WÓJCIK: POTRAFIŁAM PRZEŻYĆ ZA 10 FUNTÓW TYGODNIOWO

Przedstawiamy obszerną rozmowę z Karoliną Wójcik (5-1), której kariera rozwija się w bardzo szybkim tempie i niewątpliwie warto ją obserwować. Ponadto jej historia jest odpowiednia na scenariusz dobrego filmu! Miejmy nadzieje, że już niebawem któraś z czołowych polskich organizacji zainteresuje się tą zawodniczką, bo jeśli to nie nastąpi, mogą przeżyć w przyszłości spory zawód.

Polka zadebiutowała w kwietniu poprzedniego roku, a od tego czasu zaliczyła sześć pojedynków i jeśli chodzi o częstotliwość startów możemy to porównać do szalonego okresu Rafała Kijańczuka. Karolina swoje pierwsze trzy pojedynki stoczyła w Wielkiej Brytanii, gdzie aktualnie mieszka i trenuje. Dwa efektowne zwycięstwa przed czasem i jedno zakończone decyzją sędziów. Reprezentantka Reps MMA została zauważona i postanowiła spróbować sił w organizacji EFC Worldwide. Listopadowy debiut ''Polish Assassin'' okazał się przegraną niejednogłośną decyzją sędziów z Cheyanne Vlismas. 24-latka mimo wszystko ósmego grudnia dostała propozycję walki o mistrzowski pas. Wojowniczka z Krakowa zaskoczyła po 5-rundowej wojnie, zapewniając pierwszą przegraną w rekordzie Chiary Penco. Nie było obrony pasa, więc Karolina postanowiła wyjechać do Włoch, gdy na kartach punktowych okazała się lepsza od Roberty Zocco.

- Na wstępie: co się stało, że wyjechałaś zagranice i kiedy to miało miejsce? Można powiedzieć, że jak większość wyjechałaś ''za chlebem''?

Karolina Wójcik: Witam. Do Anglii wyleciałam w 2014 roku. To było spontanicznie, ponieważ moja znajoma potrzebowała kogoś, aby pomógł jej polecieć z dwójką dzieci. Mogłam wrócić, lub zostać w pracy, którą by pomogła mi ogarnąć. Zgodziłam się, 4 dni później był wylot. W dniu wylotu miałam na tak zwany ''start'' około 115 funtów, pech w tym, że spóźniliśmy się na samolot, musiałyśmy dokupić bilety, aby wylecieć jeszcze w tym samym dniu. Wtedy zostało mi w kieszeni 15 funtów na początek życia w Anglii, bez języka, bez rodziny i znajomych. Tak jak wspomniałeś rzuciłam wszystko i wyjechałam za tak zwanym "chlebem", ale nie tylko. Najbardziej za spokojem psychicznym i lepszym życiem z dala od całego syfu. Myślę, że nie muszę nic więcej mówić, jeśli ktoś potrafi sobie wyobrazić, jakie może mieć życie osoba mieszkająca pod jednym dachem z ojcem alkoholikiem. Zmarł w marcu tego roku, niech spoczywa w spokoju, w takim, jakiego ja i reszta mojej rodziny nigdy nie zaznaliśmy.

- Reprezentujesz Reps MMA, jak tam trafiłaś i co możesz powiedzieć o klubie?

