CZY POWIEJE WIATR ZMIAN W POLSKIM ZWIĄZKU MUAY THAI

Zbliżają się wybory w Polskim Związku Muay Thai. Sztuce walki, której nazwę kojarzy spora część społeczeństwa, a w której Polska jako kraj, poza wyjątkiem Łukasza Radosza, nie odgrywa praktycznie żadnej roli na arenie światowej. Dlaczego dyscyplina, którą po obejrzeniu filmu Ong-Bak chciał trenować każdy, a na pojedyncze zajęcia grupowe przychodziła ponad setka ludzi, stała się sportem na granicy śmierci? Dlaczego na najważniejszych zawodach, mistrzostwach Polski odbyły się jedynie dwie walki w kategorii seniorów i niecałe dwadzieścia w kategorii juniorów? Dlaczego mimo lat szkolenia w boksie tajskim, zawodnicy walą jeździć na imprezy konkurencyjnego Polskiego Związku Kickboxingu? Mało tego, odnoszą tam sukcesy zostając mistrzami Polski w obcej dla siebie dyscyplinie?

Spotkałem się jeszcze z paroma ciekawymi przypadkami dotyczącymi wykluczania klubów z członkostwa oraz organizowania nowych członków. W tym roku PZMT wykluczyło dwa kluby, o których mi wiadomo, a które uznają to za spore faux pas. Chodzi o Academia Gorila oraz Sagat Gym i jeszcze jeden klub, który odmówił komentarza w tej sprawie. Oba nie opłaciły na czas składek, co zdarzało się w poprzednich latach. Składkę członkowską można było opłacać przed każdymi zawodami, w jakich się startowało i nikt nie otrzymywał wcześniej decyzji zarządu, o wykluczeniu członka. Czasami dostawano przypomnienie, że należy opłacić składkę, bo członek, czytaj klub, zalega z ową opłatą. W tym roku było inaczej i kluby wykluczono z członkostwa. Dodatkowo na oficjalnej stronie internetowej związku znalazłem informację, że opłaty powinny zostać dokonane do końca lutego. Jednocześnie w statucie PZMT jest informacja, że członek, w rozumieniu klub, może zostać wykluczony z pocztu członków w przypadku zalegania ze składkami przez okres większy niż trzy miesiące. Ponadto sposób wykluczania, budzi wątpliwości wykluczonych członków. Skontaktowałem się z Grzegorzem Sobieszkiem, jednym z założycieli Academi Gorila, który prowadzi prawdopodobnie największy klub sportów walki w województwie mazowieckim, jest byłym pracownikiem największej w Polsce i jednej z największych w Europie organizacji MMA oraz osobą zaangażowaną w wiele projektów biznesowych, by zapytać go o całą sytuację związaną z PZMT jego klubu. Poniżej obszerna wypowiedź Pana Grzegorza:

– Zacznijmy może od tego, że miałem kandydować na stanowisko wiceprezesa Polskiego Związku Muay Thai. Zostałem do tego namówiony przez dużą grupę kilkudziesięciu czołowych polskich trenerów, którym się nie podobają działania obecnego zarządu i chcą zmian, a którzy potrzebowali po prostu kogoś z doświadczeniem w pracy z mediami i sponsorami. Nie jest żadną tajemnicą, że pracowałem długo w KSW i zajmowałem się tam komunikacją medialną. Ponadto prowadziłem audycje i programy radiowe i telewizyjne, a także sam promowałem eventy sportów walki. To sprawiło, że trenerzy widzieli mnie w roli członka zarządu PZMT, choć ja sam tak naprawdę się długo wahałem. Przekonali mnie, ale wciąż tak naprawdę się zastanawiam czy branie na siebie dodatkowej odpowiedzialności w postaci bezpłatnej pracy społecznej jej sensowne. W tym roku postanowiłem, że poprę Dawida Poloka, który kandyduje na stanowisko nowego prezesa Polskiego Związku Muay Thai i ma realny plan jak podnieść z upadku polskie muay thai.

Na początek chciałbym się jednak pochylić nad tym, co w myśl polskiego prawa powinien robić polski związek sportowy. Zasady te są określone w ustawie o sporcie, które jak każdy wydany w Polsce akt prawny są powszechnie dostępne. Według ustawy polski związek sportowy ma wyłączne prawo do organizowania mistrzostw i pucharów Polski. Ustanawiania i realizacji reguł sportowych, organizacyjnych i dyscyplinarnych we współzawodnictwie organizowanym przez związek. Polski związek sportowy jest zobowiązany należeć do właściwej międzynarodowej federacji działającej w sporcie olimpijskim, paraolimpijskim lub innej uznanej przez MKOL albo ujętej w wykazie, o którym mowa w art. 11 ust. 2a. Ustawy o Sporcie. Patrząc na PZMT wszystko jest w porządku. Związek absolutnie spełnia postawione przed nim wymagania. Należy do międzynarodowej federacji: IFMA, EMF, w której ma nawet swojego przedstawiciela w osobie wciąż urzędującego prezesa Rafała Szlachty. Owe wyłączne prawa również są wykorzystywane, chociaż w 2020 roku nie odbył się puchar Polski. Jest jednak grupa ludzi, jeśli chodzi o środowisko Muay Thai to bardzo duża grupa, która jest jednak niezadowolona z obecnego stanu rzeczy i domaga się zmian. Zmian w ich rozumieniu na lepsze. Wyraża niezadowolenie z powodu bierności PZMT w pewnych kwestiach oraz wydawania niezrozumiałych decyzji w ich rozumieniu. W poniższym artykule postaram się przedstawić owe stanowiska, jednocześnie zadając pytania, na które odpowiedzieć powinien sam sobie każdy czytelnik.

