CENDROWSKI UDZIELIŁ PIERWSZEGO WYWIADU PO WYPADKU

Mariusz Cendrowski, zawodowy pięściarz, olimpijczyk, wielokrotny mistrz Polski, przerywa milczenie. Po raz pierwszy od dramatycznego wypadku, w którym został sparaliżowany udzielił wywiadu. Popularny 'Maniek' jest gościem Andrzeja Gliniaka w kolejnej części cyklu 'Druga strona medalu'.

- Mija rok, odkąd twoje życie diametralnie się zmieniło.
Mariusz Cendrowski: To było trzynastego listopada. Samego zdarzenia zupełnie nie pamiętam. Pustka w głowie. Czarna plama. Wiem, że byłem u przyjaciela na urodzinach. Wracałem samochodem z Wrocławia do Trzebnicy, gdzie mieszkałem. Do celu miałem zaledwie kilka kilometrów. Nie dojechałem, zatrzymałem się na drzewie. Auto nadawało się do kasacji a ja zostałem sparaliżowany.

Obudziłem się dopiero w szpitalu. Byłem na silnych środkach przeciwbólowych. Zacząłem żyć w matriksie. To był tylko mój świat. Do końca tak naprawdę nie zdawałem sobie sprawy co się wydarzyło. Ciagle była przy mnie rodzina i przyjaciele. Pierwszych tygodni po wypadku kompletnie nie kojarzę. I nie mówię tego po to, żeby odsunąć od siebie odpowiedzialność. Dopiero po odstawieniu pigułek zacząłem wracać do rzeczywistości. Dotarło do mnie, że o mało nie zginąłem. Uszkodziłem rdzeń kręgowy. Na szczęście nie został przerwany. Mimo tego uraz jest ogromny. Lekarze nie powiedzieli mi tego wprost, jednak dali do zrozumienia, że nigdy nie będę chodził. Wiele się od tego czasu napłakałem, ale niczego nie żałuje. Widocznie tak musiało być.

- W tak ciężkim okresie odeszła od Ciebie najbliższa osoba - małżonka
MC: W moim życiu prywatnym od dłuższego czasu źle się działo i ten wypadek przelał tylko czarę goryczy. Uczucie dawno wygasło. To była wegetacja, przedłużana głównie ze względu na naszego syna. Nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać. Ciągle  dochodziło do awantur. Trwało to prawie dwa lata. Wydawało mi się, że ten trudny czas może nas zbliżyć. I rzeczywiście. Na początku żona opiekowała się mną. Potem jednak sytuacja ją przerosła. Skończyły się pieniądze i trzeba była stawić czoła dramatycznej rzeczywistości. Zaczęło się wypominanie starych czasów, błędów młodości. W sierpniu odebrałem pozew rozwodowy, a jej mecenas stwierdziła, że mnie zniszczy. Obecnie praktycznie się ze sobą nie kontaktujemy. Jedyny temat który nas łączy to dziecko.

Ale to nie jedyny cios. Kilka miesięcy po wypadku odszedł mój przyjaciel, u którego bawiłem się feralnej nocy. Był okazem zdrowia. Pewnego dnia rano poszedł biegać i kiedy po powrocie położył się do łóżka żeby odpocząć już nie wstał. Dopadł go zator płucny.

- Po separacji z żoną więcej czasu spędzasz we Wrocławiu...
MC: Staram się unikać żony, bo każde nasze spotkanie kończy się kłótnią. W tygodniu mieszkam u rodziców. Mój ojciec też ma poważne problemy ze zdrowiem. Czasami przenocuję u znajomych. Chciałbym wynająć jakieś mieszkanie. Trzeba jednak je odpowiednio zaadotopować do moich potrzeb. Muszę mieć np. specjalną łazienkę. Potrzebuję także wynająć opiekunkę. Co miesiąc wydaję minimum 10 tysięcy złotych. To ogromne koszty tym bardziej, że nie mam jak zarabiać pieniędzy. Codziennie muszę się rehabilitować, przestrzegam także specjalnej diety. Większość środków, które otrzymuje pochodzi ze zbiórek charytatywnych.

- Możesz liczyć na pomoc innych ludzi?
MC: Mój wypadek odbił się szerokim echem. Dzwoniły i pisały do mnie osoby , po których kompletnie bym się tego nie spodziewał. Środowisko bokserskie po raz kolejny pokazało, że jest jedną wielką rodziną. Cały czas organizowane są akcje charytatywne z których zebrane środki przekazywane są na moją rehabilitacje.

- Czy w ogóle dopuszczasz do siebie myśli, że już nigdy nie wstaniesz i całe życie spędzisz na wózku?
MC: Mam naturę wojownika. Nigdy nie zostałem znokautowany w ringu, dlatego w życiu również nigdy się nie poddam. Żaden lekarz nie dał mi najmniejszej szansy na to, że kiedykolwiek będę chodził. Kompletnie mnie to jednak nie obchodzi. Zrobię wszystko, żeby kiedyś wstać i pożegnać się z kibicami w ringu. To moje największe marzenie.

- Po czterdziestce zacząłeś nowe życie.
MC: Wszystkiego muszę uczyć się na nowo. Każda czynność, którą kiedyś wykonywałem automatycznie, jest dla mnie wyzwaniem. Jako sportowiec walczyłem na Igrzyskach Olimpiskich. Teraz sam toczę bój na prywatnej olimpiadzie. Codziennie rywalizuje ze swoimi słabościami i staram się osiągać jak najlepsze wyniki w rehabilitacji.

- Widzisz postępy?
MC: Jest coraz lepiej. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość, regularnie się rehabilitować i... czekać. Po raz pierwszy w życiu czuje bezsilność bo nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy przyjdą konkretne efekty. Potrafię już utrzymywać równowagę. Wraca mi czucie zewnętrzne. Zaczynam odczuwać w nogach zmiany temperatury. Każdy minimalny postęp jest dla mnie bodźcem do dalszej, wytężonej pracy.

- Przez rok nie udzielałeś żadnych wywiadów. Dlaczego wreszcie zdecydowałeś się na rozmowę?
MC: Stwierdziłem, że nadszedł już właściwy moment, żeby to wreszcie wyrzucić z siebie. To taki rodzaj oczyszczenia. Zresztą wcześniej nie było się czym chwalić a poza tym nie chciałem robić z siebie męczennika.

- Wiele osób wietrzyło sensację i tylko czekało aż dziennikarze napiszą swoją wersje wydarzeń. Każdą wolną chwilę poświęcasz teraz swojej fundacji.
MC: Nazywa się "Blue Corner". Otworzyłem ją kilka lat temu. Pomaga ludziom doświadczonym przez los. Staramy się nadawać ludziom sens życia na nowo. Paradoksalnie sam znalazłem się w takiej dramatycznej sytuacji. Nie poddaje się i chce mobilizować innych. Ostatnio napisał do mnie młody chłopak, które uległ podobnemu wypadkowi i został sparaliżowany. Obejrzał w internecie moje filmy z ćwiczeń rehabilitacyjnych i uwierzył na nowo. Moja niezłomna postawa jest dla niego bodźcem do walki o powrót do zdrowia.

Rozmawiał Andrzej Gliniak

Jeśli chcesz pomóc Mariuszowi Cendrowskiemu podajemy konto do wpłat
Eurobank  77 1470 0002 2010 5030 7000 0001
Z dopiskiem pomoc dla Mariusza
Dziękujemy!

Czytaj więcej na TuWroclaw.com

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.