FAME MMA 7: LUDZIE KOCHAJĄ FREAK FIGHTY

Maciej Konc, Informacja własna

2020-09-08

W tym tygodniu artykuł będzie troszkę inny niż zazwyczaj. Mianowicie, zazwyczaj robię tu jakąś szczegółową analizę zawodnika czy podsumowanie gali. Dobra, tym razem poniekąd też będzie podsumowanie gali, ale gali, którą duża część osób nie uznaje za event sportów walki. FameMMA 7. Nie chcę bynajmniej oceniać tego pod względem jaki to na kogo na wpływ, czy co tam promuje, bo są ludzie, którzy znają się na tym lepiej ode mnie, a i moje zdanie tej dyskusji nie zmieni. Takie federacje są i będą. I zakładam, że będą coraz większe.

Także, nie ma co się na świat obrażać. Ludzie kochają freak fighty. Walki ludzi znanych z innych sportów, rzeczy niezwiązanych z MMA. Weźmy pod uwagę chociażby już historyczną, przełomową walkę w polskim MMA- Pudzianowski vs Najman. Dwóch debiutantów, pojedynek, który pod względem technicznym pozostawiał dużo do życzenia, sprawił, że ogrom ludzi zainteresował się mieszanymi sztukami walki. I o ile wszyscy podkreślają tu rolę Pudziana, że wszyscy byli ciekawi jak tak świetny sportowiec, wielokrotny mistrz świata, sprawdzi się w dyscyplinie, która na pierwszy rzut oka jest związana z jego bazową to nie można umniejszać roli Nam mają. Moim zdaniem, gdyby Pudzianowski miał walczyć wtedy z kimś innym, to oczywiście zdobyłby ten pojedynek rozgłos, ale nie tak duży jak w przypadku Marcina.

<< WSZYSTKO O FAME MMA 7 >>

Nie ma co się zastanawiać czy freak fighty są potrzebne to należy przyjąć, że po prostu są. Ale już abstrahując od tego, to podczas tej gali było sporo walk, które budziły emocje. I to te sportowe, bo było parę starć, które rzeczywiście oglądało się z przyjemnością. Oczywiście nie był to poziom zawodowej gali, zresztą Ci zawodnicy się za takich nie uważają. Ale jak na taką galę to przy paru pojedynkach trzeba powiedzieć chapeau bas.

ŁUKASZ LUPA vs MIELONIDAS

Dla niewtajemniczonych. Pierwotnie Lupa miał się zmierzyć z Don Kasjo na zasadach K1. Z tego pojedynku musieli zrezygnować z powodu kontuzji Kasjusza. Także, przygotowania Lupy, jak się można domyślić, odbywały się głównie w stójce. I nagle bum! Na zastępstwo wchodzi zapaśnik- Mielonidas.

Ciężko wytrenować obronę przed obaleniami w dwa tygodnie. Niektórzy nie potrafią zrobić tego przez całą karierę. Gameplan, więc był oczywisty. Nie dać się sprowadzić i starać się jak najszybciej znokautować. Co się udało.

I oczywiście wiele, ale to wiele było nokautów w MMA. Tylko to był tak naprawdę debiut Lupy. Może nie taki stricte debiut, bo miał na koncie dwie walki, ale pojedynek z Mielonidasem był pierwszym do którego wszedł przygotowany. Przynajmniej pod względem gry stójkowej.

I teraz ilu zawodnikom udało się kogoś znokautować w jeden ze swoich pierwszych walk. Nawet nie zawodowej. Po prostu jeden z pierwszych walk. Nie robię tutaj z Lupy jakiegoś wielkiego stójkowicza, ale trzeba przyznać, że chłop predyspozycje i cios ma. Tutaj nie chodzi, już nawet o samą akcję kończącą. Tylko pierwszy lewy prosty, juz zachwiał Mielonidasem. Mielonidasem, który słynie z tytanowej szczęki.

To właśnie było fajne, że nokaut padł po klasycznym lewy-lewy-prawy. Nie było jakiś "przekombinowany" akcji w stylu:
-"ej naucz mnie czegoś, żebym mógł go zaskoczyć " tylko prostota i podstawy w bardzo dobrym wykonaniu.

Nie często zdarza się tak czysty nokaut na zawodach amatorskich, szczególnie w tzw pierwszym kroku, dlatego jeszcze większe chapeau bas. Taki nokaut z pewnością da Lupie ogromną dawkę pewności siebie, także trzeba z niecierpliwością wyczekiwać jego następnego starcia. Co do Mielonidasa. Pełny obóz przygotowawczy i zapraszamy do oktagonu.

