATERA

Przyznam już na początku, całkiem szczerze, że nigdy nie byłem fanem Łukasza Jurkowskiego. Najpewniej dlatego, że kiedy zacząłem interesować się polskim MMA to prym w wadze półciężkiej wiedli: Mamed Khalidov, Jan Błachowicz czy Antoni Chmielewski. Może gdyby moje zainteresowanie zaczęło się od pierwszej gali KSW, to 'Juras' byłby jednym z moich ulubieńców.

Wszystko jednak zmieniło się po KSW 39. Wróćmy pamięcią do sobotniego wieczora. Łukasz Jurkowski wychodził do klatki w momencie, w którym oglądający galę w systemie pay per view fan MMA i jego znajomi mieli już nieco w czubie. Alkohol krążący w żyłach już działał i po zakończeniu pojedynku powiedziałem: raz że nudna walka, dwa że słabo pamiętam pierwszą rundę z powodu podróży na balkon, a właśnie owa pierwsza runda miała zadecydować. Okazało się, że Juras wygrał. Siedzący obok znajomi zapytali: wałek? Wszystko zależy od tego kto wygrał pierwszą rundę, a że w ogóle jej nie pamiętałem, a właściwie to nie oglądałem to nie wiem. Tak brzmiała moja odpowiedź. Miałem nadzieję, że sędziowie wskazali zwycięzcę walki zgodnie z wydarzeniami z klatki, a nie pod wpływem jakiś osób. W końcu bardzo długo nie było słychać o skandalach z udziałem sędziów punktowych, a ostatnią sytuacją, którą przypominam sobie były pomylone karteczki po walce Thompson vs Pudzianowski. Wtedy winowajcą okazał się punktujący tamtą walkę trener Berserker's Team Szczecin, legenda polskiego MMA i BJJ, Piotr Bagiński. Później słyszeliśmy o walkach do dwóch zwycięstw. Jednak przypadków, że obcokrajowcy przyjeżdżali do nas na walki i zostali perfidnie oszukani na punktach nie było. Pomyślałem więc, że trzeba jak najszybciej obejrzeć tą pierwszą rundę.

Obejrzałem ją już na trzeźwo i nie mam pojęcia, jak można podważać zwycięstwo Jurasa. Przed walką wydawało się, że Sokodjou zdominuje pierwszą rundę o ile w ogóle nie skończy Warszawianina. Nie obstawiałem tej walki, bo bałem się, że może dojść do jakiejś niespodzianki w wykonaniu sędziów, a smród po niej byłby trudny do wywietrzenia. Gdybym jednak koniecznie miał kogoś wybrać, postawiłbym na Soko. Wróćmy jednak do samej walki. Kto widział rundę pierwszą jako wygraną przez Sokodjou? Jeśli znajdą się tacy, to bez wątpienia nie mają oni pojęcia o sędziowaniu walk w MMA. Wystarczy policzyć ilość celnych uderzeń, a że względu na ich ilość nie jest to trudne, by spokojnie punktować na korzyść Polaka. Ktoś krzyknie: ale Soko przewrócił Jurasa to jak! No właśnie, Juras ile był na tyłku w tej pierwszej rundzie? Czy Sokodjou w jakiś sposób to wykorzystał? Czasy kiedy wystarczyło przewròcić rywala i nic nie robić na szczęście minęły, oby bezpowrotnie. Jednak nie jest to artykuł, który ma wychwalać sędziów, a zawodnika i trenera z Warszawy.

Co do werdyktu to się zgadzam, 29-28 dla Jurasa jest adekwatne do tego, co widzieliśmy w okrągłej klatce KSW. Jednak nie fakt, że Juras wygrał sprawia, że będę mu kibicował w kolejnych walkach. Oczywiście skłamał bym, jeśli powiem że mu wcześniej nie kibicowałem. W walkach z rywalami zza granicy zawsze kibicuję Polakom i tak było kiedyś z walkami Jurasa. Nie czekałem jednak na jego walki, nie przechodziły mnie ciarki na dźwięk jego nazwiska.

