W głównej walce wieczoru UFC 115 i potyczce dwóch legend światowego MMA, Rich Franklin (26-5) znokautował w ostatnich sekundach pierwszej rundy Chucka Liddella (21-8) potężnym prawym sierpem.
Od startu zaatakował powracający po dłuższej przerwie "Iceman", ale Rich sprytnie się bronił, samemu polując na kontrę z lewej ręki. Liddell z kolei bił bezpośrednim prawym, który łączył z low kickami i kopnięciem z prawej nogi na górę. Pod koniec drugiej minuty Chuck zamarkował prawy po czym wszedł w nogi rywala i obalił go, będąc nawet blisko dosiadu, jednak doświadczony Franklin sprytnie wykorzystał "klatkę" do obrony i po chwili powrócił do stójki.
Cały czas przeważał Liddell, który mocno trafił prawym pod koniec czwartej minuty. W samej końcówce jego potężne kopnięcie przebiło gardę przeciwnika i trochę go naruszyło. "Iceman" szybko przeprowadził więc szturm, złapał Franklina przy "klatce" i tam chciał wszystko skończyć. Przestrzelił jednak swoim prawym, przy okazji wchodząc Franklinowi dokładnie na jego prawy sierp bity z całego ciała. Chuck dostał na samą brodę i bezwładnie padł na matę. Rich zdążył jeszcze bezbronnemu oponentowi władować dwa kolejne ciosy, gdy ten leżał już półprzytomny, zadając mu kolejną już ciężką porażkę przed czasem.
Czy to już koniec "Icemana"? Gdyby przed walką ktoś powiedział, że znów przegra przez ciężki nokaut, zapewne wszyscy by chcieli jego emerytury, natomiast Liddell zaprezentował się do czasu nokautu naprawdę dobrze i ciężko cokolwiek teraz prorokować.
Gala UFC 115 zanami, czas więc na nagrody i bonusy:
Rich Franklin - nokaut dnia
Mirko Filipovic - poddanie dnia
Carlos Condit vs Rory MacDonald - walka dnia
Wszyscy nagrodzeni zostaną bonusem dodatkowym w wysokości 85. tysięcy dolarów.
Na konferencji prasowej już po gali ogłoszono, że zmagania wojowników oglądało dokładnie siedemnaście tysięcy kibiców, co dało 4 200 000 "zielonych" wpływu ze sprzedaży biletów.
3 lipca bardzo ciekawa gala UFC 116, a na niej długo oczekiwany pojedynek o tytuł mistrzowski w wadze ciężkiej ponmiędzy Brockiem Lesnarem (4-1) oraz potężnie bijącym Shane'em Carwinem (12-0). Kibice na całym globie ostrzą sobie apetyty również na potyczkę Wanderlei'a Silvy (33-10-1) z Yoshihiro Akiyamą (13-1). Z kolei Polacy najbardziej czekają na walkę urodzonego w Stalowej Woli Krzysztofa Soszyńskiego (21-9-1), który da rewanż Stephanowi Bonnarowi (11-7) za zwycięstwo podczas UFC 110.
Teraz coś, co z pewnością ucieszy naszych rodaków. Właśnie od tego wieczoru, czyli od UFC 116, wszystkie kolejne gale najpotężniejszej organizacji MMA na świecie będą pokazywane na antenie Orange Sport. To jeszcze nic pewnego, ale bardzo możliwe, iż na tym kanale będziemy mieli również możliwość obejrzenia gali Strikeforce z dnia 26 czerwca, a tam pojedynek najbardziej legendarnego wojownika MMA w historii wagi ciężkiej, Fedora Emelianenko (31-1), który skrzyżuje rękawice z Fabricio Werdumem (13-4-1).
Brawo!
- Presja była naprawdę duża, stąd też to moje zdenerwowanie na początku. Dla mnie to jednak była kolejna walka, kolejne zarobione pieniądze i dobrze wykonana praca. Kolejne furtki się nie otwierają, ponieważ już wcześniej podpisałem kontrakt z amerykańską organizacją Bellator. Cieszę się natomiast z wygranej, bo dużo ludzi mówiło, że Michał Kita jest bardzo dobry, trenuje w Holandii i jest gościem nie do przejścia. Ja od samego początku powtarzałem, iż jeśli ktoś się go nie przestraszy i wyjdzie odważnie, to każdy jest w stanie z nim wygrać - powiedział Damian Grabowski (12-0), który podczas wczorajszej gali BOTE 2 pokonał przez kontuzję Michała Kitę (10-4).
- Jestem również zadowolony, bo wyszły mi trzy lub cztery akcje, które ćwiczyliśmy na treningach właśnie pod niego, tak jak właśnie prawy hak-lewy sierp. To wszystko było ciężko wypracowane i nie było tu żadnego przypadku - zakończył Grabowski, nieoficjalnie uważany od dziś za najlepszego Polaka w wadze ciężkiej w MMA.
Mirko Filipovic (27-7-2) przeżywał ciężkie chwile w pierwszej odsłonie potyczki z mocno bijącym Patrickiem Barry (5-2), ale przetrwał kryzys i od drugiej rundy zaczął zyskiwać przewagę nad coraz bardziej zmęczonym rywalem. W trzecim starciu popularny "Cro Cop" dołożył swoją legendarną lewą nogę i wiadome było, iż koniec jest bliski. W końcu Chorwat złapał Patricka w parterze, tam kilka razy mocno uderzył i wykorzystując złą decyzję przeciwnika założył duszenie zza pleców.
ZOBACZ KOMPLET WYNIKÓW UFC 115
W królewskiej kategorii doszło do innego ciekawego na papierze pojedynku, lecz Gilbert Yvel (36-15-1) po zainkasowaniu już na samym początku mocnego ciosu od olbrzymiego Bena Rothwella (31-7) nie doszedł już do siebie, oddając walkęna punkty.

Najpierw prawy sierp, a w parterze kolejne dwa ciosy na głowę bezbronnego "Icemana". Czy to koniec Chucka Liddella (21-8), wielkiego mistrza wagi półciężkiej? To już piąta porażka w sześciu ostatnich występach, w tym czwarta przed czasem po ciężkim nokaucie. Może czas na emeryturę...