Zacznę od spraw bieżących, a właściwie to mających miejsce w ostatnich miesiącach. Najważniejsza impreza w kalendarzu czyli mistrzostwa Polski. Za organizację tej imprezy odpowiedzialny był klub Maximus Kraków, dokładnie Stowarzyszenie Kultury Fizycznej ,,Maximus” i Polskie Zrzeszenie Muay Thai, Raczadam Kraków. Klub od powstania związany z prezesem Rafałem Szlachtą. Podczas zawodów rozegrano turnieje o koronę mistrza i mistrzyni Polski we wszystkich kategoriach wiekowych. Jednak z jakiegoś powodu, w kategoriach juniorów i seniorów stoczono niecałe dwadzieścia walk. By lepiej to zobrazować posłużę się przykładami z PZMT oraz z innych dyscyplin. Rywalizacja juniorów i seniorów obejmuje pojedynki pomiędzy kobietami i mężczyznami w wieku od 16 do 40 lat. Juniorzy to zawodnicy i zawodniczki między 16-stym, a nie ukończonym 18 rokiem życia. Wiek seniorski to przedział między ukończonym 18-stym, a 40-stym rokiem życia. W niedzielę, 27 czerwca postanowiono rozstrzygnąć, którzy juniorzy i seniorzy zostaną mistrzami Polski. Podczas drugiego dnia imprezy odbyło się 17 pojedynków. Całość była transmitowana na kanale iMuaythai TV w serwisie Youtube. Ponadto datę imprezy podano na niecałe trzy tygodnie przed jej rozpoczęciem (komunikat na stronie internetowej PZMT czyli pzmuaythai.pl pojawił się w dn. 9 czerwca), co wywołało sporą burzę w social mediach, wywołaną przez niezadowolonych trenerów, którzy mieli w swoich klubach czołowych zawodników tego sportu. Sami zawodnicy gremialnie przyłączyli się do dyskusji pod postem na Facebooku, wskazując na zaledwie dwa tygodnie ‘przygotowań’ do najważniejszej imprezy roku, zgodnie stwierdzając, że powinni otrzymać tego czasu więcej. Komentarze pod postem, który wywołał taką dyskusję w serwisie Facebook usunięto. Dla porównania przytoczmy imprezy organizowane przez Polski Związek Kickboxingu i ich partnerów. Liczby obejmują startujących juniorów i seniorów. Mistrzostwa Polski K-1 pro am w Nowej Soli: 64 seniorów, brak juniorów, stoczono 52 walki. Mistrzostwa Polski low kick w Mysłowicach: 374 zawodników, 173 seniorów, 201 juniorów, podczas rywalizacji na trzech ringach stoczono równe 300 walk. Mistrzostwa Polski K-1 Rules w Legnicy: 261 zawodników, 136 seniorów, 125 juniorów, na dwóch ringach stoczono 208 walk. Mistrzostwa Polski full contact w Szczecinku: 211 zawodników, 100 seniorów i 121 juniorów, na dwóch ringach stoczono 190 walk. Mamy cztery z wielu imprez PZKB, na których walczyło łącznie 910 zawodników, którzy stoczyli razem 750 pojedynków. Przed nami jeszcze jedna rywalizacja w formule ringowej, a mianowicie w Oriental Rules, czyli te liczby się zwiększą. Dokładając do tego niezliczoną ilość mniejszych zawodów jak: mistrzostwa regionów, akademickie mistrzostwa Polski, a przede wszystkim formuły planszowe, to działalność PZKB pozostawia w tyle PZMT. Liczba zaledwie 17 walk w rywalizacji juniorskiej i seniorskiej w porównaniu do ilości bojów stoczonych tylko w formułach ringowych na imprezach centralnych PZKB każe się zastanowić, co było tego powodem. Co wywołało ten stan rzeczy?


 
Jeszcze jedna ciekawostka. Prezes PZMT, Rafał Szlachta w wywiadzie opublikowanym 18 czerwca w serwisie Youtube na kanale FightsportPL potwierdził, że oficjalna gala mistrzostw Polski będzie miała miejsce pierwszego dnia, podczas rywalizacji dzieci i kadetów. Czy prezes spodziewał się, że mistrzostwa będą frekwencyjną klapą i najważniejsza kategoria wiekowa, seniorzy nie pojawili się na wspomnianej oficjalnej gali, ani nawet ich udział nie był na niej zaplanowany? Czy stwierdzenie, w tym samym wywiadzie, że zwycięzca Pucharu Polski pojedzie na mistrzostwa świata tylko potwierdza, że prezes domyślał się niskiej frekwencji? Zresztą wspomniany wywiad zawiera wiele zastanawiających wątków, a jednym z nich jest praca nad tym, by Muay Thai było pokazywane w telewizji Nsport oraz Eurosport. Zastanawiające dlatego, że Eurosport nie pokazywał sportów walki z wyjątkiem sportów olimpijskich, jednak wyjątkami w tej kwestii były sambo oraz zawodowe gale karate, Karate Combat. Rodzi się pytanie, czy prezes Rafał Szlachta miał jakieś informacje na ten temat, czy były prowadzone jakieś zakulisowe rozmowy, których dla dobra ich wyników prezes nie chciał ujawniać? Jest to naprawdę interesująca kwestia, zważywszy na ilość audycji o sportach walki, tak niszowych jak Muay Thai, we wspomnianych telewizjach.


