SILNY CIOS I KOŃSKA DAWKA... PECHA. POWRÓT SANTIAGO PONZINIBBIO

Kibice każdego sportu to znają. Jest zawodnik, bardzo utalentowany, który wielokrotnie ten talent potwierdzał. Ale oprócz ogromnego potencjału ma także mnóstwo pecha, a kontuzje i choroby łapie jakby jego układ odpornościowy istniał tylko w teorii. Kimś takim w UFC jest właśnie Santiago Ponzinibbio. Argentyńczyk pod koniec 2018 roku pewnie kroczył w kierunku title shota… a potem miał więcej problemów zdrowotnych niż niejeden ma przez całe życie. Na początku 2021 roku „Gente Boa” ma wreszcie powrócić do oktagonu i być może tym razem wreszcie dotrwa w zdrowiu do swojej walki. Miejmy nadzieję, bo Ponzinibbio w topowej formie to zawodnik, którego chce się oglądać.

Przez ostatnie dwa lata Argentyńczyk był jak ten dzieciak w przedszkolu, który złapie absolutnie każdy najbardziej żałosny kaszel jaki tylko się da. Różnica jest taka, że Santiago zmagał się m.in. z infekcją, która mogła zakończyć jego karierę. Ale po kolei. Warto na początek przypomnieć sobie jak właściwie walczył i kogo pokonał w UFC Ponzinibbio, bo jeśli ktoś zdążył już nieco zapomnieć, to nic dziwnego. Wszakże ostatnio widzieliśmy go w akcji w listopadzie 2018 roku. Wtedy to na wyjątkowej dla siebie gali, bowiem pierwszej w historii UFC gali odbywającej się w Argentynie w Buenos Aires, „Gente Boa” absolutnie zmasakrował stójkowo Neila Magny’ego, nokautując go w czwartej rundzie. W tamtej walce Ponzinibbio zaprezentował kwintesencję swoich umiejętności. Piekielnie precyzyjne jaby, potężne lowkicki, stopniowo odbierające Magny’emu ochotę do poruszania się, duża agresja, ciągłe natarcie do przodu no i ten kończący walkę prawy, który do reszty zgasił światło rozszarpanemu wręcz Amerykaninowi. Styl Argentyńczyka był tak samo efektowny, jak efektywny.

Zresztą walka z Magnym absolutnie nie była jedyną w jakiej Ponzinibbio wykazał się kickboxerskimi umiejętnościami. „Gente Boa” jako pierwszy fundował brutalne nokauty Courtowi McGee oraz Gunnarowi Nelsonowi. Twardego Islandczyka odprawił zresztą w zaledwie 82 sekundy, kończąc swój grapplerski test jakim miał być Nelson, zanim o jakimś grapplingu zdążyła być mowa. Na koncie ma także zwycięską bitwę z Mike’m Perry, która jak to w walkach jednego i drugiego bywa, była niezłą jatką, w której zasadniczo tylko nokautu zabrakło. Mówiąc ogólnie, Ponzinibbio był jednym z najlepszych stójkowiczów dywizji półśredniej. Zresztą na początku 2018 roku nawoływał m.in. do walki z będącym wówczas po wojnach z Tyronem Woodleyem o pas oraz zwycięstwie nad Jorge Masvidalem, Stephenem Thompsonem, aby móc udowodnić że wśród uderzaczy nie ma sobie równych. Do jego walki z „Wonderboyem” nie doszło ani wtedy, ani jak w ogóle jak dotąd, gdyż po walce z Neilem Magny’m, Argentyńczyk trafił z nieba do absolutnego piekła.

