W miniony weekend (3/4 lipca) miała miejsce kolejna już 116 gala UFC. Tym razem odbyła się w legendarnej MGM Grand w Las Vegas, stan Nevada. W hali komplet 15 tys. widzów, a na trybunach wiele znanych osobistości m. in. Evander Holyfield, James Toney – eks-bokser, który niebawem zaliczy debiut w MMA, Anthony Kiedis, Dustin, Cain Velasquez.
Zanim do „klatki” weszli główni bohaterowie wieczoru, odbyło się jeszcze kilka ciekawych pojedynków. W jednym z nich Polak z kanadyjskim paszportem Krzysztof Soszyński zmierzył się z Stephanem Bonnarem. Był to rewanż. W pierwszym ich starciu zwyciężył „The Polish Experiment”. Tym razem wynik był zupełnie inny. Polski fighter przegrał przez TKO w 2r. W innej walce (należącej do głównej karty) w limicie kategorii średniej zmierzyli się Yoshihiro Akiyama (nr.10 na świecie) i Chris Leben. Wynik zaskoczył chyba wszystkich (bez wyjątku) zgromadzonych na widowni. W 3r. przez duszenie trójkątne nogami wygrywa Leben. I tak oto Amerykanin odnosi sensacyjne zwycięstwo. Po tej potyczce do „klatki” weszli już Lesnar vs Carwin. Starcie zapowiadane wcześniej jako „Największa bitwa w historii wagi ciężkiej”. A oto jej przebieg: Po zabrzmieniu gongu ostro do ataku ruszył Carwin. Po kliku mocnych ciosach sprowadził zdezorientowanego mistrza do parteru. Tam do końca rundy zasypywał go lawiną ciosów. Większość z nich doszła do celu (a były to m. in. hammerfisty i uderzenia łokciem). Ale dzięki swej „tytanowej” szczęce, zakrwawiony i rozbity Lesnar dotrwał do końca rundy. Druga odsłona miała inny przebieg. Już na początku 2 rundy Brock sprowadził wyraźnie osłabionego kondycyjnie Carwina do parteru. Tam w niespełna minutę skutecznie zastosował trójkątne duszenie rękami. Tak oto po raz kolejny obronił tytuł, wywalczony w listopadzie 2008r. I znów można było usłyszeć: „Still UFC heavyweight champion on the world – Brock Lesnar”.
Mistrz pokazał nieludzką wręcz odporność na ciosy (jak on wytrzymał… 61 bomb???), niesamowitą wolę walki, charakteryzującą tylko największych wojowników, a także bardzo dobrą kondycję i parter, który jest jego specjalnością. W kolejnej walce jak podaje Dana White, prezydent UFC Brock zmierzy się z Cainem Velasquezem, który obserwował ten pojedynek z trybun.
Co ciekawe jeszcze do nie tak dawna gwiazda UFC była kojarzona z Mariuszem Pudzianowskim. Sam „Dominator” twierdził, że za 1,5 – 2 lata będzie w stanie pokonać Amerykanina. Na szczęście już wcześniej miejsce w szeregu pokazał mu nie będący w dawnej formie Tim Sylvia. Bo jakby się skończyła walka z panującym mistrzem to można sobie samemu dopowiedzieć…