PIOTR PAJĄK O SWOIM KANALE I ŻYCIU W TAJLANDII

Przedstawiamy rozmowę z prawdziwym wojownikiem Piotrem Pająkiem, który postanowił przenieść się do Tajlandii, gdzie aktualnie mieszka i trenuje. Polak ma duże aspiracje i cele, a ma do tego dobre warunki. Zawodowe starcia, ciekawa przygoda, ciągła możliwość rozwijania się - w jego przypadku jest to pewne. Piotr dodatkowo postanowił założyć swój kanał na YouTube, który nazywa się ''Podróże Wojownika'' i budzi spore zainteresowanie.

- Proponuję zacząć rozmowę od pytania o Twoje wyjazdy. Wspominałeś, że mieszkałeś w wielu krajach, jakie są Twoje ogólne wrażenia, i czy nie myślałeś, by zostać tam na dłużej? 

Piotr Pająk: Sprawa wygląda tak, że wyjeżdżałem bardziej zarobkowo i w żadnym z tych miejsc, w których mieszkałem nie czułem się tak dobrze jak tutaj w Tajlandii. Jest to miejsce, w którym zamieszkam na pewno na dłużej. 

- Udało mi się ustalić, że masz za sobą walki amatorskie, choćby na gali PLMMA czy w Anglii, więc od początku kierunkiem było MMA?  

PP: Tak, moim głównym kierunkiem do którego zmierzam jest zrobienie kariery w MMA. Moją ulubioną płaszczyzną walki jest brazylijskie jiu-jitsu, posiadam purpurowy pas z rąk Rogera Gracie. Tutaj w Tajlandii jest ciężko o walki w MMA, tym bardziej, jeśli ma to być dopiero debiut, dlatego nie chciałem zwlekać zbyt długo i zacząłem walczyć w tajskim boksie. Mam już jedną walkę za sobą, którą wygrałem przez nokaut łokciem w drugiej rundzie i kolejna walka przede mną 26 marca. Planuję walczyć co miesiąc, ale co z tego wyjdzie zobaczymy.

- W czym był problem/przeciwwskazanie, że nie zadebiutowałeś jeszcze w zawodowstwie. Nie czułeś się na siłach, czy po prostu brakowało porządnych ofert? 

PP: Moim marzeniem (jako amatora) był wyjazd na mistrzostwa świata. Tak sobie zaplanowałem i marzyłem o tym, odkąd zacząłem trenować i mocno do tego dążyłem. Po drodze miałem wiele kontuzji, które wykluczały mnie z treningów i również z walk, ale nigdy się nie poddałem. Koniec końcem w roku 2018 wygrałem eliminacje do kadry Anglii (wiem, wiem, powinna być Polska) i w październiku wyjechałem do Niemiec na mistrzostwa świata organizacji WFMC. Stoczyłem 3 walki, dwie wygrałem przed czasem i zdobyłem pas amatorskiego mistrza świata w MMA. Zrealizowałem swoje marzenie i przyszedł czas na kolejny krok, czyli zawodowstwo. 

- Postanowiłeś wyjechać do Tajlandii, skąd pojawił się pomysł i czy długo się nad tym zastanawiałeś? 

PP: Zawsze marzyłem, żeby tu wyjechać. Pierwszy raz przyleciałem do Tajlandii z bratem pod koniec 2011 roku i od tego czasu zawsze moim marzeniem było dostać się do Fight Team Tiger Muay Thai i tu zamieszkać. No i tak się stało.

- Ile czasu już tu przebywasz i czy możesz stwierdzić, że była to najlepsza decyzja w twoim życiu? 

PP: Jestem tu od listopada 2018 roku i na sto procent mogę powiedzieć, że była to najlepsza decyzja w moim życiu, żyje się skromnie, ale za to w raju. 

- Trenujesz w Phuket i jesteś reprezentantem uznanego klubu. To też chyba mocna motywacja, aby tu zostać i pokazać się z jak najlepszej strony? 

PP: Jako pierwszy Polak dostałem się do Fight Team TMT i jest to dla mnie niesamowite wyróżnienie. Dlatego jestem w pełni zmotywowany, żeby z jak najlepszej strony prezentować Polskę i oczywiście siebie samego. 

- W Tajlandii pojawili się Borys Mańkowski, Krzysztof Klaczek, Tomek Kondraciuk czy choćby Mateusz Gamrot. Fajnie było też spędzić z nimi czas na macie i ich po prostu poznać?  