 
Wiele klubów, które się ze mną kontaktowały i wręcz prosiły o interwencję medialną w tej kwestii, wypomina Polskiemu Związkowi Muay Thai brak wyczerpującego wsparcia w okresie pandemii COVID-19. Zacznijmy od przypomnienia jak działały inne związki, a dokładnie Polski Związek Kickboxingu. Wspomniana organizacja powoływała zawodników do kadr i na bieżąco informowała o zaleceniach podczas prowadzenia procesu szkolenia. Dodatkowo PZKB zorganizował szereg imprez, nie pozostawiając żadnych wątpliwości co do stosowania się do restrykcji sanitarnych. Nie umknęło to uwadze centrali, czyli WAKO, która wyróżniła PZKB jako wzorową organizację, która doskonale radzi sobie z podtrzymaniem ciągłości szkolenia oraz rywalizacji w okresie pandemii. Tak! Polski Związek Kickboxingu stał się liderem i wzorem do naśladowania dla całego świata, co otwarcie przyznała światowa federacja. A jak było w PZMT? Prowadzący kluby sportowe zrzeszone w PZMT stwierdzili, że zostali pozostawieni sami sobie bez żadnego wsparcia ze strony związku. W 2021 roku pod patronatem PZMT zorganizowano cztery imprezy: wspomniane mistrzostwa Polski, mistrzostwa Dolnego Śląska, Maximus Cup i Lee Cup. Dwie z tych imprez były przeznaczone wyłącznie dla dzieci i młodzieży do 16-ego roku życia. Jak jednak podchodzono do spraw związanych z COVID-19? Po raz drugi podeprę się wywiadem, który został opublikowany na kanale Fightsportpl w serwisie Youtube. Streszczając odpowiedź Pana prezesa na pytanie o pandemię: Musieliśmy jako zarząd podejmować bardzo trudne decyzje. Musieliśmy się trzymać litery prawa, rozporządzeń. Nie było możliwości, byśmy my jako związek mogli coś innego napisać, pomóc. Oficjalne informacje z ministerstwa sportu staraliśmy się przekazywać, w miarę naszych możliwości, zrzeszonym klubom. Staraliśmy się w jakiś sposób, oczywiście legalny, wskazywać drogi w jaki sposób można prowadzić jeszcze zajęcia. Nie mogliśmy powielać informacji jak obejść daną ustawę, dane rozporządzenie. Czy w związku z tym PZKB czy Polski Związek Pływacki bądź Polski Związek Narciarski złamały prawo? Zdecydowana większość rozmówców, będącymi członkami PZMT poinformowało mnie, że na zapytania o możliwość prowadzenia działalności szkoleniowej związanej z Muay Thai PZMT odpowiadał wklejając informację ze strony ministerstwa i ucinając temat.


 
Kolejna sprawa, to kwestia pojedynków zawodowych. W Polsce mamy różnych trenerów. Jedni są obdarzeni większą charyzmą, inni mniejszą. Jedni znają języki obce, a inni nie. Według relacji wielu z nich, podczas imprez międzynarodowych dochodziło do zapytań ze strony zagranicznych szkoleniowców, dlaczego Polacy nie startują w ich wydarzeniach. Mało tego. Dlaczego nawet nie odpowiadają na zapytania mailowe dotyczące propozycji walk zawodowych? Trenerzy będący na wyjazdach zagranicznych robili wielkie oczy ze zdumienia. Po rozmowie z opiekunami ekip z innych krajów dochodzili do wniosku, że wspomniane zapytania trafiały do biura PZMT. Przyglądając się jednak rynkowi walk zawodowych, w których brali udział polscy zawodnicy Muay Thai to w ostatnich paru latach przypominamy sobie jedynie walki w Czechach z udziałem Łukasza Radosza oraz podopiecznych Rafała Króla z Thai Gym Tarnów. Z pierwszej ręki wiemy, że walki zawodników z Tarnowa były aranżowane z pominięciem PZMT. Ostatni pojedynek Łukasza Radosza na gali faktycznie odbywał się poprzez rekomendację Polskiego Związku Muay Thai. Podczas gal DSF Kickboxing Challenge odbyło się kilka walk w boksie tajskim, które nie były nawet sędziowane przez związkowych sędziów. Wspominamy występy Cezarego Zugaja jr oraz Mateusza Janika. Co ciekawe we wspomnianym wywiadzie prezes Szlachta mówi, że kontaktuje promotorów bezpośrednio z klubami, gdzie mogą trenować fighterzy jakich szuka promotor. Osobiście sam wiele nie słyszałem o takiej walce, ani w Polsce ani za granicą, poza wspomnianymi wyjątkami. Historia zawodowego Muay Thai w Polsce w ostatnich latach jest tak krótka, że możemy przybliżyć ją niemal w całości. Thai Battle Championship organizowane przez Dawida Poloka, gale Federacji A1 organizowane przez Arkadiusza Wełnę, Radomszczańska Gala Sportów Walki organizowana przez MOSiR Radomsko, gale FighTTime organizowane przez Arkadiusza Małka oraz Knockout Art organizowana przez Grzegorza Waligórę. Tylko na gali w Radomsku pojawił się prezes Szlachta. Na galach Federacji A1 nie ma PZMT, na TBC nie ma PZMT, na Knockout Art też nie było PZMT. O walkach za granicą, którymi chwali się związek i są powszechnie uznawane za takowe, w których związek pomagał wiemy o dwóch. Oprócz pojedynku Łukasza Radosza z Czech, chodzi o walkę Marcina Łepkowskiego, reprezentującego wówczas Raczadam Kraków, a obecnie trenującego w Boom Boxing Studio, na gali I-1 w Hong Kongu. Dodatkowo z ustalonych przez nas informacji wiemy, że pojedynki Muay Thai na zasadach zawodowych toczonych min. w Niemczech przez naszych zawodników to wyłącznie zasługa rzutkości ich managerów. Najlepsze zostawiamy na koniec. Dokładnie 18 maja 2017 roku Maciej Zembik z ŻKSW Żary pojedynkował się o tytuł mistrza Europy Muay Thai organizacji WMC z Francuzem, Mathieu Guevarą. Organizacji, którą w Polsce powinien zawiadywać PZMT. A kto załatwił tą walkę? Czy to PZMT wysłał Macieja na bój z Francuzem do ojczyzny tego drugiego? No zgadnijcie!


