MARCIN NARUSZCZKA: BĘDĄ LECIEĆ WIÓRY I TROCINY

Marcin Naruszczka (18-7, 7 KO, 2 SUB) zmierzy się z Andrzejem Grzebykiem (10-3, 4 KO, 3 SUB) podczas gali Fight Exclusive Night 18, która odbędzie się 12 sierpnia w Koszalinie. 34-letni zawodnik jest przekonany, że wygra ten pojedynek. – Grzebyk dużo gada, jest dumny, pewny siebie. To go zgubi! – deklaruje.

Marcin, jak u ciebie?
Marcin Naruszczka: Dobrze, dziękuję.

- Forma wzrasta, stabilizuje się? Jak to wygląda?
MN: Pracuję cały czas nad obroną, która była dziurawa jak szwajcarski ser w ostatnich walkach. Mój poprzedni trener i sztab szkoleniowy w ogóle się do tego nie przykładali, więc na pewno będę lepszy pod tym kątem w najbliższej walce. Łapię świeżość, pracuję nad taktyką pod najbliższego rywala, sparuję. Wszystko jest w jak najlepszych porządku.

- Nie trenujesz przypadkiem za mocno?
MN: Nie, wydaje mi się, że nie. Mocne trenowanie tuż przed walkami było wiele razy moją zmorą, ale teraz mi to nie grozi. Lubię mocno trenować, teraz też mocno zasuwałem, ale nie przesadziłem z obciążeniami. W ostatnim pojedynku… nie wyglądało to dobrze. Teraz będzie inaczej i wychodząc do klatki na pewno będę głodny walki, emocji i nastawiony na naprawdę ciężką bitkę. Mój organizm będzie się domagał wysiłku fizycznego.

- Inaczej mentalnie podchodzisz do tej walki?
MN: Tak, bo otaczam się innymi ludźmi. Lepszymi ludźmi. Wcześniej udawałem, musiałem zmuszać się do treningów. Mój były trener nie był dla mnie w porządku. Źle się zachowywał, niewłaściwie mnie traktował. Jestem jednak honorowym gościem, który zaciska zęby i robi to, co do niego należy. Staram się zachowywać profesjonalnie. Nie jestem fałszywym człowiekiem, a musiałem działać wbrew sobie godząc się na takie zachowania. Nie wszystko mi się podobało, a wszystko akceptowałem.

- Od kiedy to w tobie siedziało?
MN: Od marca. Miało to na mnie zły wpływ. Cierpiały na tym relacje z moimi bliskimi w życiu prywatnym.

- Właśnie, nie przenosiłeś tych problemów do domu?
MN: Jestem osobą, która nie trzyma pieniędzy w domu. Inwestuję, cały czas „mieszam” pieniędzmi. Gdy dostaję walkę, jest umowa, podpisuję kontrakt i nie otrzymuje obiecanego wynagrodzenia, to zaczynam się irytować. Spodziewałem się zastrzyku gotówki, którego nie było. Miałem coś obiecane, a tego nie otrzymałem. Jestem zły, nie podoba mi się to. Zaczynam się tym przejmować. Stawiam sport bardzo wysoko w swoim życiu, na treningi poświęcam mnóstwo czasu. Wynagrodzeniem za moje walki są pieniądze, które nie były mi wypłacane.

- Czujesz teraz radość z treningu? Gdy pracujesz z kim innym i już nie musisz się oszukiwać?
MN: Na pewno. Przychodzę na salę z uśmiechem na ustach. Pod koniec na Pana Mirosława nie mogłem już patrzeć. Pomyśl sobie: ktoś zrobił ci krzywdę, nie chcesz z nim mieć nic do czynienia, a mimo wszystko musisz się przemóc, bo jesteś z tą osobą związany. Trudny temat, sam pomyśl. Mega niekomfortowa sytuacja.

- Czujesz presję teraz na sobie?
MN: Nie. Dlaczego miałbym czuć presję? Chce wyjść do klatki, dać dobrą walkę. Czuję presję przed moimi bliskimi, narzeczoną, kibicami, którzy przyjeżdżają na moje walki. Nie chcę ich zawieźć.

- Czwarta walka w ciągu siedmiu miesięcy – dużo. Nie przeszkadza ci to, że cały czas jesteś w okresie międzystartowym?
MN: Nie, dobrze się czuję. Zaraz walka, później kolejna i kolejna. Nie chcę wychodzić z rytmu treningowego. Jestem zdrowy, nic mi nie dolega, a ta sytuacja, którą przed chwilą ci opowiadałem, tylko dodała mi kopa i dzięki temu jeszcze bardziej mi się chce.

- Jak scharakteryzujesz swojego rywala? Andrzej Grzebyk – dwie ostatnie walki zwycięskie, choć w oktagonie nie obserwowaliśmy go od listopada 2016 roku.
MN: Pewny siebie, dumny, dużo gada. To może go zgubić.


- Masz już w głowie plan na ten pojedynek?
MN: Mam. Zmianą będzie u mnie na pewno to, że w poprzednich walkach wychodziłem do klatki bez planu na walkę. Liczył się tylko żywioł. Mam wrażenie, że mój były trener nigdy nie oglądał pojedynków moich przeciwników. Na pewno nic mi nie mówił, nie podpowiadał. Tu już jest koncepcja, choć oczywiście w międzyczasie może uleć modyfikacjom – wszystko wyjdzie w praniu. Już teraz, gdybym miał wyjść do klatki nawet za chwilę, to wiem, co mam robić i na czym się skupić. Wcześniej tego nie było. Mirek skupiał się na Facebooku, splendorze, miał plan na wszystko, ale nie na walkę. Krzyczał do mojego kolegi, żeby ten bił obrotówki, ale nie pomyślał, że on nigdy tego nie trenował. Ważne, żeby było widowiskowo i żeby ludzie mieli co oglądać. A że to nic może nie dać, to już było najmniej istotne. Chciał za pomocą swoich zawodników promować siebie. Nie wiem, czy tak to powinno wyglądać na pewnym poziomie.

- Jaki masz plan na ostatnie kilkanaście dni przed walką?
MN: Zostały mi jeszcze dwa sparingi i będę pracował nad taktyką oraz postaram się ćwiczyć akcje, które będą mi najbardziej potrzebne podczas pojedynku. Chcę złapać trochę świeżości – to jej nie zawsze było w przeszłości, a to chyba najważniejsze w moim przypadku. Mi się czasem wydaje, że ja nie trenuje dużo, ale gdy porównam się z innymi chłopakami, to i tak wychodzi, że zasuwam ostro i robię więcej od nich. Teraz muszę wyjść do klatki wypoczęty i naładowany – nie przemęczony. Tak będzie, obiecuję.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.