PP: To jest właśnie kolejny plus trenowania tutaj, mogę poznać wielu wspaniałych zawodników, których wcześniej oglądałem w tv i podziwiałem.  Dodatkowo każdy z nich okazał się super gościem.  

- Mówiłem o dużej ilości zawodników w klubie, bo nawiązuję również do sytuacji Borysa Mańkowskiego, który miał incydent na sparingach. Takie rzeczy się zdarzają, że zawodnicy chcą pokazać swoją wyższość i nieraz nie rozumieją - że tym samym tracą chłodną głowę? 

PP: To jest jeden z problemów, który tu zauważyłem na treningach, szczególnie w przypadku Rosjan, oni zawsze muszą pokazać, że są lepsi, a jeśli okazuje się, że tak nie jest (jak w przypadku Borysa), no to faulują i zachowują się niesportowo. Sparing zamienia się w walkę, a tak nie powinno być. Nikt nie przychodzi na trening narobić sobie kontuzji, każdy się chce uczyć lub praktykować swoje umiejętności, a nie się bić jak pod sklepem (śmiech). 

- Razem również oglądaliście Strelkę. Patrząc na oglądalność pod Twoim filmikiem - trzeba przyznać, że budzi to spore zainteresowanie, tak też było w Tajlandii? 

PP: Tutaj nie było to tak popularne jak np. na Youtube (tam podobno mają 700 milionów wyświetleń). Najlepszy raz był jak byłem właśnie z Borysem, wtedy było dużo walk i dość efektowne. 

- Kiedy myślę o Tajlandii przypomina m się od razu Tong Po w filmie Kickboxer, coś było w tym filmie co obrazuje w jakimś stopniu Tajlandię? 

PP: (Śmiech) I tak i nie, zależy kto jaką Tajlandię widzi, bo są ludzie, co zamykają się w jednym miejscu i narzekają, jak to nie jest słabo, a są ludzie, którzy, starają się zobaczyć wszystko, co tylko się da. Jest dużo takich obozów, które są w dżungli gdzieś w różnych rejonach Tajlandii i mogą się kojarzyć z tymi filmami. Ale Tiger taki nie jest, tutaj jest bardziej Ameryka a nie Tajlandia, wszystko jest nowoczesne. 

- Masz za sobą walkę w tajskim boksie i przygotowujesz się do następnej. Tu również liczysz na większe sukcesy ze swojej strony? 

PP: Po pierwszej walce już dostałem propozycje walk na większych galach, takich jak np. Thai Fight, gdzie walczy się w sznurach (bez rękawic) lub na MX (muay extreme) gdzie walka jest na zasadach Muay Thai, ale walczy się w rękawicach do MMA. W przyszłości na pewno skorzystam z tej propozycji, bo jest to coś innego, ale na razie moim planem jest stoczyć 5 walk do czerwca. Ale jak się ułoży to czas pokaże. Najważniejsze, żeby zdrowie dopisywało i obeszło się bez kontuzji. 

- Miałeś okazję spotkać i zrobić sobie zdjęcie z legendarnym Saenchai. Jest to coś niebywałego? 

PP: Saenchai jest niesamowity, styl walki, jaki prezentuje jest nie do podrobienia (śmiech), podczas swojej walki w przerwach zamiast odpoczywać, to on sobie tańczył na środku ringu (śmiech). Na ważeniu w ogóle nie obnosił się z tym, że jest taką gwiazda jaką jest. Siedział między ludźmi, robił sobie z każdym zdjęcia itd. Bardzo pozytywna postać i do tego legenda muay thai.

- Nie możemy zapomnieć, że byłeś też na walce Buakawa Banchamka. Dużo przy nim ochrony, ale zobaczenie go z bliska, ta góra mięśni - zrobił zapewne wrażenie? 

PP: Buakaw to inna bajka. Człowiek maszyna, góra mięśni, nieprzyjemne spojrzenie i strasznie mocne ciosy (co miałem okazje zobaczyć na gali All Star Fight), on jest tu traktowany jak król muay thai, wszędzie chodził z policją i ochroną, nie dało się do niego dostać, próbowałem parę razy (śmiech). 

- Wyjazdów masz sporo, nie tak dawno wraz z kolegami z klubu byliście na gali One Championship. Byłeś zza kulisami, jak wrażenia? Bo podkreślmy, że to największa organizacja w Azji. 