WIEWIÓR vs HASSAN

Ich pierwszy pojedynek uznawany jest za jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy, w historii organizacji. I o ile pierwszy pojedynek, był bardzo emocjonujący pod względem zwrotów akcji, dramaturgii o tyle drugi był już na naprawdę dobrym poziomie pod względem technicznym. Wiadomo, zawodowstwo to nie było, ale widać ogromny progres od czasów pierwszej walki. Dynamika akcji, praca na nogach Hassana, kopnięcia z różnych płaszczyzn. Świetnie się na to patrzyło, a i tak nie wystarczyło to na Wiewióra.

Wiewiór to zawodnik z przeszłością w ALMMA. Także można powiedzieć, że w jakimś tam stopniu doświadczony. I trzeba przyznać, że parter był na naprawdę fajnym poziomie. Dużo prób poddań, kontrola i o ile w stójce było trochę chaosu, wystarczyła ona na tyle, żeby sprowadzać Hassana do parteru.

Trzeba przyznać, że przyjemnie się to oglądało. Było tempo, były umiejętności, bardzo ładny sportowy pojedynek. Oczywiście nie są to zawodowcy i nie rozpatruje tego w tej kategorii, zresztą oni sami za takich się nie uważają. Ale jeśli rozpatrujemy to w kategoriach amatorskich, to każdy powinien być zadowolony. Szczególnie, że złej krwi między nimi nie było a po walce nikt nie prosił i trzeci pojedynek, tylko postanowili iść w swoją stronę.

PAWEŁ TYBURSKI vs ARKADIUSZ TAŃCULA

Tutaj też dla niewtajemniczonych. Początkowo na gali miał walczyć Piotr Tyburski. Jednak doznał kontuzji podczas sparingu ze swoim bratem bliźniakiem-Pawłem. No i właśnie Paweł wszedł na zastępstwo. Przed walką z Tańculą, wyłączył jeszcze z gali wyżej wspomnianego Don Kasjo, który także nabawił się kontuzji.

Mimo wszystko to Tańcula był faworytem w tym pojedynku. I ciężko się dziwić. Pokonał Alana Kwiecińskiego, który miał za sobą szereg walk amatorskich. A to co się wydarzyło w tej walce, no tego to nikt się nie spodziewał.

Pełna dominacja Tyburskiego. Nawet można powiedzieć-brutalna dominacja. Niecałe dwa miesiące przygotowań i forma, która naprawdę cieszyła oko. Bracia mieli już wcześniej pojedynek w fame-słynna walka dwóch na dwóch, ale to do tego Paweł był przygotowany. Już na pierwszy rzut oka widać, że do tej stójka przyłożył rękę świetny kickbokser i aktualnie zawodnik MMA- Radosław Paczuski.

Piekielnie mocne low kicki. Praktycznie w każdy cios Paweł wkładał 100 % siły. I nie ma się co dziwić skoro większość z nich wchodziło. To nie była jakaś chaotyczne stójka nastawiona tylko na urwanie głowy. Co to to nie. Ładna pozycja, dokręcone kopnięcia, wszystko w bardzo dobrym wykonaniu.

Trzeba przyznać, że Piotr ma warunki do tego sportu. Wysoki jak na tę kategorię wagową, duży zasięg no i niespodziewana siła fizyczna. Do tego włączy w kategorii, gdzie ma rzeczywiście solidnych przeciwników, jak przykładowo jego były przeciwnik w sparingu, bo sparingpartnerami, to oni nie byli - Don Kasjo, który ma za sobą karierę w boksie amatorskim. Czy Kubańczyk, który też fajnie wygląda strikersko.

To był już ten poziom, że spokojnie mógłby się znaleźć na karcie jakiejś mniejszej organizacji. I nikt by nie narzekał. A gdyby, ktoś zaliczył taki debiut, to myślę, że poszedłby w stronę sportów walki. Paweł tak zapowiedział, więc będę śledzić jego karierę z ciekawością. Co do Tańculi. Na sto procent był świetnie przygotowany. To jeden z tych ludzi, którzy wszystko w życiu robią najlepiej jak potrafią. Chyba po prostu nie spodziewał się aż takiego natarcia ze strony Tyburskiego. Zresztą, nikt się nie spodziewał. Pokazał kawał serducha w walce, bo przyjmował takie ciosy, po których już większość by odpuściła. Sam miałem podczas walki odczucia typu: "Jak ten chłop może jeszcze stać". Także pełne uznanie. Mam nadzieję, że szybko wrócić do siebie i ponownie zobaczymy go w oktagonie, a patrząc na jego personę, zapewne tak będzie.

Także podsumowując. Idzie to w dobrą stronę. Większość już podchodzi do tych walk jak do rzeczywistego pojedynku, przechodząc obóz przygotowawczy i promując w jakiś sposób ten sport. A to wydaje mi się jest jak najbardziej pozytywne.