ZABOROWSKI: DO KLATKI LEPIEJ WYCHODZIĆ Z POKORĄ

Arkadiusz Hnida, Informacja własna

2019-07-02

Przedstawiamy rozmowę z Łukaszem Zaborowskim trenerem Shark Top Team, którego było o co zapytać, patrząc z perspektywy ostatnich startów podopiecznych. W tym roku wciąż nie zabraknie nam emocji, dostarczą ich rekiny w klatkach największych organizacji w naszym kraju i na świecie!

- Zacznijmy od Karoliny Kowalkiewicz, która w ostatnim czasie stoczyła dwie walki w którkim odstępie czas. Czy taka częstotliwość, to jednak nie był wasz błąd? 

ŁZ: Po walce z Waterson Karolina chciała bardzo szybko wrócić na matę i naprawdę szybko wróciła. Na przygotowaniach wyglądała świetnie. No nie wiem, nawet na rozgrzewce. To były jedne z najlepszych przygotowań, sparowała z mocnymi chłopakami i sadzała ich nawet na tyłek. Widzisz, taki to jest sport, bardzo niewdzięczny. Możesz robić wszystko na sali, a na walce czegoś ci zabraknie. Uważam, że naprawdę były to jedne z lepszych przygotowań. Niestety ten sport jest taki, potrafi zaskakiwać. Nie ma co ujmować Alexie Grasso, ona przez te półtorej roku zrobiła ogromny progres i to była jej najlepsza walka w życiu, bo porównując walkę do tej z Felice Herrig, to było dziesięć poziomów wyżej.

- Trzy przegrane z rzędu to zawsze trudny moment dla zawodnika, ale dodajmy, że pojedynki są w największej lidze świata?

ŁZ: Karolina zrobi sobie teraz dłuższą przerwę, chociaż UFC dawało jej propozycje jakieś na sierpień i wrzesień, ale myślimy, że wróci dopiero w listopadzie. W granicach listopada, może początek grudnia, więc sobie odpocznie. Zrobiła dwie walki, więc czas odpocząć, przemyśleć, może trochę się podleczyć, ze świeżą głową wejść do następnej walki. Nie tak za wszelką cenę, wtedy myślę, że będzie dobrze. Jeszcze kilka walk stoczy i da emocjonujące waleczki z zawodniczkami z topu.

- Zostańmy jeszcze w kobiecym MMA. Anita Bekus kontra Ewelina Woźniak, takie starcie mogłoby się odbyć w przyszłości, na pewno z większą promocją?

ŁZ: Faktycznie ta walka mogłaby się odbyć później. Równie dobrze na większej gali, ale ona ma taki sam problem jak Ewelina. Ciężko z rywalkami, miała walczyć z inną dziewczyną, ale wyleciała, praktycznie jak każda. Tak naprawdę myślę, że ta walka dużo jej dała, bo dobrze wyglądała do czasu skończenia. Anita się podpaliła i tak naprawdę takie sytuacje się mszczą, kiedy nie wykorzystujesz swojej okazji i jak chcesz rozciągnąć ten game plan na drugą, czy trzecią rundę. Najważniejsze, że Anicie nic się nie stało i dalej będzie walczyła, w tym roku planujemy jeszcze jedną walkę.

- Ewelina wielokrotnie wspominała, że jest duży problem, bo często zawodniczki odmawiają walk. Trener też coraz częściej widzi takie sytuacje, bo ich niewątpliwie nie brakuje?

ŁZ: Faktycznie. U siebie w klubie też mamy młodych zawodników i jest problem, bo ludzie mający rekordy, czy gdy jeszcze debiutują - wszyscy wybierają sobie rywali. To jest ogromny problem, bo jest coraz ciężej. Niby gal jest coraz więcej, ale jak ktoś robi galę, to wypełnia ją swoimi zawodnikami i chce, aby wszyscy zawodnicy wygrywali. Bierze po najmniejszej linii oporu, zawodników z mniejszych klubów, albo z mniejszych miejscowości, gdzie nie mówię, że są zawsze słabsi, ale jest mniej możliwości i dlatego często wybierają takich. Taka jest polityka, tak się teraz dzieje. Tak teraz układają sobie rozpiski i kariery, ale nie wiem czy to jest dobre, bo na takim budowaniu rekordu na pewnym etapie można się ostro przejechać. Jeśli idziesz coraz wyżej, walkę za walką, podwyższasz sobie poprzeczkę delikatnie, to potem na pewno walka nigdy cię nie zweryfikuje tak mocno. Wracając do tematu Eweliny i Anity - to myślę, że też to było fajne, bo dziewczyny zawalczyły i tak naprawdę duże doświadczenie wyciągnęły z tego starcia. A jeśli jedna i druga miałaby wychodzić do walk i łatwo je wygrywać, nie brać tych walk ciężkich, tylko z samymi łatwiejszymi rywalkami, to taka porażkach, jeśli masz już wyśrubowany rekord, to dużo bardziej boli, niż na początku kariery.

