NIE MA KHABIBA  CZYLI OTWARTA WALKA O PAS DYWIZJI LEKKIEJ UFC

Kategoria lekka w organizacji UFC, to prawdziwe morze talentów. Morze, do którego co rusz napływają kolejne grube ryby, a i te zadomowione już w jego szerokich wodach, nie mają zamiaru nigdzie odpłynąć. Dywizja do 155 funtów przez wielu określana jest jako najlepsza sportowo i najbardziej wyrównana kategoria w całym UFC. Ma, a właściwie miała natomiast jeden „mankament” – mistrza, na którego nikt nie był w stanie znaleźć sposobu.

Teraz, gdy Khabib Nurmagomedov zapowiedział, że kończy karierę, walka o złoto zacznie się na dobre. Chętnych do tego, by zająć po nim miejsce na tronie jest wielu. Wśród nich byli mistrzowie, mistrzowie tymczasowi oraz wschodzące talenty. W lekkiej zrobiło się naprawdę ciekawie. Kto w tym wyścigu ma największe szansę, by przejąć schedę po Dagestańczyku? Mówi się co prawda, że Khabib nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i mimo zapowiedzi o zawieszeniu rękawic na kołku po walce z Justinem Gaethje, ma wrócić do rywalizacji. Zakładając jednak, że Rosjanin nawet jeśli postanowi wrócić, to zapewne na jeden pojedynek, by zakończyć karierę z „okrągłym” rekordem 30-0. Czas zajrzeć więc w głąb napakowanej do granic możliwości talentami kategorii i poszukać jego potencjalnych następców.

Sam Khabib z pewnością liczy na to, że tym, który przejmie po nim stery w 155 funtach będzie jego przyjaciel i sparingpartner Islam Makhachev. Mimo ogromnych umiejętności Islama, wydaje się to być nadal melodią odległej przyszłości, bowiem nieco młodszy od Orła Islam walczy rzadko i nie ma póki co na rozkładzie nikogo z topu kategorii. Nie można oczywiście odmówić mu posiadania narzędzi do znalezienia się w grze o najwyższe cele, ale… by znaleźć się w tej grze, musi zacząć regularnie walczyć i pokonać przynajmniej jednego zawodnika, zaliczanego do czołówki.

Decyzja o zakończeniu kariery przez Khabiba, mimo nieustannego dążenia do rewanżu z nim, z pewnością ucieszyła byłego mistrza Conora McGregora. Irlandczyk może i postawił najtrudniejsze warunki Rosjaninowi, spośród ostatnich jego rywali, ale nie da się jednak ukryć, że Khabib to dla McGregora stylistyczny koszmar. Fenomenalne zapasy i parter, cardio i niebywała odporność na ciosy. Duma Conora podpowiada mu – „znokautowałbym go”, rozum – „ten gość jest nie do pokonania”. Patrząc jednak na aktualny rozkład jazdy w lekkiej, nie biorąc pod uwagę Khabiba, to Conor wydaje się być jednym z głównych faworytów do zdobycia pasa. Zaryzykuje stwierdzenie, że tylko Rosjanin byłby faworytem w starciu z byłym podwójnym mistrzem. Odpowiedzi na wiele pytań da nam rewanżowa walka Conora z liczącym się również w tej stawce Dustinem Poirierem.

Justin Gaethje mimo przegranej z Khabibem pozostaje rankingowym „numerem 1” i jednym z głównych kandydatów do walki o pas. Hihghlight to stylistyczny koszmar dla każdego z topu, zwłaszcza po dokonanej transformacji swojego stylu walki na bardziej rozważny, aniżeli w pierwszych pojedynkach pod banderą UFC. Biorąc pod uwagę nadchodzące zestawienia w topie dywizji, czyli McGregora z Poirierem i Tony’ego Fergusona z Charlesem Oliveirą, Amerykanin ma dwie możliwości – poczekać na zwycięzców tych walk, w szczególności pierwszego starcia, bądź zawalczyć z kimś z dwójki Dan Hooker i Rafael Dos Anjos. Zwycięstwo nad którymś z zawodników, zasilających czołówkę, z pewnością przybliży Justina do ponownego starcia o pas.   