KW: Dokładnie w 2015 roku, 15 grudnia o godzinie 18 weszłam do klubu Reps MMA i od razu wiedziałam, że to miejsce dla mnie! Mojej znajomej znajomy - również Polak-  pokazał mi ten klub. Od razu zaczęłam trenować, gdy wróciłam do domu po jiu-jitsu byłam cała w siniakach, cieszyłam się jak dziecko! (zresztą do dziś się cieszę, gdy mam siniaki :D). Napędzało mnie to jeszcze bardziej! Było zabawnie, ponieważ nie rozmawiałam po angielsku. Kolega, który pierwszy raz pokazał mi klub, ciągle był jako tłumacz. Teraz już mój angielski jest dobry, nawet bardzo i potrafimy się dogadać z trenerem bez słów. Od początku trenowałam tylko z facetami, dalej z nimi trenuję i cieszy mnie to, jestem jeszcze silniejsza. Również jest w naszym klubie Ellie - Angielka, ma 16 lat i trenuje od roku, widzę w niej ogromny potencjał i bardzo jej pomagam, a ona uczy się szybko! Ogólnie w naszym klubie jest sporo dzieciaków, trenują już od 4 roku życia i mają niesamowite osiągnięcia! Nie dziwi mnie to. Reps MMA jest najlepszy w Preston! Mój trener nie jest tylko wspaniałym trenerem, ale cudownym człowiekiem. On jest dla mnie jak prawdziwy tata, najlepszy przyjaciel. Ze wszystkim bardzo dobrze się dogadujemy. Pomaga mi również poza klubem. Po prostu w każdej sytuacji mogę na niego liczyć. To nie jest tak, że ja wchodzę do klatki, biję i wygrywam. My idziemy razem do walki i razem walczymy. On oddycha razem ze mną, oddaje i przyjmuje każdy cios, walczymy z każdymi słabościami w głowie i poza. Razem kontrolujemy sytuację, aby zachować spokój i myśleć w czasie walki. Po prostu razem upadamy i razem wstajemy. Razem idziemy na szczyt.

- Wcześniej trenowałaś też w innych klubach i po prostu te miejsce okazało się dla ciebie tym najlepszym?

KW: W Anglii na początku trenowałam tylko na siłowni, szukałam tutaj boksu, ale znalazłam właśnie Reps MMA i to najlepsze co mogłam znaleźć w tamtym ciężkim okresie, w którym często nie miałam co włożyć do gara z dala od rodziny i bez języka. Dałam radę, potrafiłam przeżyć za 10 funtów tygodniowo. Dziś wiem. że wiara w siebie i ciężka praca naprawdę przynosi efekty, nie można się nigdy poddawać, nieważne jak ciężko będzie!

- Walki amatorskie toczyłaś już w 2016 roku, a całkowite zamiłowanie do sportów walki pojawiło się u ciebie kiedy?

KW: Od zawsze! W wieku jedenastu lat zaczęłam trenować boks z braćmi. Oni trenowali już długo i mieli spore osiągnięcia. Ja trenowałam około trzech lat z przerwami. Naszym trenerem był Bazyl Wakulicz i bardzo go pozdrawiam.

- W poprzednim roku debiut i stoczone pięć pojedynków. Przypomina się szalone tempo Rafała Kijańczuka. Po prostu chciałaś szybko złapać doświadczenie, czy pojawiały się fajne oferty?

KW: Tak, w ostatnim stoczyłam pięć walk. Wróciłam z Tajlandii, gdzie byłam 3 miesiące w Phuket Top Team. Musiałam wykorzystać to, co się tam nauczyłam, po prostu jestem Fighterką i dopóki będzie zdrowie, będę walczyć tak często, jak będzie to możliwe. To moje życie.

- Walki w Wielkiej Brytanii, gdzie naszej Polonii nie brakuje, więc obstawiam, że na brak kibiców nie mogłaś narzekać?

KW: Tak, to prawda, w Anglii jest sporo rodaków. Oczywiście nie narzekam na brak fanów z Polski, ale również ogromne mam wsparcie u Anglików, dzięki fanom jest ten ogień i dziękuję wszystkim! Najbardziej wspiera mnie rodzina, bracia i siostry i to jest dla mnie najważniejsze. Moja wspaniała Mama bardzo przeżywa każda walkę, ale jest silna i ogląda do końca, a później tysiące razy znów ogląda! Po niej mam tą siłę, dla mnie jest Największą Wojowniczką na Świecie! Kocham Cię Mamo.

- Gdyby zależało to od ciebie, toczyłabyś dalej w tak szybkim tempie następne walki?

KW: Oczywiście, nawet co miesiąc! Jeśli zdrowie jest, można wszystko. Przyznam, że sama wiele razy namawiałam trenera na walkę zanim jeszcze o niej powiedział. Nie chcę stać w miejscu. Chcę ciągle iść naprzód, muszę czuć tą adrenalinę, jaką daje mi walka, to cudowne uczucie, gdy twoja ręka jest w górze - wtedy czuje, że żyję.

