GDY PO GALI ZNÓW MÓWIMY O SĘDZIACH

Nie popełnia błędu, tylko ten co nic nie robi. Może to dość banalne stwierdzenie, jednakże prawdziwe. Tak samo, jak człowiek uczy się na błędach, przez to będąc lepszym w jakiejś dziedzinie czy sztuce. Pytanie tylko do jakiego momentu można sobie na to pozwolić.
Mowa tu o walce Pana Rafała Kijańczuka z Panem Marcinem Filipczakiem podczas gali FEN 33. A bardziej o jej zakończeniu. Sędzia przerwał pojedynek podczas gilotyny założonej przez Filipczaka. Problem pojawił się taki, że Kijańczuk ani nie odklepał, ani nie odpłynął.
Arbiter tłumaczył to w ten sposób, iż z jego perspektywy popularny "Kijana" zamknął oczy, co miałobyć efektem tego, że zemdlał. Jak to powiedział przegrany tego pojedynku: "powiedzenie radzimy nie mrugać, nabiera nowego sensu".
Frustracja Rafała jest całkowicie zrozumiała. Miesiące przygotowań, ciężkiej pracy czy to na sali, czy podczas robienia wagi, by w momencie, gdy kontrolujesz sytuację przegrać. Bez żadnego powodu.
Nie można tutaj w żaden sposób obarczać winą Marcina. Zresztą sam powiedział w wywiadzie, że jest gotowy na rewanż, jeśli oczywiście federacja tak zadecyduje.
Oczywiści winny w całej tej sytuacji jest sędzia. Tylko, jakie mogą teraz zostać wyciągnięte konsekwencję wobec sędziego. Dożywotni ban? Zakaz sędziowania walk o jakiejś wyższej randze? Cieżko określić. Nie można zapominać czy tak w rzeczywistości jest sama walka MMA, bokserska czy k1. Wszystkie działają na zasadzie:dobra przez 15 minut próbujemy zrobić sobie krzywdę, aż się zabić, jednak tylko według tych zasad, na jakie się umawiamy. I nad tym wszystkim ma czuwać bezstronny sędzia.
Nie bez powodu użyłem tu dość obrazowego określenia "zabić". Chcę pokazać tylko, jak duża odpowiedzialność spoczywa na barkach sędziego w sportach walki. Czyli dbanie o prawidłowy przebieg pojedynku, jednak pamiętając, że to zdrowie zawodników jest najważniejsze. A nie wszyscy wychodzą z takiego założenia. Wystarczy spojrzeć sobie na karierę Mario Yamasakiego, u którego jak zawodnik zamknie oczy, to może spokojnie dostać jeszcze 20 ciosów, wtedy może, ale podkreślam może, przerwie walkę.
Z drugiej strony stawiając się w sytuacji sędziego, w takim przypadku, jaki miał miejsce podczas FEN 33, ciężko wyobrazić sobie inną reakcję niż przerwanie pojedynku. Jednakże tylko w przypadku PEWNOŚCI, że zawodnik odpłynął. Nie można tego oceniać w sposób: "a bo mi się wydawało". Po coś istnieje np. możliwość podniesienia ręki, by sprawdzić, czy ta bezwładnie opadnie.
Chodzi w dużej mierze o to, że sędzia w sportach walki odpowiada poniekąd za karierę zawodnika. Nie działa to tak jak w przypadku piłki nożnej. Gdzie drużyna raz przegra przez sędziego, to się w następnej kolejce odkuje i tak dalej. Nie bez powodu prowadzi się rankingi sędziowskie, gdzie niektórych noty są bardzo niskie, a i tak Ci sędziowie dalej funkcjonują w futbolu. W przypadku sportów walki każde potknięcie może mieć wpływ na to, w jaką stronę potoczy się twoja kariera. Najlepiej widać to w pięściarstwie, gdzie jest cała masa przypadków, gdzie jedna porażka praktycznie zakończyła przygodę ze sportem na wysokim poziomie.
Słowa Rafała o zatrzymaniu kariery są jak najbardziej na miejscu. Bo może teraz, na świeżo pamiętamy o okolicznościach. Jednak czy ewentualny przyszły, zagraniczny pracodawca Kijańczuka, będzie się rozwodził nad tym, w jakich okolicznościach ta porażka miała miejsce, czy przejdzie z tym do porządku dziennego.
Na temat błędów sędziów punktowych, które wpłynęły na karierę zawodnika, nie będę się rozpisywać, bo to temat rzeka. A tak jak w tym przypadku wiadomo, że takie zachowania sędziego trzeba piętnować i wyciągać z nich konsekwencje. Pytanie tylko jakie?

 

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

Maciej Konc

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.