Jako człowiek, który zaczynał trenować w filii Mirosława Oknińskiego brałem słowa trenera za pewnik. Trener Okniński opowiadał, że Juras to chorągiewka, obiera taki kierunek jak wiatr. Ponadto nigdy nie byłem wielkim fanem Legii Warszawa, mimo pochodzenia z takich stron Mazowsza, gdzie CWKSowi kibicował każdy. Po prostu nie lubiłem i dalej nie lubię piłki nożnej. Juras mocno się utożsamiał z Legią, a mi po prostu taki image w żaden sposób nie imponował. Ponadto znam wielu zawodników i zawodniczek, którzy trenowali pod Jurasem i wysłuchałem kilku dziwnych dla mnie historii. Jednak nie podejście trenerskie Jurasa jest tematem artykułu.

Czym Juras mnie przekonał? Drugą rundą. Tak, była to runda przegrana przez zawodnika reprezentującego S4 Fight Team. Jednak Juras pokazał w niej, że dusza wojownika w nim nie umarła, a serce do walki nie zmniejszyło się przez te lata przerwy w myśl zasady, że nieużywany organ zanika. Gdy w drugiej rundzie Kameruńczyk rozciągnął Jurasa to pomyślałem, że zaraz będzie po wszystkim. Ciężko jest wyjść z zagrożonej pozycji w BJJ, gdy rywal rozciąga nas będąc za plecami, a co dopiero w MMA, gdzie dochodzą jeszcze ciosy i łokcie i trzeba nie tylko bronić się przed duszeniem. Ponadto weteran Pride podczas walki był kilka jeśli nie kilkanaście kilogramów cięższy od Warszawianina. Jak widać Jurkowski znalazł się w sytuacji, w której nie przegrać przed czasem jest bardzo trudno. Polak jednak znalazł w sobie pokłady sił, dzięki którym nie tylko nie dał się skończyć, ale nawet wygrał walkę. Właśnie takie sytuacje definiują rasowego fightera. Gdy coś idzie nie tak osoba trenująca sporty walki i nawet startująca na zawodach, galach odpuszcza, czeka na koniec. Jurkowski nie odpuścił w momencie , w którym odsiewa się ziarno od plew czyli słabeuszy od tych, którzy mogą w sporcie coś zdziałać. Pokazał, że nie jest celebrytą, który postanowił wrócić zarobić dobre pieniądze, bo KSW płaci najlepiej w polskim MMA. Pokazał, że wrócił po wielu latach przerwy prawdziwy fighter, gotów przelewać krew, pot i łzy ku uciesze tych, którzy zapłacili za to by go oglądać. Byliśmy świadkami powrotu legendy, zwycięzcy pierwszego turnieju KSW, zawodnika zasłużonego w polskim światku mieszanych sztuk walki.

Właśnie to uświadomiłem sobie podczas oglądania wyjścia do klatki Jurasa, w rytm piosenki Czesława Niemena, będącego hymnem warszawskiej Legii. Po tej walce już wiem, że będę czekał na kolejny pojedynek Jurkowskiego jak czeka tysiące jego fanów. Wiem, że będę jarał się każdą jego kolejną walką, bo Juras jest wojownikiem z kraju i kości, a najlepiej pokazał to w drugiej rundzie walki na KSW 39. W swoim blogu, którego przeczytanie polecam, Juras opisał dlaczego nie mógł odpuścić w tej sytuacji. Zachęcam również do tej lektury, a tym, którzy przeczytali ten tekst do końca, dziękuję.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

Pasjonat sportów walki i rywalizacji pod każdą postacią. Trenujący amatorsko i wcześniej startujący w BJJ. W naszym serwisie Paweł zajmuje się światem sportów uderzanych od karate po Kickboxing na Muay Thai czy Kung Fu Wushu skończywszy, dodatkowo pisze o Brazylijskim Jiu Jitsu w naszym serwisie. Znany z działalności w wielu serwisach, pomagał współtworzyć nasz portal na początku. Redaktor działu fighting w miesięczniku kulturystycznym 'Sport dla Wszystkich'.

KOMENTARZE
KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.