Przed Dustinem Poirierem arcytrudne starcie rewanżowe z Conorem McGregorem. Gdyby Diamond pokonał Irlandczyka, to z marszu stałby się pretendentem. W UFC nic nie jest jednak pewne, więc zakładając, że mająca ogromną wartość medialną i sportową wygrana z Conorem, nie dałaby mu walki o pas, sensowne wydaje się być wówczas rewanżowe starcie z Justinem Gaethje. Pytanie czy luizjańczyk ma papiery na bycie mistrzem? Wydaje mi się, że wywalczenie pasa tymczasowego, w starciu z Maxem Hollowayem było maksymalnym osiągnięciem reprezentanta ATT, a walka rewanżowa z McGregorem będzie różnić się tylko tym, że potrwa nieco dłużej. Tak czy siak nie da się pominąć go w zestawieniu czołowych kandydatów do walki o trofeum.

Największym błędem Tony’ego Fergusona w starciu z Justinem Gaethje było to, że jest Tonym Fergusonem. Po pierwsze postanowił zrobić wagę na pojedynek, którego nie było i wiedział o jego anulowaniu na tyle wcześnie, ze nie musiał jej robić, po drugie oczywiście jego styl walki jest definicją powiedzenia – „w tym szaleństwie jest metoda”, ale jednocześnie również definicją powiedzenia – „to się musiało kiedyś tak skończyć”. I się skończyło. Tony zaprzepaścił szansę na mityczną, ze względu na jej historię walkę z Khabibem, przerwał imponującą serię 12 zwycięstw z rzędu i zrobił krok do tyłu w stawce. Wygrana nad niezwykle niebezpiecznym Charlesem Oliveirą może dać Tony’emu drugie życie, ale czuje, że wiek i ilość przyjętych na przestrzeni całej kariery ciosów, odłożyła się do tego stopnia, że „El Cucuy” pasa już nie zdobędzie. Jest to jednak nadal bardzo trudny rywal dla każdego z wyżej wymienionych i całej reszty lekkich.

Co do Michaela Chandlera, to myślę, że podzieli los Bena Askrena. Amerykanin może wygrać jeden pojedynek z kimś z top 10, ale od ścisłej czołówki odbije się jak od ściany. Jeśli okaże się jednak, że się myliłem, to będę bardzo zaskoczony i zacznę mu kibicować. Z „pr’owego” punktu widzenia, decyzja UFC o tym, że Chandler z marszu traktowany jest jako czołowy zawodnik organizacji, nie ma kompletnie sensu. Amerykanin był nokautowany przecież w Bellatorze, a gdyby zwyciężył z kimś z czołówki uznawanej za najmocniejszą dywizji w UFC, to na tym przykładzie, okazałoby się, że rzekoma przepaść dzieląca te organizacje, nie jest tak wielka, albo w ogóle nie istnieje.

Jest jeszcze kilka nazwisk, które potrzebują przybić przysłowiowy stempel, by udowodnić, że zasługują na walkę o najwyższe cele. Były mistrz Rafael Dos Anjos, po podróży do kategorii półśredniej, zdecydował, że wraca do 155 funtów i w jednym z wywiadów stwierdził, że jeśli Khabib odchodzi, to walka o pas zaczyna się na nowo. Tak, Brazylijczyk powiedział wprost, że nikt w tej kategorii, włączając jego samego, nie jest w stanie pokonać Rosjanina. Trochę niezgodne z etyką wojownika, ale może po prostu źle to zinterpretowałem. Charles Oliveira pokonując Tony’ego Fergusona, biorąc pod uwagę jego świetną serię wygranych, na pewno zajmie dogodne miejsce w kolejce do walki o tytuł mistrzowski. Ponadto Dan Hooker, który potrzebuje 1-2 zwycięstw, by liczyć się w tej stawce, czy mogący pochwalić się 6 wygranymi z rzędu Diego Ferreira. Ferrerira z rankingowego punktu widzenia również potrzebuje jeszcze 1-2 zwycięstw z „głośnymi” nazwiskami, by być branym pod uwagę. Zaryzykuje stwierdzenie, że kategoria lekka w UFC nigdy nie była tak ciekawa jak teraz.

Poniżej aktualny ranking:

Mistrz: Khabib Nurmagomedov

1. Justin Gaethje

2. Dustin Poirier

3. Tony Ferguson

4. Conor McGregor

5. Dan Hooker

6. Rafael Dos Anjos

7. Charles Oliveira

8. Paul Felder

9. Diego Ferreira

10. Al Iaquinta

11. Kevin Lee

12. Beneil Dariush

13. Islam Makhachev

14. Gregor Gillespie

15. Drew Dober

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.