STOJĄC U BRAM ABSOLUTNEGO TOPU UFC

W każdej federacji MMA na świecie potrzebny jest dopływ świeżych zawodników, którzy w swoich kategoriach wagowych będą mogli zrobić furorę, stać się gwiazdami. W UFC akurat jest to szczególnie niezbędne ze względów promocyjno-biznesowych, bo trash-talk Conora McGregora, uliczny styl Masvidala lub Diazów, czy dziwactwa Tony’ego Fergusona prędzej czy później się nudzą. W różnych kategoriach wagowych jest obecnie kilku wojowników, którzy czy pod kątem marketingowym mogą szturmować czołówkę, to jeszcze nie wiadomo (a przynajmniej w części przypadków), ale sportowo wkrótce będą mogli. Na kogo więc warto zwrócić teraz szczególną uwagę?

Ciryl Gane (waga ciężka)

Nie ukrywam że mam ogromną nadzieję, że utalentowanemu Francuzowi się uda przebić do ścisłego topu, a może nawet walki o pas. Waga ciężka potrzebuje nowego success story, bo mam wrażenie że od dłuższego czasu oglądamy mniej więcej to samo. I to nawet nie w Top 5, a Top 10. Volkov, Dos Santos, Blaydes, Overeem, czy nawet ten cholerny Derrick Lewis, któremu 90% rywali mordę przez większość walki obija, a ten na koniec i tak znajdzie sposób na nokaut. Nie powiem może że to jest nudne, ale w mało której kategorii wagowej w UFC młodzi się tak notorycznie nie odbijają od ustabilizowanej od lat czołówki. Marcin Tybura nie dał rady (patriotycznie dopiszę JESZCZE, ale realizm każe sądzić że więcej niż max Top 10 to tu nie będzie), Augusto Sakai przegrał z Overeemem, podobnie jak Sergei Pavlovich, Tai Tuivasa kompletnie się posypał, a Tannera Bosera może i dość dyskusyjnie, ale jednak, wypunktował ostatnio Andrei Arlovski. Tylko Jairzinho Rozenstruik się przebił, lecz po pierwsze on również powinien był przegrać z Overeemem, bo tamten nokaut był dla mnie bardzo naciągany, nawet jeżeli warga Holendra prawie poleciała w publiczność, a po drugie w 20 sekund wyjaśnił go Francis Ngannou.

Dlatego właśnie mam tak duże nadzieje związane z Cirylem Gane. Francuz owszem ma jak dotąd tylko 6 walk na koncie, ale już zdążył pokazać, że arsenał kickboxerski ma całkiem bogaty, jest szybki, silny, a i poskręcać na dole umie, nawet jeżeli poddawał Raphaela Pessoę oraz Don’Tale Mayesa, czyli nazwiska niezbyt imponujące. Ale trzeba przy tym pamiętać, że on profesjonalnie w MMA walczy dopiero od 2 lat. Kilka dni temu ustalono mu walkę z Juniorem Dos Santosem na UFC 256 w grudniu. „Cigano” ma na koncie serię trzech porażek z rzędu, wszystkie przez nokaut w kiepskim stylu, ale to wciąż zdecydowanie najpoważniejsze nazwisko z jakim spotkał się Gane. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z oczekiwaniami, młodszy, szybszy i zdecydowanie odporniejszy na ciosy Francuz rozbije Brazylijczyka. No ale jak pisałem wyżej. W ciężkiej często nie idzie, a Dos Santos na pewno ma wciąż z czego przywalić. Przy całej sympatii dla „Cigano”, mam nadzieję że tym razem młody wilk nie wyrżnie się na łeb na gościu z primem za sobą.

Islam Makhachev (waga lekka)

Człowiek który ponoć na treningach walczy jak równy z równym z Khabibem. Oczywiście trening to trening, ale wiadome jest jedno, w nim jest potencjał na kolejnego dominatora z Dagestanu. Zasadniczo ja to bym Islama tu nawet nie umieszczał, bo styl w jakim wygrywał jak dotąd nie pozostawia wątpliwości, że to już prawie niezaprzeczalny potwór. Ale są dwie sprawy. Po pierwsze nie ma jeszcze na rozkładzie absolutnie topowego nazwiska, choć to chyba tylko dlatego, że z jego niedoszłych starć z Rafaelem Dos Anjosem robi się powoli takie drugie Khabib vs Ferguson. Zawsze coś. A po drugie, to jest waga lekka UFC. Nie ma w UFC ani nigdzie indziej tak potwornie napakowanej dywizji jak ta. Całe top 10, a może i 15 to niezwykli zawodnicy. Mistrz Khabib (oficjalnie wciąż jest) idealnie ją podsumowuje. Ale szczerze powiedziawszy naprawdę wierzę, że Makhachev może ją połknąć. Nie rzucałbym go teraz przeciwko Fergusonowi, Gaethje czy Poirierowi, ale na takiego Dos Anjosa, Diego Ferreirę, czy nawet Dana Hookera jak najbardziej. Chętnie zobaczyłbym go też z Charlesem Oliveirą, którego akurat cenię bardzo wysoko i lubię jego styl. Tak czy inaczej, Makhachev zaraz dołączy do tego oktagonowego tanga potworów w lekkiej i ma solidne podstawy by na tym „parkiecie” brylować.

