PETR YAN: ANALIZA CHAMPIONA UFC DYWIZJI KOGUCIEJ

Petr Yan to niedawno koronowany czempion UFC w wadze koguciej. Zaledwie dwudziestosiedmioletni obecnie zawodnik, przebojem wdarł się do największej organizacji MMA na świecie, wygrywając wszystkie pojedynki na swojej mistrzowskiej ścieżce. Co sprawia, że jest tak szalenie niebezpieczny dla przeciwników? Z jakiego powodu tak przyjemnie się go ogląda? Oraz dlaczego wiele osób uważa go za papierowego mistrza?

Petr Yan wywodzi się z amatorskiego boksu. I nie da się tego nie zauważyć. Świetnie przystosował tę dyscyplinę sportu do MMA, pomimo, że nie jest to zadanie łatwe. Bo to dwie różne dyscypliny. Moim zdaniem, największą różnicą między boksem a mieszanymi sztukami walki jest tempo oraz odległość pomiędzy przeciwnikami. W boksie amatorskim są trzy rundy, które trzeba rozegrać na pełnych obrotach. Nie ma czasu na odpoczynek, potrzebne jest pełne skupienie, ponieważ chwila rozluźnienia może kosztować przegrany pojedynek. Nie ma czegoś takiego, że pierwsza runda jest na "badanie" przeciwnika. Od początku musi być akcja. To jest właśnie różnica, którą podkreślają także kickbokserzy przechodzący do boksu. W MMA natomiast jest zupełnie inaczej. Duży oktagon pozwala na spokojne kontrolowanie dystansu, a nawet przebywanie poza nim przez część pojedynku. Dodatkowo można sobie trochę pouciekać na nogach, gdy już wyczuwamy zagrożenie. Yanowi udało się natomiast zrobić coś, czego wcześniej nie widziałem u żadnego zawodnika. Mianowicie, przeniesienie nieprzerwanego pressingu z ringu od oktagonu MMA. Bo przeciwnicy Yana, za bardzo nie wiedzą jak z nim walczyć. Ba, on po prostu im nie daje. Doskonale widać to na przykładzie zawodników, którzy swoją grę w stójce opierają na pracy na nogach oraz atakowaniu z "do skoku".

Niech za przykład posłuży nam tutaj pojedynek z Teruto Ishihara. No chłop nie miał tam nic do powiedzenia. Początek pojedynku i Yan od razu zajmuje środek oktagonu spychając w ten sposób rywala pod siatkę. Ten już po swoim pierwszym nieudanym kopnięciu ma świadomość, że walka będzie prowadzona na warunkach Petra. Podobna sytuacja miała miejsce z walczącym w podobny sposób Faberem, który także przecież walczył znaczną część pojedynku praktycznie czując siatkę na plecach. Przy zawodnikach tego typu, styl Yana, kompletnie odbiera im wszystkie atuty. Dlaczego w takim razie, większość zawodników, którzy w walce stosują ciągłą presję jak Petr, często przegrywa swoje pojedynki? Ponieważ Yan świetnie pracuje na odskoku. To nie jest tak, że idzie po prostu do przodu, przyjmując kolejne ciosy, aż w końcu uda mu się trafić którymś ze swoich. To inteligentna presja. Przeciwnik podczas walki żyje w strachu, gdyż widzi, że jego ciosy tylko ścinają powietrze oraz nie ma pewności kiedy Yan odpali jedną ze swoich bomb.

Bomby! Yan chyba nie zna pojęcia czegoś takiego jak ciosy na wyczucie. U niego każdy cios jest nokautujący. A przypomnijmy, że to kategoria do 61 kilogramów. Ciężko znaleźć zawodnika z tego limitu obdarzonego tak mocnym pojedynczym uderzeniem. Nawet w walce w Aldo, cios który Yan zadał brazylijczykowi na korpus w parterze, doszedł z takim impetem, że prawdopodobnie przesądził o wyniku pojedynku. To właśnie także efekt boksu amatorskiego, gdzie każdy cios powinien być jak najmocniej zaakcentowany. Pomimo tak piorunującego  uderzenia, Yan nie bazuje na pojedynczych trafieniach, tylko na kombinacjach. I to bynajmniej nie jakiś wymyślnych, tylko prostych kombinacjach bokserskich. Czy to w walce z Faberem, jak położył go kombinacją lewy-prawy-lewy, czy to w walce z Aldo, kiedy kombinacja lewy-prawy praktycznie zawsze dochodziła do głowy brazylijczyka. Prostota w najlepszym wydaniu. Dołóżmy do tego genialne ciosy na korpus i mamy mieszankę wybuchową. Ogromnym atutem Yana jest także, zaczerpnięte z boksu amatorskiego, zadawanie ciosów po zwodzie. Schodzi sobie z linii ciosu, przenosząc ciężar ciała na lewą nogę i wykorzystując tzw. efekt sprężyny, BUM!, wyprowadza zabójczy sierp. Tak samo z prawym prostym, który często jest nakładany nad lewą ręką przeciwnika.

