ŁUKASZ WICHOWSKI: TRZEBA ZASUWAĆ I NIE MARUDZIĆ

Przedstawiamy rozmowę z Łukaszem Wichowskim, który dwudziestego trzeciego czerwca w Nowym Sączu stanie do pierwszej próby obrony pasa organizacji. Na DSF Kickboxing Challenge 10 w pojedynku na zasadach full-contact zmierzy się ze Sławomirem Przypisem.

Łukasz Wichowski jest pierwszym mistrzem federacji DSF Kickboxing Challenge. Tytuł wywalczył 28 lutego 2015 roku w Piasecznie. Do tej pory stoczył 10 zawodowych walk i wszystkie zakończył zwycięstwem. Popularny „Wichu” pod koniec ubiegłego roku zmagał się z kontuzją ręki.
26 - latek to kolejny po Dorocie Godzinie wychowanek Piotra Siegoczyńskiego. Zawodnik X Fight Piaseczno bardzo dobrze zaprezentował się na ostatniej gali federacji DSFKCH. 31 marca w Hali Koło   w Warszawie, pokonał mocnego Norwega Tobiego Bermullera. To jedyny przedstawiciel formuły Full Contact. Łukasz jest 12 – krotnym mistrzem Polski oraz zwycięzcą kilku Pucharów Świata. Na swoim koncie ma także tytuł młodzieżowego zawodowego mistrza Polski.

- Cześć Łukasz. Jak samopoczucie przed walką?
Łukasz Wichowski: Cześć. Dziękuję, mam się dobrze.

- Jak wyglądają przygotowania do najbliższego starcia?
ŁW: Tak jak zawsze (śmiech). Niewiele się u mnie zmienia w tej kwestii. Nadal przygotowuję się w sekcji prowadzonej przez Piotra Siegoczyńskiego. Moje przygotowania to typowa kickboxerska praca - tarcze, sparingi, zadaniówki, worki, skakanki itd. To są podstawy i tutaj nic specjalnego nie da się wymyślić. Trzeba po prostu zasuwać na treningach i nie marudzić. Z ciekawszych rzeczy mogę dodać, że ostatnimi czasy w moim treningu pojawia się więcej odważników kettlebell, które są świetnym uzupełnieniem do standardowej pracy fightera. Pod koniec maja uczestniczyłem w certyfikacji instruktorskiej kettlebell Strong First, wtedy oprócz nieskazitelnej techniki ćwiczeń z odważnikami, sprawdzane jest także przygotowanie siłowe i wytrzymałościowe. Jest to jedyna organizacja, która posiada tak restrykcyjne testy i w której normalne jest, że 20-30% osób nie zdaje, dlatego też przez kwiecień i maj mocno pracowałem w tym kierunku. Z tego miejsca bardzo chciałbym podziękować mojej kettlowej mentorce Andżelice Stefańskiej-Kowalik z Centrum Kettlebell Kraków, która skutecznie pomaga mi aplikować trening z odważnikami kulowymi do kickboxingu oraz dzięki której zdałem test SFG. Teraz jestem już w końcowej fazie przygotowań, więc bardziej skupiam się na pracy z partnerem i sparingach. Zostanie jeszcze tylko dociąć kilka ostatnich kilogramów i będę gotowy do bitwy.

- Twoim przeciwnikiem będzie Sławomir Przypis. Co wiesz na jego temat?
ŁW: Na temat Sławomira wiem niewiele. Cała moja wiedza opiera się na filmikach znalezionych w internecie.

- Staniesz do obrony pasa. Niektórzy mówią, że większy stres to bronić trofeum, niż po nie sięgać. Jakie ty masz o tym zdanie?
ŁW: Może się tak wydawać, że obrona pasa jest bardziej stresująca niż walka jako pretendent. Jest więcej do stracenia. Od mistrza zazwyczaj więcej się oczekuje, co może wywoływać większą presję. Moim zdaniem to wszystko zależy od tego, jak to sobie poukładamy w głowie, jakie mamy do tego podejście. Dla mnie obrona pasa będzie walką jak każda inna. Trzeba po prostu wyjść i zrobić swoje.

