ARBI NASHKHOEV: CHCE SIĘ BIĆ I BYĆ W TRENINGU

Po czteroletniej przerwie kibice zgromadzeni na Armia Fight Night mogli zobaczyć w oktagonie Arbiego Nashkhoeva. W wywiadzie zawodnik opowiada m.in. jak ocenia swój ostatni występ, dlaczego miał problem ze zrobieniem walki oraz jak trafił do Polski. 

Paweł Wróbel: Na początku chciałbym Ci pogratulować ostatniej wygranej. Jak oceniasz swój występ z Alanem Kwiecińskim?

Arbi Nashkhoev: Dziękuję za gratulację. Niedawno oglądałem tę walkę i oceniam ją na trójkę w skali od zera do dziesięciu. Jak na czteroletnią przerwę w moim wykonaniu to stworzyliśmy naprawdę ciekawe widowisko. Dziękuję za to, że Alan dał mi szansę odbycia walki pomimo problemów z moją wagą. Uważam, że nie każdy by się zachował tak jak on.

PW: Twoim rywalem po długiej przerwie był znany z Warsaw Shore Alan Kwieciński. Śledziłeś losy swojego rywala w tym programie czy interesowały Cię jedynie jego sportowe dokonania?

AN: Koledzy z klubu powiedzieli mi, że Alan był w takim programie. Ja tak naprawdę telewizji nie oglądam, chyba że czasem mecze piłkarskie wraz z bratem.

PW: Limit wagowy przekroczyłeś o lekko ponad cztery kilo. Co miało na to wpływ?

AN: Wszystko szło dobrze, bo kiedy został tydzień do walki, to miałem cztery kilogramy do zrobienia. Myśleliśmy wszyscy, że to spokojnie zrobię, ale wcześniej bił się na gali TFL Artur Berezowskij  i z jego zdrowiem nie było wszystko w porządku. Pojechaliśmy do szpitala i tam złapałem jakąś infekcję. Nie mogłem normalnie oddychać przez nos, a robiąc ‘’szybkościówki’’ w ostatnim tygodniu czułem, że coś jest nie w porządku. Wypiłem tak naprawdę 44 litry wody przez 5 dni. Później trenowałem w ortalionie i wchodziłem do sauny, ale nawet 500 gram. nie chciało zejść. Podobno coś nie tak było z pracą nerek i niestety nie zdążyłem zrobić wagi.

PW: Co masz zamiar zrobić, aby po raz kolejny nie było takich problemów?

AN: Przede wszystkim chce zacząć trzymać dietę, żeby nie było ponownie takiej sytuacji. Chciałbym jak najmniej zbijać wagę, gubiąc wodę, trenując w ortalionie i chodząc na saunę. Mam nadzieję, że tak będzie, bo było to nie dobre dla mojego zdrowia.
 

PW: Po ponad czterech latach wróciłeś do oktagonu. Czym spowodowana była tak długa przerwa?

AN: Złapałem kilka kontuzji. Najpierw miałem się bić z Jakubem Piesiewiczem na TFL-u, ale na cztery tygodnie przed walką złamałem kciuka. Palec musiał być operowany i potrzebowałem trochę czasu, aby dojść do siebie. Nie mogłem bić, a później miałem problemy z nogą. Urazy wykluczały mnie z treningów, a ja nie chciałem walczyć, nie będąc przygotowanym na sto procent. Musiałem podjąć się różnych prac, żeby pomóc sobie i rodzinie finansowo.
 

PW: Uważasz, że w pełni wykorzystałeś te cztery lata przerwy od zawodowych startów?

AN: Przez ten czas mógłbym bardzo dużo zrobić i nauczyć się nowych rzeczy. Zawodnicy, którzy trenowali cztery lata, zrobili spory progres. Ja sobie z nimi radzę, ale mogłem się wiele więcej nauczyć i poobijać. Teraz będę wyjeżdżał do Olsztyna i Warszawy przede wszystkim na sparingi, żeby móc się rozwijać u boku lepszych zawodników, którzy walczą dla dużych organizacji. Uważam, że takie zdobywanie  doświadczenia jest bardzo ważne. Dobrym przykładem jest Sylwester Miller, który od  naszej walki stoczył dziesięć pojedynków.
 

PW: TFL 19 „Christmas Time” odbędzie się 21 grudnia w Lublinie. Czy wtedy po raz kolejny w oktagonie zobaczymy Arbiego Nashkhoeva, jeśli tak to z kim i w jakiej kategorii wagowej?

