Yasutsune Itosu urodził się w Yamakawa w okręgu Shuri (chociaż inne źródła podają, że urodził się w Gibo, a dopiero później przeprowadził się do Yamakawa) w 1830 (albo 1832 r., chociaż spotkałam się też z wersją 1840). Był dzieckiem nieśmiałym, zamykał się w sobie. Wychowywał się w rodzinie o surowych zasadach. Uczył się na chińskiej klasyce i kaligrafii. Był sekretarzem królewskim aż do upadku monarchii w Japonii (1879r.) Później pracował jako wysokiego stopnia urzędnik w biurze administracyjnym Prefektury Okinawskiej w Shuri aż do 1885r.
Jego przygoda ze To-de zaczęła się w wieku lat 16 pod okiem mistrza Naha-te - Nagahama Ćwiczył też u Gusukama (Nihon Karate Kenkyukai), Yasuri (któryś z chińskich stylów), Kosaku Matsumora (Tomari).
Zgłębianie okinawskiej sztuki walki zaprowadziło go do jednego ze znamienitszych mistrzów tamtego okresu - Sokon "Bushi" Matsumura. Byl jego "uchi-deshi"- osobistym uczniem, tak samo zresztą jak Yasutsune Azato - przyjaciel Itosu. Dzięki niemu poznał Shuri-te (w Shuri znane pod nazwą To-de).
Chyba już wszyscy zdążyli się przyzwyczaić do tego, że prezydent organizacji UFC, Dana White, nie ma żadnych skrupułów z pozbywaniem się ludzi, którzy przestali mu być potrzebni. Nie dziwi więc tym bardziej wyrzucenie Dana Lauzona (12-4). Młody, zaledwie 22-letni zawodnik co prawda wciąż jest perspektywicznym wojownikiem, ale pod banderą UFC stoczył do tej pory trzy pojedynki i wszystkie przegrał.
Lauzon wsławił się tym, że debiutując w oktagonie podczas gali UFC 64 był najmłodszym człowiekiem walczącym w najsławniejszej dziś federacji światowego MMA. Miał wówczas osiemnaście lat i i sześć miesięcy.
Już za dwa dni 37. walkę w karierze stoczy znany i uwielbiany przez kibiców Mirko Filipovic (26-7-2). Dla popularnego "Cro Copa" będzie to również siódmy pojedynek dla organizacji UFC, w której Chorwat ma na razie bilans remisowy - trzy do trzech. Pomimo tych niepowodzeń Mirko ani myśli o innych organizacjach i stwierdził nawet, że jeśli nie uda mu się przedłużyć kontraktu z UFC, najzwyczajniej w świecie zakończy karierę.
- Albo uda mi się przedłużyć ten kontrakt, albo zakończę karierę. Jeśli mam się dalej bić, to właśnie dla UFC. Nie chcę już zmieniać organizacji, a zdaję mi się, iż ludzie nadal chcą mnie oglądać w akcji - zakończył Filipovic, który według plotek jeszcze pod koniec tego roku ma stanąć w oktagonie podczas gali w Niemczech. Póki co w nocy z soboty na niedzielę będzie musiał stawić czoła innemu dobremu strikerowi, Patrickowi Barry'emu (5-1).
Sylwia Gruchała (Sietom AZS AWFiS Gdańsk) zajęła trzecie miejsce w zawodach Pucharu Świata w Hawanie. W półfinale uległa 12:15 późniejszej triumfatorce, trzykrotnej mistrzyni olimpijskiej, Valentinie Vezzali z Włoch.
Pozostałe miejsca Polek, to 21. miejsce Katarzyny Kryczało, 25. Martyny Synoradzkiej i 29. Małgorzaty Susfał.
Już w sobotę gala UFC i walka wieczoru pomiędzy Chuckiem Liddellem (21-7) i Richem Franklinem (25-5) w wadze półciężkiej. Nie wiadomo, który z nich okaże się lepszy, ale prezydent organizacji, kontrowersyjny Dana White, już obmyśla plany na przyszłość.
White ogłosił wczoraj na antenie 98 Rock Baltimore, że zwycięzca tego pojedynku w kolejnej walce zmierzy się z byłym championem UFC w dywizji do 93 kilogramów, Forrestem Griffinem (17-6), który pod koniec listopada udanie zrewanżował się Tito Ortizowi za wcześniejszą porażkę. Ewentualna konfrontacja Liddella z Griffinem (na zdjęciu) byłaby gwarancją doskonałej walki w stójce i obustronnych wymian ciężkich ciosów, bowiem obaj są uznawani za jednych z najlepszych strikerów w limicie wagi półciężkiej.