 
Ponadto skontaktowaliśmy się z wieloma zawodnikami, którzy w ostatnich latach stanowili trzon kadry Polski PZMT. Wszyscy zgodnym chórem odpowiadali, że tegoroczne mistrzostwa Polski PZMT, które miały miejsce w Krakowie były groteską. Sama informacja o organizacji eventu na niecałe trzy tygodnie przed jej startem wprawiła zawodników najpierw w osłupienie, a później w gromki śmiech, nierzadko okraszone poczuciem zażenowania i łzami goryczy. Trzy tygodnie to średnio połowa każdego okresu przygotowań, a mówimy tutaj o najważniejszej imprezie w roku, czyli mistrzostwach Polski. Organizatorem był klub Maximus Kraków, dokładnie Stowarzyszenie Kultury Fizycznej ,,Maximus” i Raczadam Kraków, zarejestrowany w KRS pod numerem: 0000051995 jako Polskie Zrzeszenie Muay Thai, z adresem dokładnie kropka w kropkę identycznym jak Polski Związek Muay Thai, zarejestrowanym w KRS pod numerem: 0000409817. W KRS wpisano również stronę internetową stowarzyszenia, muaythai.pl, która odsyła nas bezpośrednio do strony internetowej pzmuaythai.pl. Ta druga jest oficjalną stroną związku. Moją uwagę zwrócił jeszcze jeden szczegół. Otóż mail do Stowarzyszenia, jak i do Związku jest taki sam. Wszystkie maile członków zarządu są oparte na domenie muaythai.pl. (Sama strona internetowa klubu Raczadam Kraków, która jest podawana również na ich fanpage’u w serwisie Facebook to: thaiboxing.pl) Taka ciekawostka, którą znalazłem na stronie internetowej: ekrs.ms.gov.pl/
Wracając do zawodników. Otwarcie przyznają oni, że odsunięcie Macieja Domińczaka, trenera Legiona Głogów, od obowiązków jednego z trenerów kadry narodowej Polskiego Związku Muay Thai zapoczątkowało lawinę. Owo wydarzenie było kroplą, która przelała czarę goryczy. Od tego czasu wszystko potoczyło się lawinowo. Zawodnicy nie pojawili się na mistrzostwach Polski i nie mają zamiaru pojawić się na Pucharze Polski. Na ten moment związek i trenerzy, zwłaszcza trenerzy kadry muszą rozpocząć proces szkolenia od zera. A we wspomnianym wywiadzie przed mistrzostwami Polski prezes Rafał Szlachta wspominał, że jest za ewolucją, a nie rewolucją. Przeczy temu jednak brak powołań dla zawodników, którzy stanowili trzon kadry jeszcze w zeszłym roku, medalistów mistrzostw Europy i mistrzostw świata IFMA. Co tam brak powołań, brak nawet zaproszeń na zgrupowania kadry w roli sparingpartnerów. Brak jakiejkolwiek informacji o takowych zgrupowaniach, bo wszyscy jak jeden mąż zapytani o to, czy zostali w jakikolwiek sposób poinformowani o odbywających się zgrupowaniach, odpowiadają że nie. Dodatkowo otrzymaliśmy wiele głosów, że główni trenerzy kadry narodowej seniorów i juniorów są osobami niekompetentnymi w oczach zawodników i zdarzały się sytuacje, że trener witał się z zawodnikiem po angielsku, nie rozpoznając swojego kadrowicza na imprezie rangi mistrzostw świata. Dodatkowo zawodnicy zarzucali trenerom brak zainteresowania z ich strony, od najprostszej troski czyli pytania o samopoczucie po brak zainteresowania wagą fightera podczas imprezy, na niezrozumiałych radach kończąc. Mówi się, że o klasie trenera świadczą: ilość liczących się zawodników pod jego skrzydłami, oraz ilość wychowanków. Rafał Ślusarz i Marcin Tomczyk obecnie pełnią funkcje trenerów kadry juniorów i seniorów. Maximus Kraków i Gymnazion Sosnowiec. Najbardziej utytułowaną wychowanką tych klubów jest Magdalena Rak, która została mistrzynią świata IFMA w 2009 roku. W tym roku zawodnicy tego pierwszego zostali medalistami mistrzostw Polski w dziesięciu kategoriach, a tego drugiego w zaledwie jednej. Jednocześnie zaznaczamy, że na turnieju w ponad połowie kategorii wystartowało tylko dwoje zawodników (20 z 30 kategorii).
Wielu doświadczonych fighterów ma również w pamięci zgrupowanie w Elbanowie, które miało przygotować zawodników Muay Thai do The World Games 2017 we Wrocławiu. Miejsce gdzie odbywały się treningi kadrowicze nazwali szopą. Brak zgrupowań przed mistrzostwami świata 2016 i 2018, zaledwie dwa zgrupowania przed mistrzostwami świata 2017. Ponadto informacje o planowanych zgrupowaniach pojawiały się zbyt późno, co powodowało znikomą frekwencję. Za minimalny okres ogłoszenia zgrupowania zawodnicy uznali dwa miesiące, chociaż zdecydowana większość uważa, że zgrupowania kadry i wszystkie imprezy powinny być ogłaszane z początkiem roku kalendarzowego i podawane do publicznej wiadomości poprzez stronę internetową związku. Dodatkowo szefostwu PZMT zarzuca się kompletną bierność w prowadzeniu social mediów, które uważa się obecnie za podstawę w działaniu związku. Podczas gdy inne związki rozwijają media społecznościowe w wielu platformach, to PZMT wrzuca posty z częstotliwością kilku razy w roku. Ponadto zarzuca im się brak promowania swoich zawodników, a za doskonały przykład podaje się PZKB, gdzie niemal każdego dnia jest przybliżana sylwetka zawodnika, trenera, działacza, sędziego i innych osób związanych z polskim i światowym kickboxingiem. To tylko wierzchołek góry lodowej jeśli chodzi o zawodników, którzy stanowili do niedawna o sile polskiego Muay Thai, a obecnie postanowili zaprotestować przeciwko działaniom związku. Zresztą nie oni pierwsi. W 2014 roku w Polsce odbywały się mistrzostwa Europy Muay Thai. Podczas eliminacji czyli mistrzostw Polski, Bartosz Batra pokonał Cezarego Zugaja jr. Nie dostał powołania do kadry, mimo uczestnictwa w zgrupowaniach, na których sam przeprowadzałem z nim wywiad. Dlaczego? Bo Zugaj nie mógł startować w klasie B, mając wcześniej walki w klasie A. Dlatego powołano go do kadry, a Batrze podziękowano, po czym sam zawodnik podziękował za współpracę z PZMT. Od tamtego czasu Batra stał się najlepszym zawodnikiem w Polsce, walczył przed 50 tysiącami Tajów na sylwestrowej gali Thai Fight, rywalizował w Muay Thai i stał się najpopularniejszym, aktywnym przedstawicielem tego sportu. Jak widać odejście ze sportu amatorskiego wyszło mu tylko na dobre. Tak samo jak Bartoszowi Botwinie, reprezentantowi kraju, który porzuciwszy PZMT walczył na gali Glory Kickboxing, a obecnie w Federacji A1. A promocja walka zawodowych w Polsce i za granicą? Czy pamiętacie by pojawiła się jakaś wzmianka na oficjalnej stronie związku lub post na Facebooku o walkach Bartosza Batry w Thai Fight, Max Muay Thai, czy gdziekolwiek indziej? Czy pamiętacie jakąś wzmiankę o gali Federacji A1? A może przypominacie sobie, że PZMT swoimi kanałami komunikacji promował walkę Wojciecha Oleksyka w Thai Fight? Słyszeliście, by zdecydowanie najlepszy turniej w tym roku w Europie, grand prix Muay Thai Federacji A1 został chociaż wspomniany, nie pochwalony, wspomniany przez związek? Wzorem osób publicznych, którym zdarza się stawać przed różnymi komisjami, ja również zamierzam zasłonić się niepamięcią. A może po prostu nie pamiętam? A może nic się nie pojawiało? Z drugiej strony PZMT nie ma obowiązku o informowaniu o takich wydarzeniach, więc ktoś może zapytać, dlaczego mieliby to robić? Sytuacji dotyczących zawodników było multum, a ja postanowiłem przybliżyć tylko te, które dotyczyły ich wszystkich.