- Karolina Owczarz trzeba przyznać, że progres jaki zrobiła ta dziewczyna, jest naprawdę spory?

ŁZ: Karolina na sto procent jeszcze zawalczy raz, może nawet dwa. Progres jest olbrzymi, bo Karolina ciągle trenuje i ma się przy kim rozwijać. Myślę, że ostatnia walka pomimo, że była zmieniona rywalka, to Marta Chojnoska jest naprawdę mocną stójkowiczką i doświadczoną zawodniczką, bo ona naprawdę trenuje już wiele lat. Jest mocno zaangażowana też trenersko, co też rozwija, jeśli chodzi o jakieś umiejętności. To, że prowadzi treningi, to ją rozwija jako zawodnika czynnego. Myślę, że na tym etapie była to ciężka rywalka i super, że pojedynek potrwał cały dystans, bo Karolina mogła w drugiej walce przewalczyć 15-minut i dałaby radę walczyć dalej. Fajnie taktycznie to rozegrała, nie podpalała się. Myślę, że ta walka tylko na plus.

- Pojedynek z Aleksandrą Rolą, chyba musi dojść do skutku, bo padło już zbyt dużo słów?

ŁZ: Po tym pojedynku wróciła już na matę, dalej pracuje, bo ona nie opuszcza treningów. Nie wiem, czy będzie walczyła z Olą Rolą, bo niby tak jak mówisz, dużo słów między dziewczynami padło, ale myślę, że to bardziej ze strony Oli. Karolina raczej nic do niej nie miała, wydaje mi się, że Ola też nie powinna mieć nic do Karoliny. Dużo osób jest takich zawistnych jeśli chodzi o Karolinę, bo weszła do KSW, wygrała te dwie walki, tu są jakieś głupie przytyki do niej. Ale myślę, że osoba, która była złapana na dopingu w amatorskim MMA, nie powinna się odzywać, jeśli chodzi o jakieś przytyki, tylko szanować przeciwniczkę i nie gadać tych bzdur, bo różnie może się skończyć. Życie pokazuje, że do klatki chyba lepiej wychodzić z pokorą. Kończąc nie wiem, czy następna walka będzie z Olą Rolą, ale na pewno zmierzą się ze sobą. Ich drogi skrzyżują się, bo tych dziewczyn nie ma dużo w Polsce. Obie są na podobnym poziomie, rozwijają się, więc myślę, że prędzej, czy później zawalczą.

- Niedawno pojawiały się informacje o ewentualnym powrocie Damiana Szmigielskiego, lecz dość szybko to ucichło. Jak wygląda sytuacja, bo wielka szkoda by była, patrząc jak Damian robił świetną robotę jeszcze w ACB?

ŁZ: Damian trenuje cały czas, borykał się z poważną kontuzją kręgosłupa, a z tym nigdy nie ma żartów i tak naprawdę nie wiesz kiedy wrócić, bo on bardzo długo się rehabilitował. Nie trenował, potem trenował delikatnie, sparował i znowu był problem, więc z  tym kręgosłupem nie ma żartów. Nie można lekceważyć tej kontuzji, więc musiał ją dobrze wyleczyć. Myślę, że jest już dobrze. Były już dość mocne negocjacje, ale trochę z wagą się nie dogadaliśmy, w niektórych przypadkach, ale myślę, że Damian w tym roku wróci.

- Nie można też zapomnieć o Marcinie Wrzosku, który wrócił na odpowiednie tory. Nasuwa się mocne zestawienie z Filipem Pejićem?

ŁZ: Myślę, że Marcin nie zawalczy w Londynie, więc nastąpi to na następnej gali. Tak naprawdę kogo dostanie, teraz każdy przeciwnik będzie bardzo mocny i będzie wyzwaniem dla Marcina. Gdyby teraz wziął walkę na Londyn, to byłby po prostu duży błąd, bo on bardzo dużo zbija wagi i jeśli chodzi o walkę z Parnasse, to był ogromny błąd. Miał bardzo dużo kilogramów do zbicia. Nie przygotowania, a walka ze zbijaniem wagi, to nigdy nie wychodzi na dobre. Zadecydował, że chce spróbować, podjął się wyzwania, ale niestety nie poszło. Oni się jeszcze pewnie spotkają i myślę, że będzie wtedy lepiej przygotowany.

- Przed szansą zdobycia tymczasowego pasa w końcu stanął Salahdine Parnasse. Patrząc na jego kolejne walki, robi on coraz większe wrażenie?

ŁZ: Pewnie będzie bronił tego pasa co wywalczył z Romkiem Szymańskim. Teraz jest Brendan Loughnane, który nie dostał się do UFC, a walczył na Contender Series. Widziałem, że KSW złożyło mu ofertę, więc to byłaby naprawdę niezła walka i mega wzmocnienie w dywizji piórkowej. To byłoby mega ciekawe zestawienie, jestem naprawdę ciekaw tej walki, bo byłaby ona już na tym światowym poziomie.

Rozmawiał Arkadiusz Hnida