- Masz już za sobą wiele walk w DSF Kickboxing Challenge, chyba nie masz zamiaru jej zmieniać?
ŁW: Jestem z tą federacją od samego początku i tak naprawdę rozwijałem się razem DSF Kickboxing Challenge. Dzięki DSF zaistniałem na ringu. Federacja wciąż ewoluuje i ja chciałbym to kontynuować razem z nią. Obecnie myślę, że śmiało można powiedzieć, że jest to najlepsza organizacja promująca kickboxingu w Polsce, nie ma co zatem szukać czegoś innego, skoro jestem wśród najlepszych.

- Zmagałeś się z kontuzją ręki. Teraz jest już wszystko w porządku?
ŁW: Tak, od zeszłego roku dokuczała mi kontuzja, która z uporem przez długi czas nie chciała mnie opuścić. Na tą chwilę wszystko w porządku. W powrocie do sprawności pomagali mi specjaliści z Centrum Medycyny Sportowej w Warszawie, za co jestem im ogromnie wdzięczny.

- Tytuł wywalczyłeś w roku 2015 w Piasecznie. Jakie masz z tym związane wspomnienia?
ŁW: Bardzo miło wspominam to wydarzenie. To była moja czwarta walka w zawodowym Full-Contact'cie. W zasadzie początki występów przy profesjonalnej oprawie i przy dużej publiczności. Walczyłem wtedy w swoich okolicach. Powiem szczerze, że bardzo się wtedy stresowałem. Chciałem się pokazać z jak najlepszej strony. Na walkę przyszedł ogrom znajomych i rodzina, których doping i wsparcie jest nieocenione. Nie mogłem dać plamy. Nie do końca byłem wtedy z siebie zadowolony, ale myślę, że stanąłem na wysokości zadania i moja walka się podobała. Dziś już na pewno jestem innym zawodnikiem niż wtedy i pewnie inaczej by się potoczył ten pojedynek.

- Na koniec powiedz jakie plany i cele na rok 2017?
ŁW: Nie wiem jeszcze dokładnie co przyniesie druga połowa tego roku. Przede mną wakacje. Okres bez walk, bez startów. Jest to świetny czas na to, żeby poprawić swoje słabe strony i solidnie przygotować się na nowe wyzwania. Bardzo chciałbym, aby te wakacje przepracować na 100% i jak najwyżej podnieść swój poziom sportowy. To jest w zasadzie mój główny cel. Mimo, iż w moim treningu już nie ma w ogóle elementów walki na planszy, to chciałbym jeszcze zmierzyć się na Mistrzostwach Świat w formule Light Contact. Nie mam jeszcze potwierdzenia, jakie będą plany na drugie półrocze w DSF Kickboxing Challenge, ale jeżeli będzie taka możliwość to chciałbym brać udział jak najczęściej w zawodowych pojedynkach. Większe plany mam na następny rok. Mam nadzieję, że tym razem nie będzie żadnych przeciwności losu i wystąpię na Mistrzostwach Polski Full Contact, na których chciałbym zawalczyć o miejsce na Mistrzostwa Europy. Oprócz celów związanych typowo z rywalizacją sportową, mam też trochę celów pobocznych. Od jakiegoś czasu więcej uwagi zacząłem zwracać na swój ogólny rozwój jako atlety. Chciałbym mocno poprawić swoje zakresy ruchowe i siłę. Zależy mi na tym by być po prostu jeszcze sprawniejszym niż jestem oraz by zwiększyć swoją wiedzę w tym kierunku i rozwijać się jako instruktor Strong First. Żywię ogromną nadzieję, że te rzeczy pozwolą mi unikać kontuzji i być lepszym w tym co robię.

- Dziękuję za rozmowę. Jeżeli chcesz kogoś pozdrowić, lub podziękować to proszę bardzo.
ŁW: Oczywiście. Pozdrawiam wszystkich, ale chciałbym podziękować w szczególności mojej rodzinie i przyjaciołom za obecność, wsparcie i wyrozumiałość. Wiem, że zaniedbuję te relacje kosztem realizowania swoich sportowych pomysłów, ale nadrobimy to nie martwcie się.

Rozmawiał Arkadiusz Hnida

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE
KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.