LEWNDOWSKI: TERAZ JUŻ CHYBA NIKT NIE MA WĄTPLIWOŚCI

Redakcja, Informacja własna

2017-08-28

Po najdroższej walce świata w Las Vegas, szef organizacji KSW Martin Lewandowski obszernie skomentował ostatnie wydarzenia w długim wpisie na portalu społecznościowym.

Byliśmy świadkami historycznego wydarzenia i zdecydowanie największego kasowego hitu w historii boksu. Dlaczego? Bo było to zderzenie dwóch najbardziej popularnych sportów walki, cross promocja pomiędzy środowiskami, ale przede wszystkim, to co wszystkich nas nakręcało: tajemnica. Wokół dużo wątpliwości, niepewności, kontrowersji, szacowania prawdopodobieństw zwycięstwa. Najważniejszym jednak było pytanie: który z zawodników, a tym samym która dyscyplina poradzi sobie lepiej?

Niesamowitym doświadczeniem było obserwować, jak zainteresowanie pojedynkiem rośnie z każdym miesiącem na całym świecie. Byłem w LA kiedy zaczął się „Road Show”, w Las Vegas spotkałem się Dana White, później kilka dni w Dublinie obserwowałem poruszenie - tuż przed samą walką.

Rozsądek podpowiadał, iż Irlandczyk nie może wygrać, ale to jemu właśnie kibicowałem. Oczywiście, teraz świat boksu będzie tłumaczył Floyda, że to już nie ten wiek, że on sam to już nie to samo co kiedyś, że mógł go zjeść stres, że nie przywykł do takiego show, że przeciwnik był o prawie 10 kg cięższy ... że, że, że….Floyd bezspornie wygrał. To jest fakt. Jednak nie tego oczekujemy od niepokonanego mistrza, aby zwyciężył wykorzystując słabe punkty przeciwnika. Oczekujemy, aby zdominował wykorzystując swoje atuty, pokazał prawdziwy kunszt bokserski. Tymczasem to, co pomogło wygrać Mayweatherowi to nieprzystosowanie McGregora to takiego wysiłku. „The Money” sam przyznał, iż odczekał 25 minut, aż kondycyjnie Conor po postu spuchnie. Czyli- kolokwialnie mówiąc - trochę jakby na patencie.

Niemniej jednak po 26 sierpnia nastała nam nowa rzeczywistość. Teraz już chyba nikt nie ma złudzeń która dyscyplina jest bardziej skuteczna (McGregor mógłby przenieść walkę na kilka innych płaszczyzn i w każdej zakończyć ją w 30 sekund). Śmiem twierdzić, że trzeba być ignorantem odpornym na wszelkie argumenty żeby nie dostrzec w MMA bardziej skutecznej, pełnokrwistej dyscypliny sportu (Największą walkę w historii boksu nie zrobił sam boks).

Dla mnie ta walka zakończyła się typowym win-win. Osobiście cieszę się z takiego obrotu sprawy pomimo, iż całym sercem byłem i jestem przy MMA. Po pierwsze: dyscyplina, która ma ponad stuletnią tradycję pokazała swoją siłę - na swoim polu, w „sterylnych” warunkach i ograniczonych zasadach - wygrywa. Gdyby stało się inaczej byłoby to chyba największe rozczarowanie w historii sportów walki. Po drugie: zawodnik MMA pokazał, że jest w stanie przewalczyć 10 rund z najlepszym bokserem na świecie, nie dając się tym samym znokautować, ani nawet mocno obić, a przy tym dominując w pierwszych rundach.

W opinii wielu to właśnie Conor jest zwycięzcą i – mówiąc szczerze – biorąc pod uwagę całokształt, ciężko się z tym nie zgodzić. Wiem, niektórzy pomyślą, że przemawia przeze mnie zrozumiała sympatia do MMA. Oczywiście, że tak. Jednak równie oczywistym jest też to, w jaki sposób walczył, jaką klasę pokazał oraz – a może przede wszystkim – to, że świadomie nie mógł rozwinąć całego wachlarza swoich umiejętności. Przyjaciel Irlandczyk napisał mi po walce: „Conor sprawił, iż Irlandia jest jeszcze bardziej dumna”. Ja bym dodał, że sprawił, iż wszyscy w MMA są jeszcze bardziej dumni. Dumni z dyscypliny. Dzisiaj każdy na świecie może założyć swoją ulubioną koszulkę potwierdzając tym samym, że MMA to najbardziej skuteczny i najprawdziwszy sport walki na świecie.