TYBURA VS HARDY: ANALIZA I TYPOWANIE

Aleksander Hutyra, Informacja własna

2020-12-19

Już w tę sobotę Marcin Tybura wejdzie po raz trzynasty do oktagonu. Rywalem Polaka niesionego trzema zwycięstwami z rzędu będzie mocno bijący były futbolista Greg Hardy. Czy Tyburowi uda się zakończyć ten rok, dopisując czwartą wygraną do rekordu? Co musi zrobić uniejowianin, by pokonać zdecydowanie mniej doświadczonego, lecz wybitnie niebezpiecznego rywala?

Przyglądając się wnikliwie przebiegowi dotychczasowej kariery obu zawodników, na papierze zdecydowanym faworytem jest Polak. Tybura ma prawie trzykrotnie więcej stoczonych walk na koncie, krzyżował rękawice z wyższej klasy rywalami i jest bardziej wszechstronnym zawodnikiem. Tybur pokazał się bardzo dobrze w ostatniej walce z Benem Rothwellem, udowadniając, że jest w stanie pokonywać większych od siebie, mających nokautujące uderzenie rywali. Co ważne, Polak zaprezentował się imponującą, jeśli chodzi o aspekt bokserski – bardzo dobrze pracował na nogach, balansował tułowiem i uderzał kombinacjami. Kolejnym elementem, w którym poprawa w ostatnim starciu była widoczna, to kondycja. W walce z Rothwellem, Marcin przewalczył trzy pełne rundy na wysokich obrotach, praktycznie nie zwalniając tempa i zachowując do końca zimną krew. Jeśli sugerować się powiedzeniem „jesteś tak dobry jak twoja ostatnia walka” to Tybur zdecydowanie depta po piętach czołówce królewskiej kategorii.

Sobotni rywal Polaka ma bez wątpienia czym uderzyć i właściwie na tym kończy się lista jego mocnych stron. Hardy jest nieporównywalnie mniej doświadczonym zawodnikiem, niż poprzedni rywal Marcina Tybury Ben Rothwell, ale nie ulega też wątpliwości, że jest bardziej eksplozywny od „Big Bena”. Hardy może i nie ma na rozkładzie mocnych nazwisk, a dwie z jego siedmiu walk pod banderą UFC kończyły się w oparach kontrowersji, nie można jednak zapominać o tym, że jest to bardzo niebezpieczny rywal. Stwierdzenie, że w wadze ciężkiej każdy cios może zaważyć o zwycięstwie, to frazes, jednak w przypadku tak atletycznych olbrzymów jak Hardy, nie można się z tym kłócić. Marcin już raz dał się złapać na cios rywalowi, którego głównym atutem jest bomba w prawej ręce. Greg Hardy to nie Derrick Lewis, ale na pewno dla Tybura walka z Czarną Bestią to dobra lekcja, by nie wchodzić w półdystans z tak mocno bijącym przeciwnikiem.

By wygrać z Amerykaninem, Tybur nie może po prostu dać się złapać na mocny cios. Brzmi banalnie, ale w rzeczywistości przed Polakiem nie lada wyzwanie. Marcin nie może uwierzyć nazbyt w swój boks, którym tak dobrze pracował w walce z Rothwellem, ponieważ Hardy to zupełnie inny rywal. W walce z „Big Benem” szybkość była po stronie Marcina, w starciu z byłym futbolistą już niekoniecznie, przynajmniej nie w początkowej fazie pojedynku. Dla Polaka kluczem do zwycięstwa będzie jego doświadczenie i wyrachowanie. Tybur nie może dać się ustrzelić, z drugiej strony nie może też wkładać zbyt dużo energii w klincz i próbę sprowadzenia do parteru silnego Amerykanina. Powinien walczyć przekrojowo, być aktywny w stójce, dużo się poruszać, nie wdawać się w bijatykę i mieszać to z akcjami zapaśniczymi. Gdy Polakowi uda się zamęczyć rywala, to zneutralizuje zagrożenie i będzie mógł narzucić swoją grę. Doświadczenie polskiego zawodnika powinno odegrać rolę w dalszej części pojedynku i przeważyć o jego zwycięstwie.

Bezpiecznym byłoby wytypowanie wygranej Tybury na pełnym dystansie, ja jednak pokuszę się o wskazanie poddania w trzeciej rundzie. Nie spodziewam się, że Hardy od pierwszych sekund ruszy na Polaka, obaj będą walczyć zachowawczo, Amerykanin będzie starał się wywierać presję i pojedynczymi ciosami starać się uśpić czujność Marcina, a ten aktywnie pracując na nogach będzie mu odpowiadał pojedynczymi kopnięciami i uderzeniami. Pierwsza odsłona tej walki będzie stała pod znakiem wzajemnego szacunku i dość biernej walki w stójce, z przerwami na klincz inicjowany przez Polaka. W drugiej rundzie Hardy postawi na większą agresję i momentami może być gorącą, jednak Tybur przetrwa szaleńcze ataki rywala, klinczując oraz stopując jego zamiary celnymi uderzeniami z kontry. Rozstrzygnięcie nastąpi w rundzie trzeciej. Tybura mając już nieco mniej respektu do siły ciosu wyraźnie zmęczonego Amerykanina, zacznie coraz częściej trafiać w stójce i uda mu się przenieść walkę do parteru, gdzie wykończy bezradnego oponenta.