PP: Wiesz co, szczerze myślałem, że będzie lepiej. Może to też przez to, że było to w Bangkoku. a nie np. Manili. Walki były na ringu, a nie w klatce. Podobało mi się, ale liczyłem na coś lepszego. 

- W Tajlandii pojawili się również Gracjan Szadziński i Kamil Jenel z trenerem Kostką. Obaj przed ważnymi walkami, a miejsce do zbudowania formy wyśmienite? 

PP: Tak, tak, byli i miałem okazję potrenować i stoczyć parę sparingów z chłopakami i naprawdę muszę przyznać, że są w mega formie, o czym przekonają się ich przeciwnicy już niedługo. Pozdrawiam chłopaków. 

- Nawiążę jeszcze do MMA. Może marzeniem/celem jest walka na większej gali w Polsce? 

PP: Oczywiście, że tak. KSW jest teraz na topie każdy chyba by chciał tam zawalczyć. Ale przyznam, że moim marzeniem zawsze było zawalczyć na One Championship. 

- Chciałbym też spytać o rodzinę, bo przebywasz poza domem. Jak reaguje na to Twoja najbliższa rodzina? 

PP: Moi rodzice już się do tego przyzwyczaili, że nigdy nie potrafiłem usiedzieć długo w jednym miejscu i co chwilę gdzieś podróżowałem. Jak powiedziałem im, że się przeprowadzam do Tajlandii, to nie byli za bardzo zadowoleni (w końcu to druga strona świata), ale rodzice we mnie wierzą i wiedzą, że chcę realizować swoje marzenia, dlatego cały czas mnie dopingują i pomagają mi jak to tylko możliwe. 

- Kiedy powstał Twój pomysł na nagrywanie i co było Twoim założeniem? Trzeba przyznać, że jest to świetna opcja dla zawodników, którzy szukają okazji promocji swojej osoby.

PP: Na pomysł, żeby nagrywać wpadłem z moją byłą partnerką (pozdrawiam), ale to jeszcze jak byłem w Anglii. Plan był taki, żeby pokazywać ludziom jak się tutaj żyje w Tajlandii itd. Lecz nie wszystko wypaliło i wtedy pojawił się Borys,  który bardzo mi pomógł, podpowiedział mi parę rzeczy i przede wszystkim mnie zareklamował, co bardzo mi pomogło, dziękuję mu za to bardzo i jest sukces, po dwóch miesiącach mam już prawie 10 tys. subskrybentów, co jest niesamowite. Mam nadzieję, że kanał będzie się rozrastał i ludzie będą chcieli śledzić moje życie jak i podróże. 

- W ostatnim czasie dużo więcej osób mówi depresji, ta sprawa niewątpliwie jest ważna. Osoba będąca w różnych sytuacjach nie tylko życiowych, potrzebuje pomocy, musi znaleźć dla siebie cel/motywacje? 

PP: Zdecydowanie trzeba mieć cel, coś robić a nie zamykać się w domu. To jest najgorsze. Polecam tez książki motywacyjne i czekoladę (śmiech). 

- Jest też czas na odpoczynek i zobaczenie, co się dzieje na patong beach, ale trzeba uważać (śmiech)? 

PP: (Śmiech) Każdy, kto przyleci na Phuket musi odwiedzić to miejsce. Po całym tygodniu ciężkich treningów fajnie można zresetować tam głowę, ale trzeba uważać na te dziewczyny, które wcześniej były chłopakami (śmiech). Można się naprawdę zdziwić. 

- Na koniec chciałbym również nawiązać do jednego z Twoich ostatnich filmików. ''Pomagaj, bo karma zawsze wraca'' - to ważne w życiu, a smutny jest fakt, ile wyświetleń jest pod takim filmikiem, a ile przy innych? 

PP: No właśnie bardzo dobrze, że o to pytasz! Sam nie wiem, dlaczego tak to zadziałało. Podam przykład - pod filmem, gdzie jest napisane ''nokaut'' jest prawie 90 tys. wyświetleń, pod filmem, gdzie jest napisane ''prostytutki'' jest prawie 20 tys. A pod filmem, gdzie jest napisane ''pomagaj'' jest niecałe 4 tys. Chyba jest coś nie tak.... Na sam koniec dodam tylko, że bardzo dziękuję za ten wywiad, naprawdę mi miło i zapraszam wszystkich do subskrybowania mojego kanału Podróże Wojownika. Śledźcie na bieżąco, co nowego u mnie, bo będzie ciekawie, obiecuję. Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam. 

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.