Od początku 2019 roku „Gente Boa” zmagał się z najprzeróżniejszymi problemami zdrowotnymi. Wszystko zaczęło się od infekcji krwi. Santiago dostał wtedy kombinacją gronkowca i bakterii z grupy pseudomonas. Nie wchodząc w biologiczne szczegóły, coś takiego mogło go nawet zabić. Sam Ponzinibbio mówił zresztą w wywiadach, że w tamtym czasie często zmagał się z opuchlizną w wielu miejscach, przyjmował duże dawki leków, stracił sporo masy i przez wiele miesięcy nie było mowy o jakimkolwiek trenowaniu. Potem jeszcze okazało się, że infekcja objęła również stawy, wywołując zapalenie. Istniało ryzyko, że kariera Argentyńczyka w sportach walki dobiegnie końca. Z czasem zawodnik zaczął powoli dochodzić do zdrowia. UFC próbowało go nawet zestawić pod koniec 2019 roku z Robbie’m Lawlerem, ale nie było szans aby Ponzinibbio doszedł do pełnej gotowości bojowej do tego czasu.

Gdy po wyczerpującym, piekielnie trudnym czasie „Gente Boa” zaczął w końcu odbudowywać swoją formę i wydawało się, że będzie wreszcie gotowy do powrotu… wybuchła pandemia koronawirusa. Człowiek który tak długo walczył o powrót do oktagonu, został znów zatrzymany, tym razem przez ogólnoświatową zarazę. No ale dobrze, UFC z czasem wróciło do organizowania gal bez publiczności. Gdzie wtedy był Ponzinibbio? Ano pomagał Dustinowi Poirier’owi przygotowywać się do walki z Danem Hookerem i złamał palec u nogi, co wymusiło kolejną przerwę. Po wyleczeniu tego, zaraził się koronawirusem, z którym szarpał się miesiąc. Czy po uporaniu się z COVID-19, mógł wreszcie spokojnie trenować w celu powrotu do oktagonu? Otóż nie, gdyż na dokładkę dostał kolejnej infekcji w kolanie. Mniej groźnej, chociaż tyle, ale znów wszystko zostało opóźnione.

Ilość pecha oraz co za tym idzie bólu, jaki spotkał argentyńskiego wojownika w ostatnich latach jest wręcz nieprawdopodobny. Jednak teraz wiele wskazuje na to, że Santiago Ponzinibbio wreszcie dopnie swego i po ponad 25 miesiącach wróci do oktagonu. Wszakże 16 stycznia na gali UFC, w której main evencie zmierzą się Max Holloway oraz Calvin Cattar, Argentyńczyk ma zmierzyć się z Rosjaninem Muslimem Salikhovem. Nie sposób przewidzieć jak taka przerwa wpłynie na postawę Santiago. Choć w tym wypadku infekcje z którymi się zmagał, mogły zostawić nawet większy ślad niż sama przerwa. Bo jednak tkanka kostna, masa mięśniowa, kondycja. Wszystko było do odbudowy. Prawdopodobnie jego styl rewolucyjnym zmianom nie ulegnie. Pytanie tylko czy będzie w stanie wrócić na poziom jaki prezentował wcześniej. Zwłaszcza że rywala dostał nie byle jakiego. Salikhov to nie jest rzecz jasna czołówka. Ale Rosjanin znajduje się na fali 4 zwycięstw w UFC. Udało mu się m.in. znokautować Nordine Taleba, czy wypunktować doświadczonego w oktagonie Elizeu Zaleskiego. Jak na pierwszego rywala po takich turbulencjach, nikt by się nie zdziwił gdyby Argentyńczyk dostał kogoś nawet słabszego na rozgrzewkę. Zwłaszcza że dla Ponzinibbio to będzie nie tylko powrót po ponad dwóch latach, ale ogólnie druga walka przeciągu ostatnich prawie 3 lat, bo przed starciem z Magnym miał walczyć z obecnym mistrzem Kamaru Usmanem. Na drodze stanęła oczywiście kontuzja. Pozostaje więc mieć nadzieję, że wraz z nowym rokiem Ponzinibbio wreszcie będzie miał możliwość wykonania nowego rozdania w swojej karierze. Jeśli dojdzie do topowej formy, w czołówce półśrednich nie brakuje obecnie rzeźników z którymi mógłby się zmierzyć.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.