KSW 56: PODSUMOWANIE

KSW 56 to jedna z tych gal, że dużo było ciekawych pojedynków, jednak każdy ostrzył sobie zęby na creme de la creme w postaci walk wieczoru. Z jednej strony dlatego, że to taki trochę pojedynek pokoleń. Bardzo mocno uznanej marki na polskim rynku z już uznaną, jednak ciągle umacniającą się w głowie polskiego kibica.

Roberto Soldić kontra Michał Materla

Trochę ciężko było to oglądać. Michał Materla to dla mnie, jak i dla wielu legenda sportów walki, warto tu tylko nadmienić, że wygrywał z takimi zawodnikami jak PalharesThiago czy Grove. Dlatego nie za fajnie ogląda się taki pojedynek do jednej bramki.

Tak to wyglądało. O ile oczywiście Michałowi nie można odmówić serca do walki, bo to z czego słynie. Nie raz przegrywał walkę, by pod koniec odwrócić losy pojedynku, doprowadzając do zawału serca swoich kibiców i tych, którzy mieli go na kuponie.

Tylko w tej walce było głównie serce, bo w żadnym momencie nie zagroził Soldiciowi. Walczył do końca, jednak sędzia przerwał w odpowiednim momencie.

Nie jestem tutaj po to, by mówić, że Michał Materla powinien skończyć karierę, jak to piszą w Internecie. Nikt od tego nie jest poza samym Michałem. Jeśli chce, niech dalej walczy. Z pewnością wiele ludzi, wraz ze mną w tym gronie to zobaczy. Tutaj pozwolę sobie tylko na stwierdzenie, że 3 lata temu ta walka wyglądałaby zupełnie, ale to zupełnie inaczej.

Co do Soldica. Maszyna. Naprawdę ciężko znaleźć teraz zawodnika, który mógłby do zatrzymać. Spokój w stójce, precyzja i najważniejszy czynnik tzw. instynkt zabójcy. Wszystko to podkręcone na maksa. Chyba nie ma osoby, której nie podobałyby się jego walki, bo nie mogą się nie podobać. To taka esencja tego, czego ludzi szukają w MMA, faktu, że w każdym momencie może paść decydujący cios.

Gdyby tego było mało, walczył w nieswoje wadze. I ludzie wróżą mu kolejny pojedynek z kategorii średniej z Mamedem Khalidovem. Pojedynek, który przyciągnąłby tłumy przed telewizorem, ale moim zdaniem na ten kawior MMA, będziemy musieli jeszcze trochę poczekać.

Zresztą w kategorii 77kg są jeszcze dwa ciekawe nazwiska. Mianowicie walczący na tej gali Andrzej Grzebyk, który miał po niej zostać obowiązkowym pretendentem oraz Michał Pietrzak, który spróbowałby swoich sił po pełnym obozie przygotowawczym. W wadze średniej zresztą też się paru znajdzie.

Oczywiście, dużo osób chciałoby zobaczyć Soldica w UFC. Ja zresztą też. Chłop jest stworzony do tego sportu, więc fajnie byłoby sprawdzić jego umiejętności w najlepszej lidze na świecie. Szczególnie, ze Du Plessis, którego Soldić pobił, pokonuje w debiucie zawodnika z pięcioma walkami w organizacji.

Z drugiej jednak strony Roberto może być twarzą organizacji na lata. Można zestawić multum ciekawych pojedynków z jego udziałem, a on sam stara się trafić do serc polskich kibiców. Co zresztą mu się udaje.

Tomasz Narkun

Pełna profesja. Pokonać to raz, ale pokonać go w stójce to zupełnie coś więcej. Bo Erslan to praktycznie niedługo byłby jedną nogą w UFC. A tutaj nagle „bip bip suprise” i stopują Cię pięści Tomasza Narkuna.

Co do samego przebiegu pojedynku to było, powiedźmy: „dość ostro”. W sensie wiadomo było, że Ivan to nie jest jakiś gość z łapanki, w kwiecie wieku bez porażki w rekordzie, a jak wiadomo, ma się wtedy dodatkową motywację, żeby tego zera nie stracić. I to wszystko było widać w walce. Nie przyjechał po pieniądze i w pierwszej rundzie śmigał takimi ciosami, że gdyby trafił, to już byłoby po walce. W drugiej przetrwał 51 sekund.

Nie wiem, czy planem w tej walce obozu Narkuna było utrzymanie walki w stójce. Jeśli tak, to plan, powiedzmy, dość ryzykowny. Oczywiście powiódł się w stu procentach. Walka w stójce i knockdown, po którym poszło poddanie, zdecydowanie można nazwać wypełnieniem planu. Krytycy mogą powiedzieć: „no tak, co to za mistrz, który został prawie znokautowany przez Ivana” „Gdyby Ivan trafił, to by było po walce”. No właśnie „gdyby”. Gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem.

Nie wiem, czy jest jakaś inna postać w Polskim MMA, która by wzbudzała tak różne emocje. Sam fakt, że w Internecie można znaleźć multum komentarzy, w których ludzie nie cieszą się z jego wygranej, tylko denerwują się, że nie przegrał. Nie robiliby tak w przypadku osoby, która byłaby im obojętna. Sam jestem powściągliwy od takich ocen, gdyż patrzę bardziej na umiejętności czysto sportowe. A tych mu zdecydowanie odmówić nie można.

Umiejętności na UFC. Bezsprzecznie. Miał już porządnych rywali jak Mamed, Relijic itd. Sprawdził się na ich tle, pokonał i tyle. Nieprzewidywalna stójka, parter na naprawdę wysokim poziomie, jest cała masa argumentów, żeby Narkun zadebiutował w największej organizacji MMA na świecie. I jestem przekonany, że by sobie tam poradził. Oczywiście, wielu zawodników się odbiło od tej organizacji, ale tutaj mamy już doświadczonego zawodnika plus walczącego w kategorii, która jest najsłabiej obstawiona w UFC. Nie można powiedzieć, że Tomasz nie poradziłby sobie ze Spannem czy Krylovem. Szczególnie że w tej dywizji brakuje właśnie takiego zawodnika. Parterowca, który lubi się pobić.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

Maciej Konc

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.