KRZYSZTOF DOBRZYŃSKI: WRÓCĘ SILNIEJSZY

Przedstawiamy rozmowę z Krzysztofem Dobrzyńskim (4-2), który ostatnio stoczył dwie walki poza granicami Polski, co było spowodowane jego wyjazdem.

Krzysztof zaczął karierę w roku 2013, tocząc dwa zwycięskie pojedynki. Po decyzjach sędziów pokonał Arkadiusza Medyńskiego na Soul FC oraz Michała Krajewskiego na Runda 3. W roku 2014 zaliczył dwie walki, pierwsza odbyła się na drugiej gali Soul FC, gdy stopował uderzeniami Artura Jagiełłowicza. Następnie walczył na MMA Fight Night 2, jednogłośną decyzją sędziów wygrał z Łukaszem Sobiepanem. Zawodnik z Tristar Gym wystąpił na MMA War w Kolumbii, wtedy poddał go w drugiej rundzie i zapewnił pierwszą porażkę w rekordzie utalentowany Hugo Hernando Prada. W ostatniej walce zawalczył w Kanadzie na gali BTC 1, kiedy niestety szybko, bo w pierwszej rundzie poddał go Scott Hudoson (5-4-1).

- Cześć Krzysiek. Na samym początku powiedz jak się czujesz po ostatnim pojedynku?
Krzysztof Dobrzyński: Cześć, fizycznie czuję się dobrze, nie mam żadnych urazów czy kontuzji, więc to najważniejsze. Nie będę ukrywał, że jestem zawiedziony i nie jest łatwo się z tym pogodzić, gdy otrzymujesz nie taki rezultat, jaki zakładałeś.

- Przegrałeś z Scottem Hudsonem, który chyba cię zaskoczył?
KD: Nie uważam, że Scott Hudson mnie czymś zaskoczył, wychodziłem do tej walki w pełni przygotowany i pewny swoich umiejętności, popełniłem błąd, który Scott wykorzystał i zrobił to, co powinien w tamtym momencie.

- Sama walka w Kanadzie na gali BTC 1. Jak wrażenia?
KD: Gala i cały wyjazd oceniam bardzo pozytywnie, wyjechaliśmy w czwartek, w piątek rano dokończyłem zbijanie wagi i poszedłem ważenie. Dzień walki wyglądał trochę inaczej, dlatego że nigdy niczego takiego nie doświadczyłem. Od momentu wejścia do szatni, jest przy tobie osoba z komisji, która chodzi za tobą wszędzie i obserwuje każdy ruch. Jeśli chciałem iść do toalety, musiałem spytać o pozwolenie i iść z panem z komisji, który patrzy na ciebie podczas, gdy sikasz (śmiech). Na kilka minut przed walką powiedzieli mi, że moja broda jest za długa i musiałem szybko skrócić nożyczkami. Jednak wiem, że to wszystko nie miało żadnego wpływu na walkę.

- Masz niestety dwie porażki z rzędu, ale czujesz mobilizację, aby efektownie wrócić?
KD: Jestem po dwóch porażkach z rzędu, są one wpisane w ten sport. Traktuję je jako lekcje i doświadczenie. Wiem na co mnie stać i w niedługim czasie wrócę na zwycięska drogę.

- Mówiłeś o powrocie do Polski, więc powiedz nam na jak długo twój wyjazd potrwa i czy myślisz może o treningach w jakimś czołowym klubie w Polsce?
KD: Tak, po powrocie, będę trenował w Szczecinie gdzie mieszkam, w czołowym polskim klubie Berserkers Team.

- Trenujesz w klubie Tristar Gym, który jak widać ci odpowiada. Trzeba przyznać, że trenowały tam gwiazdy UFC?
KD: Na początku było ciężko, jak przyjechałem miałem 19 lat, nie umiałem angielskiego, poziom na macie jest bardzo wysoki, ale tego się spodziewałem. Tak, trenowałem w Polsce z bardzo dobrymi zawodnikami i tu jest tak samo, nie ma łatwych rund, konkurencja jest bardzo wysoka i każdy chce się pokazać z najlepszej strony.

- Stoczyłeś drugą walkę poza granicami kraju. Co było powodem twojego wyjazdu?
KD: Nie było jakiegoś głównego powodu wyjazdu, gdy zaczynałem przygodę z tym sportem zawsze chciałem trenować w topowych klubach na świecie i wiedziałem, że kiedyś to się stanie. Nigdy bym się spodziewał, że wszystko tak się potoczy. Przed wyjazdem sporo osób mówiło, że jadę do Kanady i nie umiem angielskiego, dzisiaj już umiem. Nie słucham ludzi, ludzie kłamią (śmiech). Teraz wiem, że była to najlepsza decyzja, którą mogłem podjąć. Tutaj jak nie walczysz dla UFC lub Bellatora, ciężko jest znaleźć walkę, a ja chcę być bardziej aktywny.

- Pojawiały się może jakieś oferty w Polsce? Liczyłeś może na odzew choćby od federacji FEN?
KD: Co do walk w Polsce, ostatni raz walczyłem w 2014, po której miałem złamane dwie kości z przesunięciem w prawym śródręczu, więc byłem wyłączony z treningów na 3 miesiące. Później wróciłem do treningów i złamałem kość w lewym śródręczu, miałem po prostu pecha w tamtym okresie i nie walczyłem przez te kontuzje. Nie było żadnych propozycji od nikogo.

- Na koniec powiedz, jakie plany i cele na rok 2017?
KD: W 2017 chcę stoczyć jeszcze dwie walki i jeśli będę miał pieniądze oraz możliwość to chciałbym pojechać na kilka dni do Poznania, potrenować z czołowymi zawodnikami wagi lekkiej w Polsce.

- Dziękuję za rozmowę. Jeżeli chcesz kogoś pozdrowić, lub podziękować to proszę bardzo.
KD: Przede wszystkim chcę podziękować trzem osobom tu w Kanadzie, bez których trenowanie i mieszkanie byłoby nie możliwe: Robbie Stein, Jeremy Rubin i Firas Zahabi, nie wiem czy będą to czytać lub nie. Oprócz tego chciałbym pozdrowić swoich pierwszych trenerów Mariusza i Macieja Linke, oraz Piotra Bagińskiego i cały klub Berserkers Team Poland. Pozdrawiam też moją mamę i siostrę.

Rozmawiał Arkadiusz Hnida

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE
KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.