A teraz mam dla was naprawdę niezłą historię. Otóż jako klub Academia Gorila, jeden z największych w Warszawie, permanentnie byliśmy członkami PZMT, opłacając składkę członkowską, która obecnie wynosi 600 złotych rocznie. Każdego roku wysyłano do nas monit z przypomnieniem i regularnie to robiliśmy. W tym roku takiego monitu zabrakło, mimo że byliśmy w stałym kontakcie mailowym z biurem PZMT. Nie uiściliśmy opłaty. Spóźniliśmy się z nią, ale ostatecznie i tak ją uregulowaliśmy. Jakoś pięć dni po tym, gdy zgłosiłem swoją kandydaturę na wiceprezesa PZMT otrzymaliśmy telefon od Dawida Zięby (prowadzący biuro związku), że nasze członkostwo nie zostanie przedłużone, a pieniądze za opłatę zostaną zwrócone na konto. Kilka dni później pieniądze zwrócono nam na konto… Moim zdaniem jest to przecież celowa zagrywka PZMT, bym nie mógł startować w wyborach! Celowa i niezgodna ze statusem PZMT. Otóż, aby zostać członkiem zarząd musi zatwierdzić kandydaturę. Musi się ten zarząd zebrać i podczas takiego zebrania owe członkostwo zatwierdzić. Tak samo jest z usunięciem kogoś ze związku. W naszym przypadku, zresztą nie tylko w naszym bo jeszcze Sagat Gym Opole spotkał ten sam los, tak nie było. Oczywiście jest to niezgodne z ustawą o sporcie, która reguluje działanie polskich związków sportowych. Już wcześniej mieliśmy z nimi problemy, bowiem PZMT wymaga, by każdy członek zrzeszony w ich strukturach posiadał osobowość prawną w postaci stowarzyszenia. My mieliśmy działalność gospodarczą w postaci spółki, ale dodatkowo stworzyliśmy wymagane stowarzyszenie. Spójrzmy na największy związek sportowy w Polsce, PZPN. W rozgrywkach ekstraklasy grają podmioty, będące członkami, które jednocześnie mają osobowość prawną spółek akcyjnych. PZMT i PZPN reguluje ta sama ustawa, więc skąd te rozbieżności?


 
Druga sprawa, jaką chciałbym poruszyć to wszystko to, co działo się podczas pandemii koronawirusa. Polski Związek Muay Thai kopiował to, co pojawiało się na stronach internetowych ministerstwa sportu, ucinając temat i nie pomagając nam jako klubom w ogóle! Nasz klub praktycznie nie wystawiał zawodników w kickboxingu, a to tego środowiska otrzymywaliśmy faktyczne wsparcie i pomoc dotyczącą tego, jak zachować ciągłość szkolenia. I tutaj się zatrzymamy. Kluby zrzeszone w Polskim Związku Muay Thai zrzeszyły się również w Polskim Związku Kickboxingu. Z miejsca otrzymali fachową pomoc jak radzić sobie w okresie pandemii. Z miejsca mogli rywalizować na niezliczonych imprezach sportowych, co jest dla każdego z nich niezwykle ważne. Zresztą o ich fachowości jako szkoleniowców powie fakt, że trenowani przez nich zawodnicy zdobywali medale na mistrzostwach Polski w formułach: oriental rules, K-1 rules oraz low kick. Niejednokrotnie złote, co skutkowało powołaniami do kadry i wyjazdami na mistrzostwa świata. Weszli i z miejsca zostali docenieni.

