ŁUKASZ PŁAWECKI: IM WYŻSZY, TYM DŁUŻEJ PADA

Przedstawiamy rozmowę z Łukaszem Pławeckim (17-13-1), który dwudziestego trzeciego września stoczy walkę w federacji HFO. Na 4 edycji w Nowym Sączu podejmie Yankuba Juwara (25-5), a stawką będzie pas organizacji IPCC.

Polak jest zmotywowany aby wrócić na tor zwycięstw po ostatnich swoich porażkach. Mimo wszystko ujmy mu nie przyniosły, ponieważ Pławecki wystąpił na Glory 38, gdy pewnie jednogłośną decyzją sędziów pokonał go Niclas Larsen. Po starciu w Chicago przyszedł czas na walkę w kolejnej czołowej federacji na świecie Kunlun Fight. Wziął udział w turnieju na 64 edycji, tym razem sposób na niego znalazł Feng Xingli.

- Cześć Łukasz! Jak samopoczucie przed walką?
Łukasz Pławecki: Cześć! Jestem wypoczęty, zdrowy, nie mam żadnych urazów i wchodzę w najtrudniejszy okres przygotowań do walki, czyli zbijanie wagi. Ostatni raz w ringu byłem w lipcu, więc pomiędzy walkami będzie nieco ponad dwa miesiące. Biorąc pod uwagę tempo moich walk z zeszłego roku, to bardzo dużo czasu.

- Czym jest dla ciebie kolejna walka w HFO?
ŁP: Kolejny raz przed własną publicznością. Lubię wyzwania, walki za granicą, duże gale, ale walka przed własną publicznością, we własnym kraju i mieście, kiedy wiesz że obok ringu jest Twoja rodzina i przyjaciele – to jest coś więcej. Ciężko to opisać, ale dla mnie walki w Nowym Sączu to esencja. Na ostatniej edycji HFO nie walczyłem. Od mojej ostatniej walki w moim mieści minęło już 7 lat. Najwyższy czas!

- Jak wyglądają przygotowania do tego starcia?
ŁP: Trenuję z grupą zawodniczą w Halnym oraz z Martinem Belakiem w Fire Gym. Z uwagi na wzrost mojego rywala ściągam do klubu sparingpartnerów o podobnych warunkach fizycznych. Ostatnio miałem też w klubie gości z Wrocławia i z nimi także udało mi się zrobić dość dużo owocnych rund. W kwestii przygotowań fizycznych polegam od lat na współpracy ze świetnym fizjoterapeutą Łukaszem Totą.

- Twoim rywalem będzie Yankuba Juwara. Co wiesz na jego temat?
ŁP: Wiem, że jest wyższy ode mnie, czyli nic nowego. Juwara trenuje w barcelońskim klubie Artura Kyshenko, do którego przeniósł się z Mikes Gym. I to właśnie Artur będzie stał mu w narożniku podczas naszej walki. Zawodnik jest wysoki, ma groźne kolana i ogólnie będę musiał uważać by nie pozwolić mu się rozkręcić w dystansie. Niewiadomą dla mnie jest jego kondycja, bo walka będzie trwała pięć rund.

- Przeciwnik dużo wyższy od ciebie. Jednak to nie będzie problem?
ŁP: Walczę tyle lat i odkąd jestem w wadze -70 kg zawsze, lub prawie zawsze staję w ringu naprzeciw wyższych od siebie. Nie przejmuję się tym za bardzo. Wiadomo, że muszę uważać na kolana, wchodzić w półdystans i tam szukać swojej szansy. Im wyższy, tym dłużej pada.

- Będzie to walka o pas, więc dodatkowa motywacja?
ŁP: Tak. Mistrz Świata IPCC to prestiżowy tytuł. Pretendentów do pasa musi zaakceptować federacja, a walki o tytuły odbywają się na takich galach jak Kunlun, GPRO Russia czy Combat Banchamek. W najbliższym czasie także i na HFO. Andrei Kulebin, Sergei Kuliaba czy Simon Marcus to tylko niektóre z nazwisk, które sięgały po tytuły Mistrzów Świata IPCC. Walka sama w sobie, tu w dodatku przed swoją publicznością jest ogromną motywacją, a możliwość zdobycia tytułu Mistrza Świata, to taka wisienka na torcie, ukoronowanie całego trudu, który włożę w ten pojedynek.

- Ostatnio walczyłeś w Kunlun Fight, przegrałeś po zbliżonej walce. Można powiedzieć, że pojedynki na 'terenie' rywala, są bardzo trudne do wygrania?
ŁP: Już raz przekonałem się o tym, kiedy z Tianem Xinem przewalczyłem pięć rund, mimo że po pierwszych trzech, a także po czwartej, byłem w odczuciu wielu osób lepszym zawodnikiem. To jest część tego sportu. Może kiedyś gdzieś naciągnięto werdykt na moją stronę, a gdzieś indziej na stronę mojego rywala. Nie skupiam się na tym, ważne że wiem ile z siebie dałem. Nigdy nie dbałem o nieskazitelny rekord i to się raczej nie zmieni.

- Jak ogólne wrażenia z kolejnego pojedynku w Chinach?
ŁP: Jak sam zauważyłeś przegrałem po wyrównanej walce. Mój rywal w finale turnieju przejechał się w nieco ponad minutę po młodszym z braci Groenhartów, ciężko go nokautując. Oczywiście to nie tłumaczy mojej porażki, ale zawsze troszeczkę poprawia samopoczucie.

- Na koniec powiedz jakie postawiłaś sobie cele i plany na niedaleką przyszłość?
ŁP: W tym roku stoczę prawdopodobnie jeszcze dwie walki. Jedną w październiku, lub na początku listopada i jedną w grudniu. Dodatkowo prowadzone są rozmowy z kilkoma dużymi podmiotami, ale tu niczego pewnego jeszcze nie mogę powiedzieć, nawet czy coś wydarzy się jeszcze w 2017. Generalnie chcę walczyć i trenować, bo kocham to co robię.

- Dziękuję za rozmowę. Jeżeli chcesz kogoś pozdrowić, lub podziękować to proszę bardzo.
ŁP: Pozdrawiam wszystkich kibiców sportów walki, dziękuję sponsorom za możliwość zorganizowania tej walki oraz całej gali, firmie: ISPL Medical, Kran-Serwis, Duet, Nitus. Zapraszam do kibicowania mi na żywo 23 września w Nowym Sączu.

Rozmawiał Arkadiusz Hnida

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.