- Pojawiła się też oferta walki w Afryce, choć początkowo nie było najlepiej, bo doszło do twojej pierwszej zawodowej przegranej. Długo dochodziłaś do siebie, czy od razu wychodziłaś z świadomością, że kiedyś ta przegrana musi się pojawić?

KW: Możesz mi nie wierzyć, ale w tym dniu, gdy dostaliśmy telefon z Afryki pracowałam na budowie, tak na budowie! U swojego sponsora, aby dorobić. Można pomyśleć, że to absurdalne aby kobieta pracowała na budowie, ale ja już wcześniej robiłam różne pracę fizycznie z braćmi w Polsce. Pomagała im i cieszyło mnie to. Życie nam nie da tego czego chcemy, tylko to, na co ciężko swoimi rękami zapracujemy. Mam wiele talentów, nie tylko potrafię się bić (śmiech). Wracając do telefonu z Afryki - bardziej się ucieszyłam w tamtym dniu gdy pracowałam na budowie było mi ciężko i powtarzałam sobie w myślach: wytrzymaj Karolina, to chwilowe. Ciężka praca popłaci. I proszę telefon z Afryki!! Dziewczyna odpadła dwa tygodnie przed walką, trener do mnie zadzwonił i zapytał, czy chcę walczyć w Afryce. Wiesz, co odpowiedziałam? Już pakuję walizkę! Nie obchodziło mnie to, z kim i w jakiej wadze, chciałam lecieć od razu walczyć, walczyć o lepsze życie. Co do walki wszyscy powiedzieli, że zostałam oszukana, bo można powiedzieć, że ona na swojej ziemi. Nie będę się cofać do tamtej walki, było minęło,jednym punktem przeważyło dla rywalki. Byłam wkurzona, ale nie złamało mnie to, wręcz przeciwnie!

- Druga walka w EFC i od razu starcie o pas. Byłaś zaskoczona?

KW: Zabawne jest to, że ta walka z Vlismass była właśnie na zasadzie: która wygra, ta walczy o pas z Penco. Vlismass dostała tą szansę, ale ja czułam, naprawdę czułam razem z trenerem, że i tak zdobędę ten pas i proszę! 2 tygodnie przed walką o pas Vlismass odpada z powodu kłopotów ze zdrowiem i co? EFC zadzwoniło do mnie! Dostaliśmy telefon, skakałam z radości jak małe dziecko! Aż się popłakałam! Czułam, że tak będzie i tak się stało! Od razu polecieliśmy do Afryki! I znów nie miałam żadnego obozu przed walką, tak samo jak za pierwszym razem w walce z Vlismass. Pierwsza walka tydzień przed, bez żadnego obozu. Kolejna dwa tygodnie przed, o pas, znowu bez obozu, a jednak ją pokonałam! Jestem urodzona do walki!

- Jest to ciekawa opcja, bo przecież wyjazd w nowe miejsce, dodatkowa przygoda, była szansa na pozwiedzanie?

KW: Tak naprawdę niesamowite uczucie, wylot do innego kraju, niestety czekały mnie tam obowiązki związane na tydzień przed walką i nie miałam okazji za wiele zobaczyć. Cóż, w końcu to nie były wakacje tylko biznes. Oczywiście Afryka bardzo mi się podoba i będę ją zawsze milo wspominać, a najbardziej do końca życia wygrany właśnie tam pierwszy zawodowy pas. Wkrótce tam wrócę, aby bronić swojego "dziecka". Wtedy na pewno będzie szansa, aby pozwiedzać więcej.

- Sam pojedynek z Chiarą Penco do łatwych nie należał?

KW: Słuchaj, nigdy łatwo nie jest. Gdy jest zbyt łatwo wtedy idziemy złą drogą, ja tak to odczuwam. Co do pojedynku, to naprawdę dałyśmy zajebiste 25 minut dobrej wojny z Penco. Walka o wszystko! Oczywiście Penco wyglądała na o wiele silniejszą, dobry zasięg rąk, wysoka. Ale przecież to nie siła walczy, tylko serce, a ja zostawiłam kawał serca w klatce, zawsze je zostawiam! Oczywiście jest super dać jakieś efektowne KO dla fanów na pewno zobaczą niejedno, obiecuję. Ale sądzę, że prawdziwą sztuką i sprawdzeniem, jakim jest się Fighterem jest właśnie przetrwanie 25-minut na maksa i jeszcze stanie na nogach. Nabierasz niezłego doświadczenia i pary na kolejne rundy.