W przeszłości sam próbowałem organizować nasze imprezy przy współpracy z PZMT, ale wymagania stawiane przed organizatorami okazały się dla nas nie do przejścia. Bardziej opłacało się mi i mojemu przyjacielowi pojechać, zrobić kurs sędziowski i samemu sędziować walki na zawodach, niż korzystać z usług sędziów zapewnianych przez PZMT. Jak mam nazywać zarząd, który tworzy takie realia Muay Thai? Według mnie jest to działanie dążące do zaniku popularności Muay Thai w Polsce. Jako przykład podam znowu Polski Związek Kickboxingu. Organizując imprezę PZKB celowo, powtórzę celowo, przydziela sędziów jak najbliżej miejsca rozgrywania zawodów, by obsługiwali ową imprezę. Koszty zatrudnienia sędziów przy takim wydarzeniu w porównaniu do PZMT są kilkukrotnie niższe, co dla organizatora jest niezwykle ważnym czynnikiem w kontekście podjęcia decyzji o samej organizacji eventu. Wymagania PZMT wręcz odrzucają od chęci współpracy ze związkiem. Sam wielokrotnie zatrudniałem sędziów z PZKB bo było to szybkie, tanie i bezproblemowe. Sam wielokrotnie robiłem imprezy ze współpracy z PZKB i moim starym trenerem, mimo że obaj reprezentowaliśmy dyscyplinę muay tahi, to łatwiej nam było się porozumieć z kickboxerami, niż z PZMT.

Dodatkowo sposób komunikacji PZMT i jawności informacji pozostawia wiele do życzenia. Grupa na messengerze? Naprawdę? A co jeśli ktoś nie ma Facebooka? Przecież to przez niejawność się tworzy brak zaufania. Dowodem na brak zaufania środowiska trenerów do obecnych władz PZMT w tym wszystkim jest fakt, że podczas rywalizacji na tegorocznych mistrzostwach Polski w kategorii juniorów i seniorów odbyło się jedynie 17 walk. 17 walk! Wystartowało około 30 zawodników, około bo PZMT nie podał takiej informacji do wiadomości publicznej. Chyba się wstydzą – i słusznie. W porównaniu do nich PZKB znajduje się na kompletnie odwrotnym biegunie. Nie dość, że multum imprez, zarówno w formułach ringowych jak i planszowych, to jeszcze na samych mistrzostwach Polski low kick stoczono bodajże 300 walk lub nieco ponad 300!

Co ktoś taki ktoś jak ja chce robić w PZMT. Myślałem że wystartuje w wyborach na członka zarządu, bo chciałem zrobić coś dobrego dla tej dyscypliny, bo poprosili mnie o to inni trenerzy. Poprosili mnie ludzie, którzy w sumie w ciemno mi zaufali. Zaufali mi, mimo tego że nigdy(!) nie byłem we władzach PZMT: nie byłem trenerem kadry, nie byłem członkiem żadnego zarządu ani komisji, nie byłem prezesem. Zaufali mi ze względu na moje dotychczasowe dokonania w biznesie sportowym. Oni wierzą, że jestem człowiekiem, który może im pomóc zbudować nowy, silny związek który przystaje do realiów XXI wieku i potrafi współpracować z mediami i sponsorami. Chciałbym im pomóc, ale obecne władze robią wszystko, aby to ich ludzie utrzymali się na stołkach. Nie wiem jak potoczą się nowe wybory, czy moja kandydatura zostanie finalnie dopuszczona, ale to co wiem na pewno: tak dalej jak jest, być nie może. – skwitował Grzegorz Sobieszek.


 
Temat działań promocyjnych to temat rzeka. Kanałów komunikacji, których można wykorzystać do promocji jest tyle, ile włosów na głowie. Zastanówmy się jednak jaka promocja przynosi najwięcej korzyści oraz jak na tle PZMT wypada przytaczany wcześniej PZKB. Jaka promocja przynosi najwięcej korzyści, skuteczna. Skuteczna w rozumieniu efektu, jaki chce osiągnąć promotor danego podmiotu. Skuteczna promocja może przynieść zyski, w przypadku promocji produktu przeznaczonego na sprzedaż, bądź popularność. Jak w kwestii promocji wypada Muay Thai na tle kickboxingu? Blado, żeby napisać żałośnie. Niestety już tak napisałem. Transmisja z mistrzostw Polski w serwisie Youtube, ok odhaczone. Komunikaty na stronie internetowej PZMT i w serwisie Facebook. Odhaczone. Jednak w porównaniu do PZKB to działania promocyjne stosowane przez PZMT wyglądają jak porównanie rysunku 2-latka z rysunkiem absolwenta ASP. PZKB również transmitował swoje imprezy mistrzowskie w serwisie Youtube. Jednak walki o tytuły mistrza Polski K-1 odbywały się również na gali zawodowego kickboxingu, KFN w Legnicy. Według ustalonych przeze mnie informacji w szczytowym momencie transmisję w telewizji Super Polsat, dostępnego w każdym domu, oglądało około 150 tysięcy osób. Dodatkowo mieliśmy mistrzostwa Polski pro am w formule K-1 transmitowane w telewizji FightBox, która obejmuje swoim zasięgiem kilkadziesiąt krajów na całym świecie. I oczywiście perła w koronie PZKB, patronowana przez nich organizacja HFO, która jest pokazywana przez największą telewizję sportową w kraju, TVP Sport i potrafiąca przyciągnąć blisko 350 tysięcy ludzi przed telewizory. Nie wspominając o galach nieistniejącej organizacji DSF Kickboxing Challenge, których rekord był bliski pół miliona. Dodatkowo na fanpage’u PZKB codziennie znajdziemy informacje, wywiady, które promują członków związku: od trenerów, przez sędziów, na najbardziej promowanej grupie zawodników kończąc. Naprawdę jesteśmy ostatni do chwalenia PZKB i zawsze chętnie wytykamy błędy tej organizacji, publicznie czy podczas prywatnych dyskusji. Jednak w porównaniu do PZMT, Polski Związek Kickboxingu jest organizacją zarządzaną wzorowo, jednocześnie dbającą o promocję dyscypliny. Świadczy o tym nie tylko ilość członków, którzy przechodząc tymczasowo do PZKB byli zaskoczeni poziomem obsługi, ale również ludzi, którzy są członkami związku od lat i potrafią docenić starania PZKB, jednocześnie nie ukrywając jej błędów.

