NATALIA LECIEJEWSKA: NIE JESTEM TU PRZYPADKIEM

Przedstawiamy rozmowę z Natalią Leciejewską, która stoczy walkę dwudziestego szóstego sierpnia w Rawie Mazowieckiej. Będzie to drugi pojedynek naszej reprezentantki w federacji Ladies Fight Night. Na szóstej edycji 'IRA' nie będzie miała łatwego zadania, ponieważ zmierzy się z niezwykle doświadczoną Nuchprapai Aptichayą.

Natalia będzie chciała udanie wrócić po porażce w debiucie oraz po odpadnięciu z prestiżowego The World Games. Leciejewska zadebiutowała na piątej edycji 'five points', gdy stoczyła kolejną już walkę z Hanną Gujwan. Po emocjonującym i jakże wyrównanym pojedynku przegrała nieznacznie na punkty. Teraz oczywiście przed nią kolejne wyzwanie i wielka mobilizacja, aby wrócić na odpowiednie tory.

- Cześć Natalia! Jak samopoczucie przed najbliższym pojedynkiem?
Natalia Leciejewska: Dzień dobry. Samopoczucie dobre, wchodzimy już na luz w treningach, na szczęście w trakcie przygotowań obyło się bez cięższych kontuzji, ale nadal trzeba uważać, bo jeszcze kilka dni zostało.

- Czym jest dla ciebie kolejna walka w federacji LFN?
NL: Cieszę się z kolejnej walki, bardzo ważny był dla mnie pierwszy pojedynek na LFN, ten będzie jeszcze ważniejszy. Zresztą jak każdy następny, bo poprzeczka będzie coraz wyżej. Chcę pokazać, że nie jestem tu z przypadku.

- Jak wyglądają przygotowania do tego starcia?
NL: Przygotowania nie różniły się od tych, które miałam przed pierwszym LFN, sprawdziły się wtedy i przyzwyczaiłam się już do naszego planu treningowego. Fajnym motywatorem był JJCamp, w którym uczestniczyłam. Takie spotkania to zawsze mocny kop do pracy. Było mocne przygotowanie motoryczne i siłowe, które było jeszcze przed World Games, a teraz już taktyczne pod tajski styl walki. Spodziewamy się dużej ilości kopnięć, ale treningi prowadzone były tak, żeby nic nas nie zaskoczyło. Dodatkowo nie muszę zbijać mocno wagi, więc jestem pełnia sił i regeneracji.

- Zacznę od początku, kiedy zobaczyłaś rekord przeciwniczki, co poczułaś?
NL: Szczerze? To się roześmiałam. Nie ma co płakać! LFN dało mi naprawdę duże wyzwanie. Najważniejsze to jemu teraz sprostać. Nie znałam rekordu rywalki wcześniej, chociaż może to lepiej, bo czasem jakaś głupia myśl się może przyplątać. Czuję respekt, bo do każdego rywala trzeba mieć szacunek, ale z drugiej strony rekord nie walczy.

- Co udało się znaleźć na temat Nuchprapai Aptichay?
NL: Nie udało mi się znaleźć żadnej informacji, wcześniej w wywiadzie powiedziałam, że wygrała azjatyckie mistrzostwa kontynentu w muay thai: Asian Beach Games. Dementuję tą informację, szukałam złego nazwiska! Nie do końca odnajduję się co tam jest imieniem, co nazwiskiem, a nagrań i walk opisanych „literami- robaczkami” jest tam tyle, że można się pogubić. W poszukiwaniu walk Nuchprapai próbowałam nawet pisać po tajsku. Niestety z miernym skutkiem poszukiwań. Trochę to deprymujące - świadomość, że rywalka może coś o mnie znaleźć, a ja o niej nic. Ma to też swoje dobre strony - wejdę do ringu z jasnym planem i konsekwencją. Walczyłam już z mocnymi, doświadczonymi kickbokserkami, które walczą teraz dla Glory, ale też i z bardziej statycznymi zawodniczkami. Każdej stawiłam mocny opór, tutaj inaczej nie będzie.