Khamzat Chimaev (waga półśrednia)

Żebym bardzo chciał, no nie mogę tego gościa tutaj nie umieścić. Przy czym muszę zaznaczyć, że osobiście bardzo chłodno jak dotąd do niego podchodzę. Nie można zaprzeczyć jego talentowi. Dotychczasowe zwycięstwa Chimaeva, a raczej ich styl budzą szacunek. Ale hype train wokół niego… przesadzony. Jak dotąd przynajmniej. Z dwójki nadciągających zawodników z Kaukazu jestem większym zwolennikiem Makhacheva. Strasznie mnie wkurza, że gość którego do niedawna nie było nawet w Top 15, dostał od razu walkę z numerem 3, Leonem Edwardsem, który wielu więcej gości musiał pokonać, żeby dostać się tam gdzie jest. Mam świadomość, że to jest marketingowe działanie UFC, które chce mieć kolejną gwiazdę. I że irytacja jest bez sensu. Ale mogę sobie tupnąć nóżką i zrobię to, jednocześnie będąc pierwszym, który zwróci mu honor jeśli rozwali Edwardsa.

Co do jego oktagonowej postawy, trudno napisać coś, czego każdy z czytających nie usłyszał już pewnie ze 20 razy. Ale ogólnie mówiąc. Udusił Johna Phillipsa, którego niedawno zmasakrował w parterze Jun Yong Park (rekord ciosów zadanych w parterze), zniszczył ground’n’poundem debiutanta Rhysa McKee i w 17 sekund ustrzelił co najwyżej średniaka Geralda Meerschaerta. Sposób w jaki wygrywał daje do zrozumienia, że możemy mieć do czynienia z przyszłą gwiazdą. Być może faktycznie zrobi ekspresową karierę i pokona Leona Edwardsa. Ale realnie oceniając, abstrahując od pewnego sceptycyzmu w jego przypadku z mej strony, moim zdaniem Edwards pokaże mu że jego czas nadejdzie, lecz jeszcze nie teraz. Wszakże Brytyjczyk jest lepszy niż trzej dotychczasowi rywale Khamzata razem wzięci i pomnożeni przez 5.

Jimmy Crute (waga półciężka)

Australijczyk ma prawie wszystko, by zrobić furorę w wadze półciężkiej. Jest wszechstronny w stójce, dysponuje mocnym ciosem, o czym przekonał się ostatnio Modestas Bukauskas, a na dodatek ma czarny pas brazylijskiego jiu-jitsu. To ostatnie potwierdzi Michał Oleksiejczuk, który w parterze wyglądał przy nim jak mało rozgarnięty dzieciak. Tak prosto wywalczonej kimury albo dawno, albo nigdy nie widziałem. Crute w UFC przegrał tylko raz, gdy zatracił się w obijaniu z góry Mishy Cirkunova i niekiepski w grze parterowej Łotysz w ostatnich przebłyskach świadomości złapał go w pułapkę, a co za tym idzie w peruwiański krawat. Jednak w dwóch ostatnich walkach Crute trzymał nerwy na wodzy i odnosił imponujące zwycięstwa. Australijczykowi na wagę półciężką brakuje tylko nieco warunków fizycznych. Z wyglądu bardziej z niego średni niż półciężki, ale wielu było takich, którzy potrafili to przykryć. Po ostatniej wygranej Crute wskoczył na 13 miejsce w rankingu UFC, a jego następna walka może być z kimś z Top 10. Może zrewanżuje się Cirkunovowi (10 miejsce)? Nie wykluczyłbym też potencjalnego starcia z Johnnym Walkerem, które mogłoby być bardzo efektowne. Jeśli Crute wygrałby taką walkę, starcia z Top 5 stanęłyby przed nim otworem. Na koniec warto dodać, że on ma ledwie 24 lata, więc to co najlepsze prawdopodobnie przed nim.

Marvin Vettori (waga średnia)

Włoch już dość długo wojuje w UFC bo od 2016 roku i choć początki były średnie (2 zwycięstwa, 2 porażki i remis w pierwszych 5 walkach), to trzy ostatnie walki wygrał w świetnym stylu. Zresztą jedna z tych dwóch porażek była z Israelem Adesanyą w 2018 roku i jak dotąd nikt aktualnemu czempionowi średnich nie postawił tak trudnych warunków. Vettori przegrał wówczas ledwie niejednogłośną decyzją. Od tamtego czasu Adesanya zrobił oczywiście ogromny progres i nie ma co tego na dzisiejsze warunki przekładać, ale „Italian Dream” również pozostał od wtedy niepokonany. Ostatnio w niecałą rundę zdominował i udusił solidnego Karla Robersona. Zresztą walkę z nim dwa razy przekładano, m.in. z uwagi na niezrobienie wagi przez Amerykanina, za co Vettori straszliwie go zwyzywał później w hotelu, robiąc wokół siebie sporo szumu, a jak wiemy UFC szum lubi. Na gali UFC 256 w grudniu Marvin zmierzy się z Jacare Souzą. To już nie ten Jacare co kiedyś i Vettori jest zdecydowanym faworytem, ale takie nazwisko jak Souza na jego rozkładzie na pewno mu się przyda. Oczywiście nie skreślam Brazylijczyka, ale we Włochu widzę potencjał na wiele. Już jest trzynasty w rankingu, lecz ma 27 lat i widać u niego ciągły progres, zarówno w parterze, jak i w stójce, która kiedyś nie była jego najmocniejszą stroną. Warto zapamiętać to nazwisko.