W najbliższą niedzielę, 26 września 2021 odbędą się wybory na nowego prezesa i członków zarządu PZMT. Z jednej strony jest Hubert Lisowski, trener kadry na początku poprzedniej dekady, z drugiej obecny trener kadry Dawid Polok. Wielu trenerów i zawodników usłyszawszy nazwisko Lisowskiego zaczęło drapać się w głowę i zastanawiać, kim jest ten człowiek. Tylko najstarsi szkoleniowcy pamiętają jeszcze takie nazwisko, zaznaczając, że w ostatnich latach nie słyszeli żadnej wzmianki o jego działalności w Muay Thai. Wielu też poruszało temat, że Lisowski jest namaszczony przez prezesa na swojego następcę. Ustawa o sporcie mówi, że nie można piastować urzędu prezesa polskiego związku sportowego dłużej niż dwie kadencje trwające po cztery lata. Nadchodzi czas pożegnania Rafała Szlachty z PZMT. Czy były to dobre lata? W opinii zdecydowanej większości moich rozmówców nie. Zaufania wśród trenerów i zawodników, będących moimi rozmówcami nie wzbudza nie tylko Hubert Lisowski, ale również kandydaci do zarządu. Ciekawa jest również kampania wyborcza, bowiem obaj kandydaci takową prowadzili. Z ramienia jednego z nich pewien członek PZMT postanowił zaprosić do członkostwa nowe podmioty. Otóż zaproponował on min. pierwszemu polskiemu mistrzowi świata w karate, Piotrowi Sawickiemu członkostwo w PZMT. Pan Piotr ma niewiele wspólnego z Muay Thai, właściwie to nic a nic, a był namawiany do zrzeszenia się w związku. Osobiście pamiętam pojedynku w formule K-1 reprezentantów Sport Club Karate Białystok, ale w Muay Thai nigdy o takich nie słyszałem. Z tego co ustaliłem czeka tylko na pozytywną opinię związku. Podobnie jak jeden z białostockich klubów MMA, ale nie udało mi się ustalić który z nich, chociaż wykluczyłem Vale Tudo Białystok oraz Viking Fight Club, dawniej znany jako Sportowy Białystok. Nie to jednak wzbudza moją ciekawość w tej sytuacji. Na stronie PZMT znajdujemy informację, że do zrzeszenia może przystąpić klub, który opisuje swoją dotychczasową działalność odnośnie muaythai (zawodniczą, trenerską, organizacyjną), dodatkowo przesyła dokumenty rejestrowe klubu nie starsze niż 3 miesiące i przesyła uzupełniony formularz zgłoszeniowy, który można pobrać ze strony związku. Następnie czeka na pozytywną opinię zarządu PZMT. A kojarzycie jakąś szkołę tańca, dokładnie szkołę baletu, która jest członkiem PZMT? Swego czasu na stronie internetowej jednej z takich szkół widniała informacja, że są oni członkiem PZMT. Nie doprecyzowano jednak, czy chodzi o Związek, czy o Zrzeszenie. Także słynne powstawanie klubów widmo, co mieliśmy ostatnio chociażby przy okazji wyborów w PZJ, o czym informował jeden z największych serwisów sportowych w Polsce, czyli sport.pl. Z drugiej strony mamy Dawida Poloka, trenera kadry, organizatora zawodów, promotora zawodowego Muay Thai i trenera ŻKSW Żary, mającego w swoich szeregach zawodników każdej kategorii wiekowej. W zarządzie chciałby mieć znanego z pracy dla KSW, Grzegorza Sobieszka i innych ludzi, znanych w ostatnich latach ze swojej pracy na rzecz PZMT. W zarządzie Lisiewskiego mieliby się znaleźć: Anita Wójtowicz i radny jednej z krakowskich dzielnic, promujący działania klubu Maximus Kraków w mediach społecznościowych, Marek Hohenauer. Kto według was, wzbudza większe zaufanie w środowisku polskiego Muay Thai? Kto według was mógłby zrobić więcej dobrego w celu popularyzacji dyscypliny, która została przyjęta do rodziny olimpijskiej?

Na koniec zostawiłem rzecz, która elektryzuje wielu ludzi czyli pieniądze. A dokładnie pieniądze pochodzące z kieszeni nas wszystkich, może nie wszystkich. Pieniądze zatrudnionych oraz tych prowadzących działalność gospodarczą. Nie, nie będzie o defraudacji środków, a o bierności w pozyskiwaniu pieniędzy z różnych programów rządowych, co jest powodem niezadowolenia członków związku. Udało mi się ustalić, że w Programie wspierania sportów nieolimpijskich poprzez dofinansowanie przygotowania i udziału zawodników we współzawodnictwie międzynarodowym w 2021 roku PZMT otrzymało dotację w wysokości 500 tysięcy złotych. Dla porównania Polski Związek Sumo: 585 tysięcy, a siostrzany Polski Związek Kickboxingu 960 tysięcy. Rodzi się więc pytanie. Skoro PZKB otrzymało praktycznie dwukrotnie większą dotację, to czy PZMT mógł otrzymać podobną kwotę? W końcu oba sporty zostały uznane przez MKOL i pojawią się na Igrzyskach Europejskich w Krakowie w 2023 roku. Co równie ciekawe w tym samym programie w 2020 roku PZMT otrzymał 450 tysięcy, z czego 300 tysięcy zostało zwrócone. Dla porównania Polski Związek Kulturystyki, Fitness i Trójboju Siłowego otrzymał grant w wysokości ponad miliona złotych, a Polski Związek Jiu Jitsu prawie milion trzysta tysięcy. Jak już wspomniałem wcześniej, związki działały, organizowały zawody, a PZMT zrobiło na koniec roku mistrzostwa Polski w Białymstoku, jedyną imprezę, co w opinii wielu z członków było pokłosiem upominania się o zwrot rocznej opłaty członkowskiej, motywowanej brakiem zawodów. Równie ciekawy jest fakt, że w programie Sport dla Wszystkich czyli programie upowszechniania sportu, w którym mogą brać udział kluby, fundacje i związki sportowe od 2019 roku PZMT nie dostał ani grosza. PZMT nie brało udziału w konkursie? Wiele na to wskazuje, zwłaszcza że ogłaszano do niego nie jeden, a kilka naborów. Jak już wspomniałem wcześniej, bierność w pozyskiwaniu środków jest jedną z przyczyn niezadowolenia dużej ilości członków związku. Taka sama kwota w kontekście PZMT pojawia się w przypadku: Wspierania projektów upowszechniania sportu dzieci i młodzieży przez związki sportowe na rok 2021. Sytuacja jest o tyle ciekawsza, że było kilka naborów i w żadnym z nich nie wymieniono PZMT, a znalazł się Polski Związek Żeglarski, Polski Związek Kajakowy, Polski Związek Badmintona, Polski Związek Sportów Saneczkowych, Polski Związek Brydża Sportowego. Wspomniane związki otrzymywały kwoty od stu tysięcy, do blisko dwóch milionów złotych dotacji. Było kilka naborów. Dlaczego PZMT nie otrzymał nawet złotówki? Ponadto Ministerstwo Sportu i Turystki wspierało związki sportowe w programie: Wspieranie organizacji imprez sportowych dla dzieci i młodzieży, w którym można było otrzymać dotacje na imprezy, zawody, ligi czy festyn sportowe w roku 2021. Ponownie PZMT 0 PLN, a Polski Związek Basseballu i Softballu otrzymał 40 tysięcy, a Salezjańska Organizacja Sportowa Rzeczypospolitej Polskiej 200 tysięcy. Jak na związek sportowy działający w sporcie uznanym przez MKOL, okrągłe zero złotych to trochę mało. Dla porównania inny związek, który wchodzi w skład rodziny olimpijskiej, Polski Związek Szermierczy otrzymał w ramach tego programu 300 tysięcy złotych. Wszystko jest oczywiście opisane na stronie internetowej polskiego rządu, gov.pl i wymaga od użytkownika podstawowej wiedzy w zakresie obsługi wyszukiwarki. Wcześniej stawiałem pytania, więc tym razem również nie podam wszystkiego niczym kelner na srebrnej tacy, a zachęcam do samodzielnego sprawdzenia informacji. Muszę jednak wziąć w obronę PZMT, bowiem nie ma żadnego obowiązku jeśli chodzi o fakt ubiegania się o dotację, a jest jedynie dobrowolnym działaniem, w celu ich pozyskania. Także PZMT nie musiał brać udziału w żadnym z tych programów.