Co do kopnięć. Nie są one używane zbyt często, jednak jeśli się już na nie zdecyduje, to praktycznie zawsze dochodzą do celu.

Jednak Yana nie można chwalić tylko za ofensywę. Ponieważ jego praca w obronie jest również efektywna. I również bazuje w niej na umiejętnościach zaczerpniętych z boksu amatorskiego. Przez całą walkę, prawa ręką jest bardzo wysoko podniesiona, praktycznie przyklejona do czoła. W ten sposób, niemal w stu procentach neutralizuje ataki przeciwnika na swoją prawą stronę. Ułatwia mu to także szybkie przejście do schowania się za podwójną gardą, gdzie jest całkowicie bezpieczny. Oczywiście, prowadzenie gry defensywnej w taki sposób wymaga posiadania defensywnych zapasów na odpowiednim poziomie. Według UFC stats, u Yana procentowy wynik obronionych sprowadzeń to 88%. Także wynik jak najbardziej pozytywny. Kolejnym aspektem obrony Yana, który należy podkreślić, jest fakt, że jest w niej bardzo aktywny. Jak wspominana już wcześniej praca na "od skoku", która sprawia, że ciosy rywala przeszywają powietrze. Tę aktywność widać szczególnie przy wymianach, gdy cały czas jest ciałem w ruchu, by w odpowiednim momencie zadać cios po zwodzie.

Yan potwierdza tezę stawianą przez wielu ekspertów mieszanych sztuk walki. Mianowcie, żeby zostać mistrzem, trzeba być wybitnie dobrym w jakiejś dyscyplinie. Wiadomo, MMA to połączenie wielu różnych sportów walki, jak zapasy, muay thai czy ju-jitsu. I trzeba być dobrym w każdej płaszczyźnie. Nie można być zawodnikiem jednopłaszczyznowym. Jednak posiadając umiejętności w każdej z tych dyscyplin na odpowiednim poziomie, należy mieć jedną, którą przewyższa się innych zawodników w swojej dywizji. I zazwyczaj są to zapasy, według mnie najlepszy sport background’owy do MMA. A w przypadku Yana jest to boks, który jak już wspominałem, świetnie przystosował do mieszanych sztuk walki.

Pomimo tych wszystkich zalet Yana, wiele osób uważa go za "papierowego mistrza". I trudno się z nimi nie zgodzić. Petr Yan to chyba jedyny mistrz UFC, który nie walczył praktycznie z nikim z czołówki. Prześledźmy sobie ostatnie, najważniejsze pojedynki rosjanina. Jimmie Riviera, który był świeżo po porażce z Aljamainem Sterlingiem, a mimo to był w stanie w pewnych momentach zagrozić Yanowi. Wcześniej Jimmie przegrał także z Marlonem Moraes, obecnie numerem dwa w rankingu UFC, tym razem przez nokaut już w pierwszej rundzie.

Kolejna walka Petra to wygrana nad Urijahem Faberem. Zdecydowana wygrana nad zawodnikiem, który swój prime time ma już dawno za sobą. No i w końcu walka o pas z Jose Aldo. Oczywiście brazylijczyk to ciągle walcząca legenda UFC, jednak w kategorii do 61 kg, miał przed pojedynkiem z Yanem, tylko jedną walkę, którą przegrał. Także z Moraesem. Nie ma co się oszukiwać. Lista przeciwników dla Yana jest długa, na czele z Aljamainem Sterlingiem, i Marlonem Moraesem, i Cody Garbrandtem. Jeszcze wiele razy będzie musiał udowodnić, że rzeczywiście jest niekwestionowanym mistrzem wagi koguciej. Chociaż jak widać po jego walkach, ma na to warunki i umiejętności.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.