Arnold Allen (waga piórkowa)

Brytyjczyk ma 26 lat, bilans 7-0 w UFC i niemal otwartą drogę do czołówki UFC. Allen to utalentowany stójkowicz. Szybki, poukładany technicznie, inteligentny w poczynaniach oraz taktyce. Brakuje mu nokautującego ciosu (nie potrafił ubić Gilberta Melendeza, mimo iż zmasakrował go stójkowo przez całą walkę), ale potrafi to nadrobić innymi aspektami. Dodatkowo w parterze też zaskakiwał, choć w starciu z Duńczykiem Madsem Burnellem przegrałby, gdyby nie wykorzystał błędu rywala, łapiąc go w duszenie. No ale właśnie. Walki w których nie idzie też trzeba umieć wygrywać. Zresztą w aktualnej czołówce wagi piórkowej nie brakuje znakomitych stójkowiczów. Max Holloway, Calvin Kattar, Yair Rodriguez, czy sam mistrz Alexander Volkanovski. Potencjał Allena sięga takich walk. W listopadzie miał zmierzyć się z Jeremym Stephensem, ale Amerykanin doznał kontuzji i musiał się wycofać. Podobnie zresztą jak wcześniej Josh Emmett. Przez pecha do rywali Allena nie widzieliśmy w akcji już prawie rok, ale to nie musi wpłynąć na niego niekorzystnie. Bardzo możliwe że niedługo znów zostanie zestawiony z Emmettem lub Stephensem, a walka z jednym z nich, będzie o bilet do ścisłej czołówki, w której wciąż rozwojowy Allen może sporo namieszać.

Merab Dvalishvili (waga kogucia)

Gruzin zaczął kiepsko bo od dwóch porażek, choć jedna była po kontrowersyjnej niejednogłośnej decyzji (z Frankiem Saenzem), a druga po równie dziwnym… no właśnie. Bo z jednej strony Ricky Simon niby go udusił, mimo wyraźnych protestów Gruzina, a z drugiej strony walka oficjalnie była technicznym… nokautem. Dziwna sprawa. W każdym razie od tamtego czasu Merab zanotował pięć zwycięstw przez decyzję z rzędu, nie dając większych szans żadnemu z rywali. Szczególnie cenne było to ostatnie, z doświadczony, bardzo solidnym Johnem Dodsonem w sierpniu, gdy Gruzin pokazał że nieobca mu także walka w stójce, mimo iż z uporem maniaka szukał obaleń, które były wyjątkowo jak na niego nieskuteczne. Ale to co pisałem przy okazji Allena. Na nieswoim terenie też trzeba umieć sobie radzić. Przed Dvalishvilim grudniowe starcie z nie mniej rozpędzonym Brazylijczykiem Raonim Barcelosem, który na tej liście również mógłby wylądować, ale jest 4 lata starszy (33 lata) i stawiam w tym pojedynku na Gruzina. Czas pokaże czy miałem rację.

Brandon Royval (waga musza)

Amerykanin ma w UFC dopiero 2 walki na koncie, ale już czeka go starcie z czołowym zawodnikiem muszej Brandonem Moreno. Muszych jak wiadomo jest mniej niż zawodników z innych wag, ale to nie oznacza, że droga do topu jest łatwiejsza. Może krótsza, ale trzeba być szybciej gotowym na weryfikację. Natomiast Royval spore wrażenie zrobił szczególnie w ostatniej walce, gdy zdominował, a w drugiej rundzie udusił faworyzowanego Kai Kara-France’a, wysyłając wszystkim jasny sygnał, że idzie po najwyższe cele. Z Brandonem Moreno powalczy zapewne o walkę mistrzowską z Deivesonem Figuereido lub Alexem Perezem. Chociaż po masakrach Megan Olivi obrzydłych, jakie Brazylijczyk zafundował Josephowi Benavidezowi (mąż dziennikarki UFC jakby ktoś nie wiedział)… no nie żebym deprecjonował Pereza, ale nie wróżę mu sukcesu. Tak czy inaczej, Royval ma otwartą drogę do zostania absolutnie topowym muszym i choć w starciu z Moreno faworytem nie będzie, ma potencjał i narzędzia by go pokonać.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.