Podsumowując chciałbym przekazać, co sprawiło, że poświęciłem kilka dni na napisanie tego artykułu, w mojej opinii obrazującego tylko mały wycinek środowiska Muay Thai w Polsce, skupionego przy PZMT. Zaufanie. Zaufanie ludzi, którzy uwierzyli, że zostaną wysłuchani i mogą coś zmienić. Że mogą sprawić, by polskie Muay Thai zaczęło się liczyć na świecie, a pojedyncze medale naszych zawodników przywożonych z imprez IFMA, zostaną zastąpione workami, które przywiozą ze swoimi fighterami. Że w PZMT dojdzie do dialogu, że komunikacja między zarządem, a stowarzyszonymi klubami będzie w ich rozumieniu w ogóle istniała. Mają nadzieję, że PZMT zacznie rozwijać dyscyplinę przy pomocy ambasadorów w osobach medalistów mistrzostw świata Muay Thai i późniejszych mistrzów UFC: Joanny Jędrzejczyk i Jana Błachowicza. Że w związku będą panować przejrzyste zasady, zawodnicy będą wiedzieli na czym stoją, zarówno członkowie kadry jak i członkowie zrzeszonych klubów. Że nareszcie promocja Muay Thai zacznie w jakikolwiek sposób przypominać promocję dostosowaną do obecnych czasów. Że strona i social media związku zaczną istnieć i promować tą sztukę walki. Oni w to wierzą. Potrzebowali tylko kogoś, kto ich wysłucha i przeleje to na papier, pod postacią owego artykułu. Dlaczego nie zdecydowali się na list otwarty do ministra sportu i turystyki? Nie wiem. Dlaczego wybrali mnie? Nie wiem. Pracowałem przy DSF Kickboxing Challenge jako reporter i komentator, pracuję przy HFO Kickboxing jako jeden z członków ekipy organizacyjnej i skaut znający rynek zawodników kickboxingu i Muay Thai. Pracuję w największej telewizji sportowej w kraju, TVP Sport jako komentator MMA i kickboxingu. Przez wiele lat podróżowałem po kraju jako reporter i komentator parający się sportami walki od boksu, poprzez Muay Thai, Lethwei, Kickboxing, Karate, Wushu, BJJ, zapasy, Taekwondo czy MMA. Nie piszę tego, by się pochwalić, tylko dlatego by postawić wam kolejne pytanie. Do kogo mieli się zwrócić, skoro uznali, że nie mogli zaufać polskiemu związkowi, swojej ukochanej dyscypliny której oddali życie, Polskiemu Związkowi Muay Thai?

Zdaję sobie sprawę, że mogę być tylko narzędziem w politycznej walce o stołki w jutrzejszych wyborach prezesa PZMT. Stołki w dyscyplinie, która interesuje niewielką liczbę ludzi w Polsce. Mam przekonanie, że owy artykuł może oburzyć ludzi, których dotyczy i może ich głęboko dotknąć. Mimo wszystko go napisałem, ze względu na ilość ludzi, która się do mnie zgłosiła by udzielić mi informacji na tematy, poruszane w powyższym artykule. Bo jaką funkcję mają pełnić media w demokratycznym społeczeństwie? Przede wszystkim informacyjną, ale również kontrolną. Nie było mi dane żyć w czasach PRL, więc nie wiem z własnego doświadczenia nic o panującej wtedy cenzurze i jak ludzie dowiadywali się o faktycznym stanie rzeczy dotyczącym otaczającej ich rzeczywistości. To tyle na koniec. Na pewno będę śledził dalej poczynania PZMT, niezależnie czy Hubert Lisowski, czy Dawid Polok zasiądą w fotelu prezesa, życząc z całego serca jednemu lub drugiemu, wielu sukcesów na polu organizacyjnym i sportowym.

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.