DIABEŁ STRASZNIEJSZY NIŻ GO MALUJĄ. KICKBOXERZY W MMA CZ.1

O tym, że stójka w MMA rządzi się innymi prawami, przekonało się już wielu reprezentantów sportów uderzanych, którzy postanowili spróbować swoich sił w klatce. Wake up mother*uckers – 2020! Czas dostosować się do współczesnych standardów i jeśli nawet z łezką w oku, to zaakceptować fakt, że czasy pierwszych turniejów UFC przeminęły bezpowrotnie.

Gwoli ścisłości – byli utytułowani kickboxerzy jak Israel Adesanya czy Alistair Overeem potrafili przenieść swoje umiejętności na grunt MMA i odnosić na nim sukcesy, wymagało to jednak wprowadzenia modyfikacji w sposobie poruszania, kątów, z których wyprowadzają ciosy i kilku innych aspektach, a co najważniejsze wypracowaniu umiejętności parterowych na poziomie, który pozwalałby im utrzymywać walkę w „swojej” płaszczyźnie. Świetnym przykładem jest również Joanna Jędrzejczyk, wielokrotna mistrzyni świata w boksie tajskim. Po przejściu do MMA, Jędrzejczyk dostosowała swój styl walki pod MMA wręcz idealnie. Polka zachowała najlepsze elementy swojego stójkowego arsenału, jak kombinacje ciosów rękoma z dystansu, kopnięcia, uderzenia kolanami i łokciami w klinczu, jednocześnie obniżając pozycję wyjściową, by móc skutecznie bronić obaleń.

Wracając do wspomnianego wcześniej Alistaira Overeema, to mimo że Holender w MMA zdobył praktycznie wszystkie najważniejsze tytuły, poza tym najbardziej upragnionym – pasem mistrzowskim UFC, to można go jednak zaliczyć do grona kickboxerów, który boleśnie przekonali się o tym, że rozmiar rękawic ma znaczenie, a schowanie się za podwójną gardą, nie zawsze zadziała. Pomijając już wątpliwej jakości tworzywo, z którego zbudowana jest szczęka Człowieka Demolki, to jak inaczej rozumieć fakt, że mistrz historycznej, najbardziej prestiżowej wówczas japońskiej organizacji K1 GP, mający na rozkładzie takie nazwiska jak Badr Hari czy Peter Aerts, zostaje znokautowany w oktagonie przez Antonio Silvę czy Bena Rothwella.

Kill or be killed

Analizując kilka ostatnich lat, jakże bogatej kariery Reema w MMA, można zauważyć, że zmalał… To też, ale przede wszystkim zmienił styl walki. Nie uchroniło go to jednak od brutalnego nokautu z rąk Francisa Ngannou, natomiast pozwoliło uniknąć go w kilku innych pojedynkach, z bijącymi mocno, ale nie aż tak mocno jak Francuz zawodnikami. Za czasów Strikeforce i walk na japońskich galach Dynamite, styl Reema cechował się ogromną, zbudowaną na koninie siłą, agresją, brutalnością i brakiem kalkulacji. Holender zostawiał na przegranym polu kolejnych rywali, m.in. Fabricio Werduma czy Brocka Lesnara, którego to w myśl jednego ze swoich przydomków zdemolował w debiucie pod banderą UFC. I tak aż do wspomnianego nokautu z rąk Antonio Silvy. Przełom nastąpił jednak nieco później, jakby Alistair potraktował walkę z Big Footem, biorąc pod uwagę jej przebieg, jako wypadek przy pracy. Złe rozłożenie energii przez zapamiętanie się w szarżach, mających dokończyć dzieła zniszczenia na wyraźnie naruszonym Travisie Brownie, Reem opłacił kolejnym brutalnym nokautem. I nadszedł czas by coś zmienić.

To je szczęka, tego nie wytrenujesz

Od porażek z Silvą i Brownem, Holender zaczął walczyć zdecydowanie bardziej zachowawczo, co poza drobnym wykolejeniem w postaci przegranej przez nokaut z Rothwellem, gdzie paradoksalnie tego ognia właśnie zabrakło, utorował on sobie drogę do walki o upragniony pas mistrzowski. Overeem w wersji już właściwie 3.0, mając serię czterech wygranych z rzędu i skalpy w osobach byłych mistrzów Juniora dos Santosa czy Andreia Arlovskiego, udowodnił, że zmiany, których dokonał były konieczne i kosztem efektowności, może zawędrować na szczyt. Tak się finalnie jednak nie stało.

Za dobry dla czołówki, za słaby na…

Alistair w pojedynku mistrzowskim ze Stipe Miocicem miał swoje momenty, posyłając strażaka z Ohio na deski, czy próbując dopiąć duszenie gilotynowe, które jak twierdził w wywiadzie tuż po walce, Stipe odklepał. Ostatecznie musiał jednak uznać wyższość rywala, który pozbawił go przytomności ciosami w parterze. Od tego czasu Holender przeplata zwycięstwa z porażkami, odbijając się sukcesywnie od ściany z napisem „walka o tytuł”.

Problemem Reema, jak i wielu kickboxerów, którzy przechodzą do MMA, może być oprócz, co oczywiste gry parterowej, typowa dla ich dyscypliny tendencja chowania się w defensywie za podwójną gardą i brak poruszania głową, co w połączeniu z małymi rękawicami, może, jak widać na kilku przykładach, prowadzić do nokautu. Tak więc, mimo ogromnych umiejętności w tej płaszczyźnie, kickboxerzy, wchodząc do walki w MMA, nie mogą czuć się nazbyt pewni w stójce. Sztandarowym przykładem jest nieudana wycieczka do UFC Gokhana Sakiego, ale o tym następnym razem.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.