AN: Myślałem o TFL-u, ale zobaczymy, jak to będzie jeszcze. Muszę porozmawiać o starcie i przy tym ustabilizować wagę. Najważniejsze dla mnie jest moje zdrowie i chciałbym poukładać to wszystko. Jeśli nie wtedy to powinienem wyjść do oktagonu w styczniu.

 

PW: Aktualnie ważysz dużo więcej niż kiedyś Chciałbyś wrócić do swojej kategorii wagowej?

AN: Chciałbym trzymać 78 kg i schodzić do 70 kg. Nie mam zamiaru ścinać większej wagi, bo jest to bardzo złe dla zdrowia.
 

PW: Do walki z Alanem Kwiecińskim przygotowywałeś się w Lublinie, a wcześniej trenowałeś m.in. w WCA Berkut Warszawa. Jakie są różnice w treningach prowadzonych w Lublinie, a w Warszawie?

AN: Do walki z Alanem nie trenowałem w WCA Berkut Warszawa przede wszystkim z szacunku do rywala. Po rozmowie z Robertem Joczem i Krzysztofem Gutowskim podjąłem decyzję, że będę się przygotowywał do kolejnej walki w Lublinie. Nie chciałem, żeby nie było niejasnej sytuacji. Różnica między treningami w Lublinie, a w Warszawie przede wszystkim jest taka, że jest dużo więcej zawodników, którzy walczą na dużych galach. Poza tym treningi są podobne. Moim zdaniem trener, który walczył, prowadzi zajęcia całkiem inaczej. Jak gdzieś pojadę, to maksimum dwie techniki nowe się nauczę, których nie znalem. Uważam, że między treningami w Warszawie, a Lublinie nie ma tak dużych różnic.
 

PW: Cofnijmy się w czasie. Jak to się stało, że Arbi Nashkhoev znalazł się w Polsce?

AN: Rosjanie nie dawali nam spokoju. Mój Tato został zabity, jak miałem sześć lat. Mama wraz z wujkiem podjęli decyzję, że przeniesiemy się do Polski. Mama bała się o nasze życie. Nigdzie dalej nie wyjechaliśmy i tak minęło już piętnaście lat.
 

PW: Co zaskoczyło Cię w kraju nad Wisłą?

AN: Jak przyjechałem do Polski, to wszystko było dla mnie wielkim szokiem. Nie znałem kultury, zwyczajów oraz języka. Ludzie również inaczej podchodzą do różnych spraw. Jestem zadowolony, że trafiłem do Polski. Cenię Polaków i dobrze mi się z nimi żyje. Nigdy nie było jakiejś większej nieprzyjemnej sytuacji.
 

PW: Z Czeczenii wywodzi się wielu świetnych zawodników sportów walki. Wzorujesz się na którymś z zawodników?

AN: Na początku chodziłem na zapasy, ale raz w miesiącu. Później zapisałem się na boks, który trenowałem też głównie dla siebie. Momentem przełomowym była walka Mameda Khalidova z Ryutą Sakura'iem. Zdziwiło mnie to, że Czeczen biję się na gali w Polsce. Gdy zobaczyłem tę walkę to, postanowiłem wraz z kolegą zapisać się do klubu.
 

PW: Jaki masz plan na dalszy rozwój swojej kariery?

AN: Przede wszystkim starty. Chce się bić i być w treningu. Nie chciałbym przesadzić, ale walczyć przynajmniej co cztery miesiące.
 

PW: Gdybyś miał do wyboru jednego zawodnika, z którym możesz zawalczyć, to kto byłby nim?

AN: Nie mam takiego zawodnika. Oglądam dużo walk i chciałbym rywala, który jest na moim poziomie, bo jest to bardzo ważne. Czas pokaże, z kim będę się bił.
 

PW: Co chciałbyś osiągnąć w MMA?
AN: To nie jest tak, że ja chce mieć pas UFC czy jakiejś dużej federacji. Chciałbym się po prostu się bić i wygrywać. Kocham to robić i wiem, jak to jest, że raz się udaje, a czasem nie. Trzeba przede wszystkim chcieć i trenować, żeby małymi kroczkami robić krok do przodu.
 

PW: Jakie są Twoje pozasportowe zainteresowania?

AN: Dużo czasu spędzam z rodziną i znajomymi. Mamy wspólne hobby, a tak to przede wszystkim treningi i walki. To mnie najbardziej interesuje.
 

PW: Czego można Ci życzyć na nadchodzące miesiące?
AN: Chciałbym nie mieć kontuzji, a resztę krok po kroku osiągnę sam.

Rozmawiał Paweł Wróbel

 

 

 

 

 

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.