STARSZY, LEPSZY DIAZ

Niepisany dekalog fana MMA mówi jasno - każdy, kto dumnie określa siebie tym mianem, nie ma prawa nie wiedzieć, kim są bracia Diaz. Jeśli komuś jednak jakimś cudem umknęło to nazwisko, to powinien w tym momencie przyjąć stockton slapa na odmułkę, posypać głowę popiołem i nadrobić zaległości. Spokojnie, wieczorny trening KSW poczeka.

Gdybym zapytał samych zainteresowanych o to, który z nich jest lepszy, to z pewnością zostałbym zrugany jak niegdyś jeden z dziennikarzy, który nie wiedzieć czemu pomyślał, że będzie to dobre pytanie. Postanowiłem więc sam dokonać oceny, głęboko wierząc, zresztą podstawnie, że bracia Diaz nie znają języka polskiego i nie przeczytają tego artykułu.  

Zarówno Nick, jak i Nate posiadają znakomite umiejętności parterowe i bokserskie. Obaj prezentują w klatce podobny, acz nieszablonowy styl, który opiera się przede wszystkim na ciągłej presji i niezliczonej ilości wyprowadzanych kombinacji bokserskich, z których spora część dochodzi zazwyczaj do celu. Obaj są również niesamowicie wytrzymali i odporni na ciosy oraz dysponują niekończącym się nigdy paliwem w baku, w postaci morderczego cardio, które pozwala im pracować na najwyższych obrotach od pierwszej do ostatniej sekundy pojedynku. Doszukując się słabszych elementów w grze braci Diaz, z pewnością wskazałbym kopnięcia oraz obronę przed nimi. Ich boksersko usposobiony styl walki w stójce, charakteryzujący się ciężko osadzoną nogą wykrocznej i nieustannym pressingu, sprawia, że często przyjmują oni kopnięcia właśnie na tęże nogę, a sami rzadko korzystają z technik kopanych, a gdy to robią, to wyglądają one na niezbyt dynamiczne i techniczne, zupełnie odwrotnie niż ich boks. Jeśli chodzi o umiejętności zapaśnicze stocktończyków, to na pewno nie są one na tym poziomie, co ich BJJ, natomiast prezentują się solidnie. Obaj bardzo dobrze czują się w klinczu przy siatce, są w nim bardzo aktywni, zadają dużą ciosów i bardzo dobrze korzystają z uchwytów.

Mimo delikatnych braków w niektórych aspektach, są świetnie wyszkolonymi technicznie, bez wątpienia jednymi z najefektowniej walczących i najlepiej predysponowanych do walki w klatce zawodników w historii tego sportu. Niezłomna psychika, wytrzymałość, wysokiej klasy umiejętności i to „coś”, czyni braci Diaz… braćmi Diaz, czyli marką samą w sobie. Historia pokazała, że by ich pokonać, trzeba posiadać wybitne umiejętności zapaśnicze lub bokserskie i realizować konsekwentnie dobrze dobraną taktykę, bo w innym przypadku może się to wiązać z bardzo długą, nieprzyjemną nocą w klatce, zakończoną niekoniecznie zadowalającym rezultatem.

Chcąc wskazać, których z nich jest lepszym zawodnikiem, dokonałem analizy na kilku płaszczyznach. Pierwsza to osiągnięcia. W tej kwestii zdecydowanie góruje starszy z braci – Nick. W latach swojej świetności zdobywał pas mistrzowski organizacji Strikeforce, który trzykrotnie udało mu się obronić, tocząc epickie boje z Paulem Daleyem czy KJ Noonsem, zanim zasilił, ponownie zresztą, szeregi organizacji UFC. W swojej krótkiej, acz treściwej przygodzie z UFC, dwukrotnie walczył o najwyższe trofeum – z Carlosem Conditem o pas tymczasowy oraz Georgesem St.Pierrem o tytuł właściwy. Obie te walki przegrał, choć wokół werdyktu w walce z Conditem było sporo kontrowersji. Z GSP natomiast w tamtym czasie nie był w stanie wygrać nikt, a i tak udało mu się napsuć Kanadyjczykowi sporo krwi.

Największym osiągnięciem w karierze Nate’a jest wygrana w piątym sezonie The Ultimate Fightera oraz zwycięstwo nad Conorem McGregorem. Do walk o pas mistrzowski młodszy z braci Diaz stawał dwukrotnie – w organizacji WEC oraz UFC. W obu tych walkach ponosił jednak porażki. Sprawą mniej kluczową w tej kwestii, ale wartą odnotowania jest rekord obu z nich. Nick co prawda ostatni pojedynek stoczył w 2015 roku, jednak biorąc pod uwagę, że swoją zawodową karierę rozpoczynał 3 lata wcześniej niż Nate, to z pewnością dorobił się bardziej imponującego bilansu - 26 zwycięstw, 9 porażek i 2 walk zakończonych wynikiem no contest. Jego młodszy brat, który jest nadal aktywny, choć stwierdzenie to jest mimo wszystko delikatnym nadużyciem, może pochwalić się (?) na ten moment rekordem 20 zwycięstw i 12 porażek, a jego najdłuższa seria zwycięstw w karierze to 5, przy 11 Nicka.  

Ani Nick, ani Nate nie dysponują typowym pojedynczym nokautującym ciosem, jednak poprzez namnażające się obrażenia rywali, w wyniku ich nieustannej ofensywy i celnych uderzeń, potrafili kończyć swoich rywali w stójce. Zdecydowanie więcej skończeń na swoim koncie ma jednak Nick, który wygrywał swoje walki przed czasem poprzez ciosy 13 razy, zaś Nate zaledwie czterokrotnie. Doprecyzowując kwestię nokautującego ciosu, starszy z braci Diaz bazując na świetnym timingu, posyłał jednym ciosem na deski Robiego Lawlera czy Paula Daleya, jednak nie było to zasługa tego, że w odróżnieniu od brata zotał obdarzony piekielną siłą ciosu, a bardziej wspomnianą wcześniej kumulacją zadanych przeciwnikowi obrażeń. Obaj mają oczywiście, biorąc pod uwagę ich wybitne umiejętności parterowe, wiele wygranych przez poddania. W tej i chyba jedynej statystyce wygrywa Nate - z 11 poddaniami na koncie, przy 7 po stronie Nicka.

Reasumując uważam, że to starszy z braci Diaz jest/był lepszym zawodnikiem. Obaj mają bardzo podobny styl walki, jednakże Nick walczył bardziej technicznie, dysponował większym fighting IQ, był szybszy oraz bardziej atletyczny i temu zawdzięcza sukcesy, które odnosił, a którymi nie może pochwalić się jego młodszy, walczący mniej rozważnie, wolniejszy i gorszy w defensywie brat.

Na koniec klasyka gatunku do nadrobienia dla tych, którzy nie widzieli, choć liczę na to, ze takich nie ma i do odświeżenia dla tych, którzy dawno nie oglądali. Odpalajcie… odbiorniki i miłego seansu.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.