FEN 32: HYPE TRAIN RĘBECKIEGO

Trochę mnie tu nie było, ale czas wracać. Sesja nie pomogła w bieżącym śledzeniu sportów walki, co nie oznacza, że mało się działo. Wręcz przeciwnie. Boks I MMA już wstały z kolan i zrobił się tego taki wysyp, że praktycznie nie sposób wszystkiego obejrzeć. Dlatego tutaj skupię się na tym, co widziałem w ten weekend, mimo że i tak muszę dużo ponadrabiać.

Chińczyk to kot jakich mało

Raz na jakiś czas trafia się zawodnik do którego "hype trainu" wsiadam z chęcią i mimo ewentualnej późniejszej weryfikacji już nie wysiądę. Nie wiem, czy to kwestia przekonania o własnej nieomylności, że "spokojnie jeszcze się odrodzi" czy po prostu przyzwyczajenia. Także w pociągu Rębeckiego siedzę w pierwszym rzędzie i na razie nic nie zapowiada, by ta maszyna się wykoleiła.
Trzeba przyznać, że to twarz FEN-u, której inne organizacje zazdroszczą. Może nie jest to jakoś super marketingowo zawodnik, gdy porównamy go np. do tych z KSW, jednakże sportowo to bardzo wysoka półka. 10 wygranych z rzędu musi robić wrażenie, szczególnie że jego ostatnia wygrana przez decyzję miała miejsce w 2017 r. To tylko pokazuje, że nie dość, że te zwycięstwa są, to nie mogą być bardziej przekonywające.
W sobotę też miał dość łatwą robotę. Raz-dwa, nokaut można odbić kartę i wracać do domu. Chociaż przez sekundę miał problem po kopnięciu na głowę. Ale to już takie czepianie się o szczegóły. Wygrana w pierwszej minucie, pas obroniony po raz piąty, czego chcieć więcej.
Oczywiście znajdą się osoby, które stwierdzą, że:
a)łee...przecież taki rywal to żaden rywal.
b)co FEN chce osiągnąć, dając mu takich kelnerów.
c)dajcie mu jakiegoś porządnego, to go zweryfikuje.
Także zaczynając od pkt A. Owszem, przeciwnicy, z którymi Jose Barrios wygrywał, w większości mieli rekordy w stylu 1-0;2-0. Jednak dorobił się przyzwoitego rekordu 11-1, także dobrze prezentowało się to w telewizji. Oponent, dla Rębeckiego średniej klasy, jednak mogłoby to stanowić problem, gdyby Mateusz miał z nim jakiekolwiek problemy. Gdyby musiał się męczyć z takimi zawodnikami, to moglibyśmy debatować nad jego przyszłością. A on go rozniósł. Dostaje zawodnika, załatwia go, robiąc kolejny krok ku swojemu celowi, którym bezsprzecznie jest UFC.
Dalej B. Głównie to promocję organizacji przez zawodnika. Kolejny KO do highlightsów, win streak i wszystko się zgadza. Zresztą wiadomo, że ciężko jest ściągnąć dobrego zawodnika tej kategorii wagowej, gdy Ci stanowiący wysoką półkę są już podpisani przez inne organizacje, plus pandemia nie pomaga. Mateusz trafi w końcu do UFC, gdzie będą czekać na niego porządni gracze w najmocniej obsadzonej kategorii w biznesie.
Co do punktu C. Rębecki pokonywał już takich zawodników jak Magomedov czy mistrz KSW w wadze lekkiej- Ziółkowski I oczywiście można powiedzieć, że tamten i ten Ziółkowski to dwaj różni zawodnicy. I tak jest, ponieważ Marian zrobił ogromny postęp od tamtego pojedynku. Jednak to nie jest tak, że Rębecki się wtedy zatrzymał. To zawodnik, który ciągle się rozwija.
Także, Mateuszu Rębecki proszę iść jak najszybciej do UFC.

Josh Kelly, czyli hype train, który się wykoleił

Tutaj, żeby dać troszkę kontrastu. Josh Kelly przegrał Davidem Avanesyanem. Piszę o tym ze względu na dość specyficzny styl Kellego. Nisko opuszczone ręce, bardzo dobra praca nóg nie wystarczyła na nacisk ze strony Avanesyana. Z drugiej strony dobrze. Raz, że weryfikacja umiejętności, dwa Kelly po trzech trafionych kombinacjach zaczął robić show. W sensie, że zaczął lekceważyć przeciwnika. A to nie zawsze popłaca.

 

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

Maciej Konc

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.