Wyjątkowo i niespodziewanie zacięta była pierwsza runda pojedynku pomiędzy faworyzowanym Robertem Joczem (19-5) i sprowadzonym w ostatniej chwili Karolisem Liukaitisem (2-4). Skazany teoretycznie na pożarcie Litwin okazał się groźnym puncherem z mocnym prawym overhandem, a i w obaleniach w pierwszej odsłonie był remis jeden do jednego.
Robert, czołowy zawodnik Europy dywizji średniej, zmienił oblicze tej walki w drugim starciu. Po przepuszczeniu obszernego prawego sierpowego rywala sprowadził walkę do parteru i chociaż był w gardzie rywala, zasypał go serią kilku potężnych uderzeń z obu rąk. Karolis okazał się jednak wyjątkowo odpornym fighterem i zdołał powrócić do stójki.
Robert po nieudanej próbie duszenia znalazł się na dole, ale właśnie ztej pozycji sprytnie się skręcił i wyciągnął "juji-gatame", czyli po prostu "balachę" (dźwignia na staw łokciowy przyp. Redakcja).
W spotkaniu dwóch zawodników powszechnie uważanych za najlepszych Polaków na naszej scenie MMA w wadze ciężkiej, Damian Grabowski (12-0) pokonał Michała Kitę (10-4).
Początek potyczki należał do Kity, który okazał się lepszym stójkowiczem od swojego rywala z Opola. Grabowski trochę panikował w górze, dlatego też za wszelką cenę starał się przenieść walkę do parteru. Udało mu się to połowicznie, bowiem znalazł się na plecach. Trenujący na co dzień w Holandii Michał nie przyjął "zaproszenia" i stał nad nim bijąc pojedynczymi ciosami. W pewnym momencie wyprostował się, chcąc zapewne pozwolić Damianowi wstać, ale ten wykorzystał moment przestoju swojego oponenta i leżąc niespodziewanie kopnął zaskoczonego rywala na twarz. Noga wylądowała na głowie Kity, a konkretnie na jego prawym oku. Pękł łuk brwiowy, a powieka zamknęła się w kilkanaście sekund i sędzia po konsultacji z lekarzem zawodów zastopował pojedynek pod koniec pierwszej rundy.
Hans Stringer (16-4-1) zadał przed momentem pierwszą porażkę niepokonanemu dotąd Michałowi Fijałce (6-1). Walczący w wadze półciężkiej Holender szybko zdominował rywalizację w górze, do tego nawet stopnia, iż gdy po kilkudziesięciu sekundach potężnym low kickiem powalił naszego rodaka, odszedł i pozwolił mu wstać.
Fijałka po zainkasowaniu kilku mocniejszych ciosów z prawej ręki wszedł rywalowi w nogi i sprowadził walkę do parteru. Tam jednak też Stringer (na zdjęciu) okazał się lepszy i od dołu wyciągnął "Kimurę" zaskoczonemu Michałowi. Wszystko łącznie trwało dwie i pół minuty.
Piotr Kobylański dał się złapać na samym początku Łukaszowi Rajewskiemu i przegrał pierwszą odsłonę, ale młodszy Rajewski nie wytrzymał narzuconego przez siebie tempa i już pod koniec drugiego starcia wyraźnie opadł z sił.
Kobylański w trzeciej rundzie tej walki w formule K-1 zranił przeciwnika kilkoma lewymi sierpami i wydawało się, że jest bliski zwycięstwa przed czasem, jednak ambitny Łukasz zdołał dotrwać do ostatniego gongu.
Niespełna 150 sekund trwała pierwsza walka gali BOTE 2 w Gdyni na zasadach MMA. Dion Staring (22-7) przełamał fatalną passę pojedynków z Polakami i pokonał przez duszenie zza pleców Dawida Baziaka (8-2).
Holender już po 20. sekundach sprowadził potyczkę do parteru, potem przeszedł do boku rywala, a Dawid po kilku ciosach oddał plecy, co oczywiście szybko wykorzystał doświadczony Staring.
Wcześniej w walce K-1 Shemsi Beqiri pokonał przez decyzję Łukasza Szulca, a Dariusz Lipski kolanami zupełnie odebrał ochotę do walki Aleksandrowi Rybarczykowi, posyłając go w niespełna trzy minuty trzykrotnie na deski.
Gala na żywo transmitowana na Orange Sport Info!!!!
Zarówno Chuck Liddell (21-7) jak i Rich Franklin (25-5) wnieśli na skalę dokładny limit wagi półciężkiej, czyli 205 funtów (93 kilogramy przyp. Redakcja). Ich walka będzie głównym punktem programu gali UFC 115, którą już dziś podziwiać w Vancouver.
W ciekawej potyczce kategorii ciężkiej Patrick Barry (5-1) zmierzy się z kochanym przez kibiców sławnym "Cro Copem", czyli po prostu Mirko Filipovicem (26-7-2). Barry ważył podczas wczorajszej ceremonii 112,4 kilograma, natomiast Chorwat 106,5.
Legendarny Ken Shamrock (27-13-2), który został zawieszony w lutym 2009 na rok czasu za stosowanie Stanozololu przyznał, iż zażywał w trakcie swojej kariery niedozwolone środki wspomagające.
- To jak wyjście do sklepu, tak jest to proste. Kiedy starasz się być lepszy i większy, zaczynasz sam siebie krzywdzić nie będąc tego świadomym. Kibice chcą widowiska, jednak kiedy przyłapią cię na tym, że brałeś, z przyjemnością wytkną cię potem palcami i powiedzą "Jak on mógł tak robić, jest głupi i nie zasługuje na to by być w Galerii Sław". Każdy chce oglądać wielki show, lecz nikt potem nie chce wziąć za to odpowiedzialności - zakończył Shamrock, który ma zaplanowany na 18 lipca pojedynek z cenionym Pedro Rizzo (18-9) podczas gali w Sydney.