- Ostatni starcie odbyło się we Włoszech. Jest to spowodowane jakimś problemem, że nie pojawiła się oferta obrony pasa w EFC? 

KW: Tak, niestety. Moja obrona pasa była zaplanowana na ten rok w maju ponownie w rewanżu z Vlismass. Nie mogłam doczekać się tej walki, mocno zapieprzałam już od stycznia, w końcu miałam coś do udowodnienia! Byłam w gazie, niestety w kwietniu Vlismass zerwała kontrakt z EFC i do walki nie doszło. Myślałam, że mnie szlag trafi za przeproszeniem! Bo z nikim innym nie chciałam walczyć. Niestety EFC nie miało dla mnie godnej przeciwniczki, dlatego szukaliśmy z trenerem czegokolwiek, abym mogła zawalczyć i złapać większe doświadczenie poza kontraktem w EFC. Mam jeszcze zaplanowane pięć walk.

- Walka zakończona decyzją sędziów, przeciwniczka okazała się twarda?

KW: Każda przeciwniczka jest twarda, nie walczę z byle kim, ale właśnie w klatce podnosi do góry ręce ta najtwardsza. Tak, walka trwała całe 3 rundy niestety albo stety... Przyznam, że chciałam i wiem, że mogłam skończyć tą walkę przed czasem. Cóż, nie zawsze jest tak jak chcemy. Skończyła się na pełnym dystansie i po pełnej dominacji z mojej strony. Trener kazał się nie spieszyć, spokojnie ją rozbijać. W sumie dobrze, bo pół roku nie walczyłam. Musiałam nacieszyć się tą chwilą, gdy jestem w klatce. Tam czuję się najlepiej.

- Obserwujesz żeńskie MMA w naszym kraju, starasz się oglądać te najważniejsze gale, czy poza startami próbujesz się od tego odcinać?

KW: Oczywiście śledzę naszych Polaków w KSW jak i w UFC. Ja żyję tym sportem, więc każde najważniejsze wydarzenie śledzę.

- Tym samym chęć pojedynku w Polsce jest spora?

KW: Oj, nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym zawalczyć w Polsce! Wtedy mogliby mnie widzieć na żywo wszyscy znajomi, a najważniejsze cała rodzina!

- W FEN kobiece MMA będzie rozbudowywane, w KSW nie ma dużej ilości zawodniczek. Nie będę zaskoczony jak powiesz, że jesteś gotowa rywalizować z dziewczynami i przyjechać, aby dać tu dużą ilość emocji?

KW: Oczywiście, jestem otwarta na każdą propozycje, jeśli taka by się pojawiła. Szczerze nie widzę aż tak dużego szału w KSW jak i w FEN w kwestii kobiet. Myślę, że mogłoby być ich więcej. Jak najbardziej mogłabym się tam sprawdzić, jeśli była by tylko okazja i dać naprawdę dużo fajnych emocji naszym rodakom.

- Cel jest tylko jeden, szybkie łapanie doświadczenie, coraz to mocne przeciwniczki i wywalczenie kontraktu z UFC?

KW: Dokładnie tak, cel jest tylko jeden. Chcę walczyć w UFC na największym poziomie, z najsilniejszymi. Ale nie spieszę się. Wiem, że to się stanie, ale na razie muszę zebrać jeszcze większe doświadczenie. Co ma być to będzie - najważniejsza ciężka praca, wiara w siebie i Boga, wtedy to, co sobie wymarzysz przyjdzie w odpowiednim momencie.

- Od dawna widzimy coraz to większy trash-talk, nawet w żeńskim MMA. Jakie Ty masz o tym zdanie, też nie będziesz od tego ''uciekać''?

KW: Powiem tak, nie lubię trash talku. Nie wiem po co? Dla większego hajsu? Wolę zostawić energię na walkę. Ja jestem sobą, gdy idę na ważenie, to są czyste emocje. Walka już wtedy się zaczyna, a ja muszę czuć wzrok swojej przeciwniczki. Czyste emocje, niczego nie udaje, jestem jaka jestem i robię swoje!

Rozmawiał Arkadiusz Hnida

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.