- Gala w sierpniu mimo, że to jeszcze wakacje, to dla zawodników jest to świetna szansa na większą częstotliwość startów?
NL: Nasz trener zarządza nam minimum miesięczną przerwę w treningach kontaktowych, możemy trenować inne sporty - pływanie, cross fit byle nie pojawiać się na macie. Wcześniej wakacje były tym okresem dla wszystkich zawodników, przez co łatwiej było zgrać sparingpartnerów w trakcie sezonu. Znowu w trakcie sezonu jest bardzo dużo różnych gal i robi się ciasno w terminach. Jednak coraz większa ilość tego typu wydarzeń może tylko cieszyć, a skoro wakacje są dobrym momentem na przygotowania, to dlaczego nie skorzystać. Swój urlop wykorzystałam po kwietniowej walce, ale po tej też planuję trochę zejść z intensywności treningowej.

- Na The World Games się niestety nie udało, ale jak bardzo cieszyłaś się z takiej szansy?
NL: Na pewno było to jedno z najbardziej prestiżowych wydarzeń w jakich brałam udział. Część przygotowań zbiegło się z bardzo nerwowym dla mnie okresem w życiu. Niestety miało to duży wpływ - nie udało się na walce, zbyt zachowawczo zawalczyłam i żałuję, że wyszło jak wyszło, ale najważniejsze, że obyło się bez kontuzji. Cieszyłam się chociaż wiem, że nie byłam jedną osobą, która mogłaby zawalczyć w Polsce w tej kategorii. Dywizja do 54kg, nie jest moją kategorią i nie chcę więcej w niej walczyć.

- Jak ocenisz samą organizację?
NL: Organizacja z punktu widzenia zawodnika według mnie bardzo na plus. Słyszałam, że były jakieś niedociągnięcia, ale nas bezpośrednio to nie dotyczyło. Jestem zadowolona, że mogłam tam być i dopisuję sobie kolejne doświadczenie do sportowego CV. Oby zaprocentowało teraz.

- Ostatnia walka z Hanną Gujwan była wyrównana. Liczysz na waszą kolejną walkę?
NL: Myślę, że rewanż byłby bez sensu. Spotkałyśmy się w ringu 3 razy, 3 razy dawałyśmy w mojej ocenie bardzo równe walki, mimo, że zawsze jedna z nas musiała przegrać. Czy kolejna coś zmieni? Wydaje mi się, że nie. Osobiście uważam, że więcej sobie pomożemy jako sparingpartnerki, niż jako znów przeciwniczki.

- Na koniec powiedz jakie postawiłaś sobie cele i plany na niedaleką przyszłość?
NL: Moje kolejne cele jak zwykle uzależnione są od najbliższego startu. Na nim się teraz skupiam i nie myślę co dalej. Ten rok był bardzo pracowity, w październiku szykują się jeszcze jedne amatorskie zawody muay thai, w których chciałabym się sprawdzić w nowej dla mnie kategorii wagowej. Ten start jest na razie bardzo niepewny, więc nie zdradzam szczegółów.

- Dziękuję za rozmowę. Jeżeli chcesz kogoś pozdrowić, lub podziękować to proszę bardzo.
NL: Każda walka to dla mnie kilka tygodni pracy na macie, łączenia pracy z treningami, teraz na szczęście nie z nauką, i bycia osobą nie do wytrzymania. Dlatego dziękuję wszystkim, którzy jednak ze mną wytrzymują! Moim trenerom z Kohorty Poznań, a zwłaszcza „prawie świętej” trójcy Łukaszowi, Adamowi i Grzegorzowi, mamie, moim specom od zadań specjalnych - dietetykowi Marcinowi Ostaszewskiemu i fizjoterapeutce Soni Jóźwiak. Oraz całej reszcie - partnerom: Normie, Crossfit Lampart, Sklepowi Ulik.  A i pozdrawiam cały kibicujący Team Kohorty!

Rozmawiał Arkadiusz Hnida

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.