HENRY CEJUDO KOLEJNYM MESJASZEM?

Były pretendent do pasa mistrza UFC w wadze muszej i mistrz olimpijski w zapasach, Henry Cejudo w fenomenalnym stylu pokonał Wilsona Reisa na UFC 215. Amerykanin po widowiskowym nokaucie puścił wodze fantazji i stwierdził, że jest jedynym zawodnikiem zdolnym pokonać dominatora, Demetriousa Johnsona, z którym przegrał kiedyś przed czasem.

Według słów samego Cejudo jest on teraz zupełnie innym fighterem niż wtedy, gdy w 2016 roku rywalizował z Johnsonem. Sam zawodnik widzi postęp przede wszystkim w podejściu do walk.

- Nie chcę walczyć z nim zaraz w kolejnej walce. Właściwie to mógłbym być gotowy na tego gościa ale nie chcę z nim zawalczyć teraz, chcę go pokonać od kiedy on pobił mnie. Jestem sportowcem, kocham rywalizację i jeśli ktoś mnie zastopuje na oczach 20 tysięcy ludzi, to to naprawdę boli i daje do myślenia. Trzeba jednak przyznać mu, że nie bez powodu jest uznawany za najlepszego zawodnika MMA bez podziału na kategorie wagowe. Właśnie dlatego muszę go pokonać, nie zawalczyć z nim, tylko go pokonać. Ja jestem jedynym, którzy może tego dokonać. Mam odpowiedni styl, zapasy na odpowiednim poziomie i wiem, że jestem jedynym zawodnikiem, który może sobie z nim poradzić. - skwitował były mistrz olimpijski.

30-letni Cejudo został zastopowany przez Johnsona po kiepskiej dla siebie walce. Tym bardziej wydaje się dziwne, że zawodnik, który poradził sobie chyba najsłabiej ze wszystkich pretendentów do pasa wagi muszej, wypowiada się w tonie, jakoby miał byc pomazańcem, który został wytypowany do pokonania Johnsona. Na pewno były zapaśnik swoimi słowami chciał zwrócić na siebie uwagę szefów UFC i fanów, jednak ciężko brać jego słowa na poważnie.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.